HistoriaTragedia templariuszy. Odkłamana historia obrońców chrześcijaństwa

Tragedia templariuszy. Odkłamana historia obrońców chrześcijaństwa

Obraz przedstawiający oblężenie Akki w 1291. Autor: Dominique Papety (ok. 1840 r.)
Obraz przedstawiający oblężenie Akki w 1291. Autor: Dominique Papety (ok. 1840 r.) / Źródło: Wikimedia Commons
Dodano 11
W 2001 r. odkryto w tajnych archiwach watykańskich tzw. pergamin z Chinon, który jest dowodem na to, że papież na sam koniec oczyścił templariuszy. Powinni więc oni zostać zrehabilitowani w oczach świata - mówi Michael Haag, badacz dziejów krzyżowców, autor książki „Tragedia templariuszy. Powstanie i upadek państw krzyżowców".

PIOTR WŁOCZYK: Jak wyglądała Wielkanoc 1119 r. w Ziemi Świętej?

MICHAEL HAAG: To był bardzo smutny czas dla tamtejszych chrześcijan. Królestwem Jerozolimskim wstrząsnął wówczas potworny mord. Grupa 700 pielgrzymów – mężczyzn i kobiet – wyruszyła z Jerozolimy w kierunku rzeki Jordan. Ludzie ci byli kompletnie bezbronni. Niemiecki kronikarz Albert z Akwizgranu podał, że podróżowali oni „w radości i z dobrym sercem”, gdy natknęli się na wojska Fatymidów z Askalonu...

Muzułmanie nie znali litości?

Nie. Trzystu pielgrzymów zostało zamordowanych, wielu wzięto do niewoli. Ten mord przelał czarę goryczy. Król Baldwin II postanowił stworzyć „żandarmerię”, która ochraniałaby pielgrzymów.

Dlaczego nawet po odbiciu Ziemi Świętej z rąk muzułmanów te ziemie wciąż nie były bezpiecznym miejscem dla pielgrzymów?

W większości były to górzyste tereny, a siły krzyżowców były jednak stosunkowo szczupłe w stosunku do potrzeb. Najważniejsze miasta były w rękach chrześcijan, ale na prowincji mogło się zdarzyć dosłownie wszystko. Te realia dobrze opisał Saewulf z Canterbury, który w 1102 r. przybył do Ziemi Świętej. Po dotarciu do portu w Jafie (dziś część Tel Awiwu) pielgrzymi mogli się dostać do Jerozolimy tylko jednym szlakiem, wiodącym przez góry. Jak czytamy w jego relacji: „Każdy, kto wybrał ten szlak, ujrzał wiele ludzkich ciał leżących na drodze i przy niej, a niezliczone trupy były rozszarpywane przez dziką zwierzynę. Można się zastanawiać, dlaczego tak wielu chrześcijańskim zwłokom pozwalano leżeć bez pochówku, ale nie ma w tym nic zaskakującego. […] kto byłby takim głupcem, by opuścić braci i samemu kopać grób? Każdy, kto by tak postąpił, nie kopałby grobu dla bliźniego, lecz dla siebie”.

W ten sposób w Boże Narodzenie 1119 r. Hugon de Payns, francuski krzyżowiec, który brał udział w I krucjacie, wraz z ośmioma z towarzyszami złożył w bazylice Grobu Świętego śluby.

Doszło do tego na podstawie porozumienia króla Jerozolimy Baldwina II oraz tamtejszego patriarchy łacińskiego Warmunda. Zakon oficjalnie nazywał się Pauperes Commilitones Christi Templique Salomonis (Ubodzy Rycerze Chrystusa i Świątyni Salomona), ale do historii jego członkowie przeszli pod krótszą nazwą: templariusze. Ich siedziba główna mieściła się w Jerozolimie na Wzgórzu Świątynnym, które zostało przez Seldżuków zamienione w fortecę z koszarami. Stąd w nazwie zakonu znalazła się „Świątynia Salomona”.

Co wiadomo o ich początkach?

Niestety, bardzo niewiele. Kronikarze nie opisali nawet ślubowania w bazylice Grobu Świętego. Zresztą nawet nie wiadomo do końca, czy faktycznie było ich dziewięciu, czy był to tylko symbol – tę liczbę uważano bowiem za ideał. Najpewniej było ich więcej. Pierwsze lata działalności templariuszy są bardzo mgliste. Archiwa zakonu przepadły, dlatego jego historię możemy próbować odtworzyć ze źródeł pośrednich. Wiadomo, że początkowo braci nie było zbyt wielu, a ich rola ograniczała się tylko do pełnienia funkcji żandarmerii. Co ciekawe, pierwsi templariusze chcieli poświęcić się Jezusowi jako zakonnicy. Wcale nie rwali się do wojowania – to Baldwin II oraz Warmund wyznaczyli im tę misję, którą oni następnie z pokorą przyjęli.

Templariusze chronili pielgrzymów na szlakach wiodących z portów do Jerozolimy i stamtąd m.in. nad Jordan i do Betlejem. Służyli również pielgrzymom jako przewodnicy, ponieważ doskonale znali historię tych terenów. Po drodze mieli do dyspozycji swoje ufortyfikowane posterunki, gdzie można było bezpiecznie odpocząć.

Jednak to nie dzięki roli żandarmów przeszli do historii.

Templariusze w niedługim czasie stali się obrońcami Ziemi Świętej. Pełnili tę funkcję wespół ze szpitalnikami, którzy równocześnie dbali o zdrowie pielgrzymów. Paradoksalnie im słabsze były państwa krzyżowców, tym mocniejsi stawali się templariusze. Władcy chrześcijańscy w Ziemi Świętej przekazywali templariuszom swoje zamki, powierzając im zadanie obrony granic chrześcijaństwa. Jak wiadomo, utrzymanie fortecy jest bardzo kosztowne, a kto jak kto, ale akurat templariusze mieli na to środki.

Nie mieli problemu z rekrutacją?

Absolutnie nie. Misja templariuszy była podwójnie atrakcyjna dla wielu młodych ludzi: dołączając do tego zakonu, można było zostać mnichem i rycerzem za jednym zamachem. Pamiętajmy jednak, że samych rycerzy nie było wśród templariuszy zbyt wielu: ich liczba nigdy nie przekraczała tysiąca. Myślę, że templariusza spokojnie można porównać do... pilota supernowoczesnego myśliwca. Wokół pilota, dysponującego śmiertelnie niebezpieczną maszynerią, pracuje wielu innych ludzi. To samo tyczyło się templariusza – ciężkozbrojnego rycerza, który stanowił wraz ze swoim potężnym koniem siłę trudną do powstrzymania. Średnio przypadało na niego dziewięciu ludzi. Oczywiście nie tylko rycerze walczyli w tym zakonie – na polu bitwy i na murach ich twierdz walczyło jeszcze wielu braci, którzy nie byli rycerzami.

Jak się sprawdzali na polu bitwy? Legendy o ich męstwie znajdują potwierdzenie w źródłach historycznych?

Nie ma wątpliwości, że jako wojownicy cieszyli się wielkim respektem. Przede wszystkim ze strony wrogów. Templariusze na polu bitwy pędzili jak czołgi, mieląc szeregi przeciwników, sprawiając, że wszystko szło w rozsypkę. Byli niezwykle karni – nie wolno im było zejść z pola walki dopóty, dopóki ich sztandar powiewał. Z opisów bitew wynika, że zazwyczaj stawało w nich 100–200 templariuszy, ale nawet to wystarczyło, żeby przechylić szalę zwycięstwa na rzecz chrześcijan. Muzułmanie mieli olbrzymią przewagę w ludziach i zapasach, ale nie mieli niczego tak potężnego jak templariusz na koniu.

Utrzymanie zakonu musiało kosztować krocie, ale to przecież nie było problemem dla templariuszy – ich bogactwo do dziś rozpala wyobraźnię hollywoodzkich twórców.

Wyposażenie i utrzymanie jednego tylko rycerza we Francji w XII w. wymagało posiadania minimum 750 akrów ziemi (303 ha). Tymczasem utrzymanie templariusza było dużo droższe z uwagi na konieczność sprowadzania towarów z Europy – konie przywożone były właśnie stamtąd, tak samo jak duża część jedzenia.

Wspieranie templariuszy było bardzo popularne na zachodzie Europy. Dużo braciom dał patronat wpływowego Bernarda z Clairvaux, który stwierdził, że Ziemia Święta potrzebuje „zbrojnych rycerzy, a nie śpiewających i zawodzących mnichów”. W 1128 r. Hugon de Payns, pierwszy wielki mistrz zakonu, przybył z misją do Francji. Uzyskał tam od możnych duże nadania ziemskie i kosztowności. Następnie wielki mistrz wybrał się do Anglii. Tam z kolei Henryk IV obdarował templariuszy złotem i srebrem. Wtedy też powstał dom zakonny w Londynie. Nawiasem mówiąc, templariusze stali się w końcu największym dostawcą wełny w Anglii. Co ważne – zakon nie musiał się z nikim dzielić łupami wojennymi, a tych było bardzo dużo.

Czytaj także:
Kłamstwo „Imienia Róży”. Jak sfałszowano historię inkwizycji

Można mówić bardzo wiele o ich bogactwie. Dość powiedzieć, że twierdza templariuszy w Paryżu, gdzie mieścił się główny skarbiec banku templariuszy, służyła również jako de facto skarbiec królów Francji. Z biegiem czasu templariusze stali się wręcz międzynarodową instytucją bankową.

Proszę się nie obrazić, ale to brzmi trochę jak legenda. Templariusze jako międzynarodowi bankierzy?

A jednak to prawda. Przykładowo bogaty pan feudalny, jadąc na pielgrzymkę czy krucjatę do Ziemi Świętej, nie musiał brać ze sobą złota w niebezpieczną podróż. Wystarczy, że część majątku zdeponował u templariuszy w Europie, a następnie mógł go wypłacić po przybyciu do Królestwa Jerozolimskiego. Templariusze opracowali wiarygodny system księgowy, który pozwalał na takie operacje.

Zakon był potężny i bogaty, ale sami bracia byli ubodzy. Początkowo ubierali się w odzież pochodzącą z darowizn, dlatego wyglądali jak „cały świat”. Dopiero później pojawił się ich „mundur”, czyli emblematyczna biała tunika z czerwonym krzyżem.

Wymagano od nich, aby zawsze byli przygotowani na śmierć i aby nigdy nie okazywali strachu w walce. Templariusze nie mogli używać plugawych słów, nie wolno im było przywiązywać się do rzeczy doczesnych ani spisywać testamentów.

Piękne ideały, ale praktyka często bywa zupełnie inna.

Myślę jednak, że co do zasady ci mnisi faktycznie podążali za ideałami. Wstawali o godz. 4, modlili się, zajmowali się końmi, potem jedli, ćwiczyli się we władaniu bronią, modlili się, jedli i szli spać późną nocą. Ich życie sprowadzało się do modlitwy i obrony wiary. To nie był zepsuty zakon. Co ciekawe, wszystko, co tylko mogło się kojarzyć z kobiecością, było przez zakon odrzucane. Dlatego mowy nie było o noszeniu szpiczastych butów, sznurówek, a także długich włosów. Bracia nosili za to długie brody.


Skąd się wzięła ta dziwna pieczęć zakonu: dwaj rycerze jadący na jednym koniu?

Różnie jest to tłumaczone, nie brakuje tu sensacyjnie brzmiących pomysłów, ale najpewniej było to podkreślenie tej prostoty życia.

Kto był ich największym wrogiem?

Poza muzułmanami? Najwięcej wrogów templariusze mieli w samym Kościele. Wynikało to z ich unikalnego umocowania – jedynie papież stał nad nimi. To się nie podobało wielu hierarchom, wliczając w to patriarchę Jerozolimy, który konkurował z wielkim mistrzem templariuszy o dostęp do ucha władcy Królestwa Jerozolimskiego. Templariusze byli zwolnieni z płacenia wszystkich podatków, a reszta Kościoła musiała na nich łożyć. Oczywiście nie wszystkim podobał się taki układ...

Po tym, gdy Saladyn zdobył Jerozolimę w 1187 r., stolicą chrześcijańskiego królestwa stała się Akka. Jednak 100 lat później muzułmanie zajęli również Akkę, wypierając chrześcijańskie wojska z Ziemi Świętej. Co to oznaczało dla templariuszy, poza klęską militarną?

Templariusze bronili się bohatersko w swojej fortecy nad morzem jeszcze tydzień po zdobyciu miasta przez mameluków. Ostatecznie wszyscy bracia zginęli pod gruzami twierdzy, której fundamenty podkopali muzułmanie. Upadek Ziemi Świętej oznaczał dla zakonu koniec. O ile bowiem istnienie szpitalników wciąż miało sens – mogli przecież leczyć ludzi wszędzie na świecie – o tyle upadek Ziemi Świętej był też upadkiem samych templariuszy, którzy nie zdołali spełnić swojej najważniejszej misji. Liczyli oni wprawdzie na zorganizowanie kolejnej krucjaty, ale było to nierealne. Templariusze wrócili do Europy, głównie do Francji. Szpitalnicy osiedlili się na Rodos, a następnie przenieśli na Maltę, gdzie działali aż do czasów Napoleona. Z templariuszami było jednak inaczej. Po upadku Akki ludzie zaczęli się zastanawiać: Po co właściwie potrzebni nam są teraz ci zakonnicy?

I wykorzystał to Filip IV Piękny.

Król Francji był bardzo zadłużony z powodu wojen. Jego sposobem na wychodzenie z długów było... pozbywanie się dłużników. Przed zaatakowaniem templariuszy Filip wyrzucił z Francji żydowskich i włoskich bankierów, którym był winien pieniądze.

Jednak pieniądze to tak naprawdę tylko tło upadku templariuszy. Filip tworzył wówczas Francję jako państwo narodowe i templariusze, a szerzej Kościół, byli jego ideologicznymi przeciwnikami. Był to konflikt dwóch wizji: uniwersalistycznego Kościoła, który twierdził, że stoi nad władcami, i Filipa, który widział to dokładnie odwrotnie. Templariusze wyglądali w jego oczach jak ręka papieża we Francji. Filip chciał ją odciąć, pokazując w ten sposób, kto naprawdę rządzi. 13 października 1307 r. król rozkazał aresztować każdego templariusza – nie tylko rycerzy – na terenie Francji. To były tysiące ludzi, ale nikt nie stawiał oporu. Filip następnie przejął majątek zakonu, niejako nacjonalizując templariuszy.

Król oskarżył ich m.in. o czczenie bożków, kotów i oddawanie się praktykom homoseksualnym. Zrobił z nich najgorszych heretyków. Miał jakiekolwiek podstawy, by rzucić takie oskarżenia?

Ta sprawa zszokowała cały chrześcijański świat, ponieważ templariusze mieli generalnie bardzo dobrą opinię. To prawda, że templariusze, tak jak każda elitarna formacja, mieli swoje dziwaczne obrzędy inicjacyjne. Ponoć młodzi byli zmuszani do całowania starszych w „koniec kręgosłupa”, żeby okazać im posłuszeństwo. Czy tak było? Ciężko to stwierdzić. Nawet dziś jednak słyszymy o dziwnych rytuałach inicjacyjnych np. w wojsku. Niedawno nasza prasa opisywała szokujące praktyki, do których dochodzi w brytyjskich siłach specjalnych: młodzi żołnierze muszą się rozebrać, a następnie się biją. Tak już bywa w zamkniętych społecznościach, w których wszystko opiera się na posłuszeństwie wobec starszych.

Wiadomo jednak, że coś było na rzeczy, ponieważ nawet Jacques de Molay, ostatni wielki mistrz zakonu, który potem został spalony na stosie, sam był zakłopotany dziwnymi praktykami wśród braci i nawet napisał o tym w liście do króla Francji!

Dając mu tym samym amunicję do ataku na własny zakon...

Stało się tak wbrew jego intencjom. Z pewnością dochodziło wśród templariuszy do dziwnych sytuacji, które nie kojarzyły się z ortodoksją chrześcijańską, ale trudno sobie wyobrazić, żeby faktycznie byli oni heretykami. Nie można dawać wiary zeznaniom niektórych braci, w których przyznawali się oni do wszystkiego. Torturowano ich bowiem potwornie – są relacje mówiące o opiekaniu im stóp w ogniu...

Czytaj także:
Krzyżowcy giną z pragnienia pod Hittin. Koniec chrześcijańskiej Jerozolimy

Papież Klemens V walczył zawzięcie o swoich rycerzy?

Jego sytuacja była bardzo trudna. Sam był Francuzem, jednak bał się, że król Francji wypowie mu wojnę. Klemens V chciał bronić Kościoła i templariuszy, ale Filip był potężny. Papież stał na straconej pozycji.

Jacques de Molay przyznał się do wszystkiego i miał zostać oszczędzony, ale tak się nie stało. De Molay na koniec stwierdził bowiem, że wycofuje się z zeznań, ponieważ nie mógłby żyć z takim ciężarem. Dlatego został spalony na stosie. Jednak losy templariuszy poza Francją, gdzie wielu z nich zginęło, nie potoczyły się tak źle. Przykładowo w Anglii ich majątek trafił do szpitalników, a samych zakonników nie spotkała krzywda. W Hiszpanii i Portugalii sytuacja wyglądała podobnie.

Wydawałoby się, że to koniec tej opowieści, ale przecież ta historia kompletnie niespodziewanie powróciła po 700 latach wraz z odnalezieniem pewnego dokumentu...

Przez cały ten czas wierzono, że Kościół kompletnie opuścił templariuszy. Dopiero w 2001 r. odkryto w tajnych archiwach watykańskich tzw. pergamin z Chinon, który jest dowodem na to, że papież nie wierzył w winę swoich rycerzy-zakonników i na sam koniec oczyścił templariuszy. Głowa Kościoła stwierdziła, że nie popełnili oni grzechu i nie byli winni zarzucanych im czynów. Było to jednak utrzymywane w sekrecie ze strachu przed odwetem króla Francji. Templariusze powinni więc zostać zrehabilitowani w oczach świata.

To by jednak oznaczało, że należałoby również zrehabilitować krzyżowców. Według powszechnej opinii byli oni przecież krwiożerczymi fanatykami, którzy napadli na Bogu ducha winnych muzułmanów.

Po pierwsze, większość mieszkańców tamtych ziem stanowili wówczas chrześcijanie, choć ciężko w to uwierzyć z dzisiejszej perspektywy. Krucjaty były więc przeprowadzone w obronie chrześcijaństwa. Po odbiciu z rąk muzułmanów Ziemi Świętej udało się krzyżowcom stworzyć społeczeństwo – jak na tamte czasy – dosyć otwarte. Muzułmanie generalnie mogli żyć w spokoju obok chrześcijan.

Obawiam się, że nie jest to zbyt popularny pogląd wśród dzisiejszych zachodnich intelektualistów.

To prawda. Pamiętajmy, że tragedia templariuszy to część dużo większej tragedii: upadku państw krzyżowców. Wiem, że dziś krucjaty mają fatalną prasę, ale uważam, że upadek państw krzyżowców był prawdziwą tragedią.

Chyba właśnie przekroczyliśmy granice poprawności politycznej.


Fakty są jednak takie, że Frankowie rozwijali tamte tereny i pod ich rządami sytuacja w Outremer (na Zamorzu, jak nazywano wówczas tereny odbite przez krzyżowców) dosyć szybko uległa stabilizacji. Pielgrzymi i rolnicy byli w Królestwie Jerozolimskim niemal tak samo bezpieczni jak w Europie. Frankowie zapewnili Palestynie pokój i rozkwit przez większość XII w. Był to olbrzymi kontrast w porównaniu z poprzednim stuleciem, gdy terenami tymi rządzili muzułmanie.

Pod koniec istnienia Outremer, w miarę jak Turcy zdobywali kolejne miasta, ludność frankijska poddawana była potwornym cierpieniom. Turcy najczęściej zabijali mężczyzn, a pozostałych członków ich rodzin brali w niewolę. Kobiety, dziewczęta i chłopcy byli potem tysiącami sprzedawani na targach niewolników w Aleppo i Damaszku. Po upadku Akki muzułmanie przeorali Outremer, niszcząc chrześcijaństwo, żeby Zachód już nigdy tam nie wrócił.

Michael Haag jest angielskim historykiem i pisarzem. Specjalizuje się w historii Ziemi Świętej. W Polsce dostępna jest jego książka pt. „Tragedia templariuszy. Powstanie i upadek państw krzyżowców”.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 11/2017
Artykuł został opublikowany w 11/2017 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
/ pwł
 11
  • Skąd ubogiemu zakonnikowi taki pieniądz IP
    Polacy mają fatalne skojarzenia z zakonnikami-rycerzami. Szczwane lisy dysponujące ogromną mamoną, podstępem zajmujący i oszwabiający bogate krainy....
    Dodaj odpowiedź 3 0
      Odpowiedzi: 0
    • falanga x IP
      Templariusze byli bohaterami, krzyżowcy i krucjaty uratowały Europę, na płw.iberyjskim zakony rycerskie odbiły z pod władzy islamu półwysep , niestety dziś Afryka i Azja znów w natarciu
      Dodaj odpowiedź 24 1
        Odpowiedzi: 1
      • RUCH NARODOWY IP
        Krzyżowcy to bohaterowie tamtych czasów gdyby nie ich walka Cała Europa byłaby w rękach Brudnego islamu. Tylko komuchy którzy są zjednoczeni z Islamem i z tym całym syfem lewackim spierają kłamstwa na temat Krzyżowców.
        Dodaj odpowiedź 43 7
          Odpowiedzi: 1
        • warto przeczytać IP
          O tych czasach są piekne ksiąźki M.Duron "Królowie przeklęci,,
          Dodaj odpowiedź 24 0
            Odpowiedzi: 1
          • ansuz IP
            IDEA OBRONY BIAŁEJ EUROPY PRZED INWAZJĄ KOLOROWEJ DZICZY JEST WCIĄŻ AKTUALNA, TYM RAZEM OBROŃCAMI JEST BIAŁA ULTRAPRAWICA!
            youtube
            Dodaj odpowiedź 29 7
              Odpowiedzi: 2

            Czytaj także