HistoriaJak nie zostać królem. Fatum Jakuba Sobieskiego

Jak nie zostać królem. Fatum Jakuba Sobieskiego

Jan III Sobieski przekazujący Jakubowi prawo do korony, obraz nieznanego autora z 1697 r.
Jan III Sobieski przekazujący Jakubowi prawo do korony, obraz nieznanego autora z 1697 r. / Źródło: Wikimedia Commons
Dodano
Synowie polskich królów, poczynając od potomków Władysława Jagiełły, zasiadali na tronie. Dlaczego nie udało się to tylko Jakubowi Sobieskiemu?

Jan III, tak jak jego poprzednicy, chciał zapewnić koronę swojemu synowi. Naturalnym kandydatem, jako pierworodny, był Jakub Ludwik Sobieski. Urodził się jako syn hetmana Sobieskiego i Marii Kazimiery, nazywanej dość poufale Marysieńką, w 1667 r. w Paryżu. Na cześć ojca chrzestnego Ludwika XIV, który zresztą nie był obecny przy sakramencie, dano mu na drugie imię Ludwik. Wydawać by się mogło, że to dobry znak: niejako patronem młodego Sobieskiego był wielki monarcha. Może więc i Jakubowi Ludwikowi była pisana korona? Tak się jednak nie stało.

„Młody Jakub wątłej był budowy ciała, miernego wzrostu, nawet nieco ułomny, co aby pokryć, zalecała mu matka nosić kamizolę z jednego boku podwatowaną. Pomimo tego Jakub był przystojnym młodzieńcem” – zapewniał XIX-wieczny historyk Władysław Zawadzki.

Szesnastoletni Jakub wziął u boku ojca udział w wyprawie wiedeńskiej. Z pewnością było to obmyślane przez króla posunięcie – chciał pokazać swojego syna, oswajać szlacheckich wyborców z kandydatem do korony. Jakub był świadkiem triumfu Jana III, zmąconego przez spotkanie z cesarzem Leopoldem I, którego stolicę uratował polski król. Gdy Jan III przedstawiał syna cesarzowi, ten nie zareagował. „Na co ja patrząc, ledwiem nie strętwiał” – pisał Jan Sobieski do żony. Jego syn tak opisał tę scenę w prowadzonym diariuszu z wyprawy wiedeńskiej: „Nie wiem, czy to, że przypadkiem spadające aż na ramię długie pióra wzrok mu zasłaniały, czy też to, że się obawiał, aby go nie uniósł dziki rumak, którego wstrzymywał obiema rękami, jeżeliby sięgnął do kapelusza dla oddania ukłonu, było przyczyną, że zaniedbał odpowiedzieć na mój ukłon, Austriacy spierają się o to i spór dotychczas nie jest rozstrzygnięty”.

Jakub wyraźnie bagatelizował incydent. Jednak historycy uważają, że cesarz Leopold I z premedytacją nie pozdrowił syna Jana III, dając tym samym znać, że nie uważa go za następcę na tronie polskim ani kandydata na żaden inny tron. A węgierscy powstańcy kilka lat przed bitwą o Wiedeń proponowali Jakubowi koronę św. Stefana. Wówczas jednak Jan III miał odpowiedzieć, że potrzebuje syna dla Polski. Zachowanie cesarza tak komentował znakomity historyk Zbigniew Wójcik: „Była to brutalna demonstracja przeciw planom dynastycznym Jana III i Marii Kazimiery”.

Wkrótce po zwycięstwie wiedeńskim doszło do upokarzającej klęski w pierwszej bitwie pod Parkanami. Jan III, widząc panikę we własnych szeregach będącą zapowiedzią pogromu, kazał Jakubowi uchodzić z pola bitwy. Sam też zresztą musiał uciekać, ale dwa dni później rozbił siły Kara Mustafy doszczętnie.

Magnacka opozycja

Wiedeńskie zwycięstwo króla Jana III wzmacniało jego pozycję w Rzeczypospolitej. Wydawać by się mogło, że zwiększa szanse jego syna na koronę. Tak właśnie po opromienionym legendą zwycięzcy Jeremim Wiśniowieckim został wybrany jego syn Michał. Nic jednak nie powtarza się dwa razy. Magnaci uznali, że Jan III za bardzo wyrósł, za wiele zyskał sławy, więc postanowili utrącić wszelkie zamiary zapewnienia korony jego synowi. Głośny był incydent, gdy podczas procesji Bożego Ciała Jan III kazał iść Jakubowi przed sobą. Zaprotestował marszałek wielki koronny.

Trzy lata po zwycięstwie pod Wiedniem Jakub był obecny na radzie Senatu, za zgodą senatorów. Jednak zdarzyło się to pod nieobecność wrogów króla Sobieskiego: Lubomirskich i Sapiehów. W 1687 r. Jan III powierzył synowi dowództwo nad armią w wyprawie na Turków. Król, podejmując po Wiedniu wyprawy na południe, liczył, że w ten sposób zapewni tron mołdawski Jakubowi i wzmocni wydatnie pozycję syna w przyszłej elekcji. Oddanie komendy nad wojskiem Jakubowi nie było szczęśliwym posunięciem. Dało bowiem powód opozycji magnackiej do oskarżeń, że poniża hetmanów. Niestety, wszystkie mołdawskie kampanie Jana III były klęską niszczącą mit zwycięzcy spod Wiednia.

Wielki historyk, Władysław Konopczyński, pisał:

„Zapanował duch nieprzejednanej opozycji wobec dynastycznych rojeń Sobieskiego. W tym postanowieniu łączyli się panowie wszystkich zabarwień. […] Fala dąsów pańskich rzucała się wysoko i bryzgała pianą. Nie było zarzutu, którego by oszczędzono Sobieskiemu w paszkwilach i gadaninach sejmowych”.

Czytaj także:
Sobieski wrogiem „uchodźców”, czyli historia według antify

Magnaci szukali poparcia za granicą: we Francji, w Brandenburgii i Austrii. Niestety – jak zauważał historyk Andrzej Sulima Kamiński – Jan III nie potrafił zgromadzić wokół siebie senatorów-rojalistów. Tylko czy byli chętni? Król – którego ambicje nie ograniczały się tylko do planów dynastycznych, lecz także do naprawy ustroju Rzeczypospolitej – mógł natomiast oprzeć się na szlachcie. Jan III zawahał się jednak. Bał się bratobójczej wojny domowej. A tylko zbrojnie mógłby pokonać magnacką opozycję. Jego biograf Zbigniew Wójcik pisał, że król, nie podejmując tego ryzyka, przegrał walkę i o naprawę państwa, i o tron dla syna.

Mariaże Jakuba

Jan III i Maria Kazimiera chcieli wzmocnić prestiż i szanse Jakuba w przyszłej elekcji poprzez jego małżeństwo z niewiastą z wielkiego królewskiego europejskiego rodu. Były to nierealistyczne marzenia. Nikt nie chciał wydawać córki za Jakuba, o którym nie wiadomo było, czy zostanie królem. Sobiescy postanowili więc szukać wsparcia dla syna na gruncie krajowym. A nadarzała się niebywała okazja: małżeństwo z jedyną dziedziczką fortuny radziwiłłowskiej linii kalwińskiej na Birżach i Dubinkach – Ludwiką Karoliną.

Jednak Radziwiłłówna wyszła za mąż za syna swego opiekuna, elektora brandenburskiego Fryderyka Wilhelma Hohenzollerna, przyszłego króla Prus. Owdowiała w 1687 r. I wówczas wróciła sprawa mariażu Jakuba. Wydawało się, że wszystko jest na najlepszej drodze. Jakub przyjechał do Ludwiki Karoliny do Berlina i został przez nią miło przyjęty. Odbyły się formalne zaręczyny. Koło „wesołej wdówki” – jak nazwał ją Zbigniew Wójcik – kręcił się jednak Karol III Filip Wittelsbach, książę neuburski. Ludwika Karolina spotykała się z nim potajemnie. Aż wreszcie potajemnie wyszła za niego za mąż w rezydencji posła cesarskiego.


„Zepsuta i obłudna a wiarołomna margrabina, chcąc się zapewnić, aby potajemne to i samowolne małżeństwo nie mogło być rozerwanym, ująwszy nowego swego małżonka za rękę, udała się z nim do przyległej komnaty, gdzie kilka godzin poufnie jako już z mężem przebyła, po czym około godziny 11 w nocy do zamku wróciła” – pisał z oburzeniem Władysław Zawadzki. Był to policzek wymierzony Sobieskim. Wywołał gniew i szok także w szlacheckim społeczeństwie. Potraktowano sprawę jako obrazę dla Rzeczypospolitej. Oszukany i zdradzony Jakub chciał pojedynkować się z księciem neuburskim, ale matka mu to wyperswadowała. W 1691 r. Jakub ożenił się z jego siostrą. Najważniejsze dla niego, a może jeszcze bardziej dla ambitnej matki, było to, że siostrą żony była żona cesarza Austrii.

Elekcja 1697 r.

Jakub Sobieski prowadził własną grę o tron i w 1693 r. zaczął porozumiewać się z wrogami ojca: Sapiehami i Lubomirskimi. Obiecali, że poprą jego kandydaturę, lecz pod warunkiem że Maria Kazimiera opuści kraj, a jego bracia nie dostaną żadnych stanowisk. Jakub zgodził się zdradzić matkę i zapłacił za swoje aspiracje do tronu – jak pisał Otto Forst de Battaglia – poparciem trzęsących Litwą, brutalnych Sapiehów w sporze z biskupem wileńskim Brzostowskim, wspieranym przez Jana III. „Całą swoją nadzieję pokładał jednakże nie tyle w swoich niepewnych rodakach, co w wiedeńskim dworze, w swoim powinowactwie z cesarzem” – pisał Battaglia, nazywając postępowanie Jakuba nikczemnym.

Jan III musiał stracić serce do popierania kandydatury swojego najstarszego i nielojalnego syna. Był już zresztą, w latach 90., coraz bardziej chory i tracił zainteresowanie sprawami państwowymi oraz losami przyszłej elekcji. Poważnym cieniem na stosunki między nimi położyła się skandaliczna sprawa nasłania przez Jakuba bandytów, którzy mieli zabić skarbnika królewskiego Wołczyńskiego. „Tylko przypadek sprawił, iż ów wyszedł z życiem. Król zdecydował się ostro potępić syna, który jednakże nie przejął się tym zbytnio, zagroził ojcu, że uczyni przeciw niemu wszystko, co zechce, ba, nawet »obali całą Rzeczpospolitą«, i wyjechał z Polski” – pisał Zbigniew Wójcik. Jednak Aleksandra Skrzypietz, autorka biografii Jakuba Sobieskiego, powątpiewa w historię z planem zabójstwa skarbnika. Przytacza też – jej zdaniem nieprawdopodobną – informację o planach Jakuba otrucia ojca.

Natychmiast po śmierci Jana III doszło do gorszącej rywalizacji Jakuba z jego matką o majątek po królu. A był on pokaźny. Jakub pospieszył na Zamek Królewski w Warszawie, chcąc przejąć skarbiec rodzinny, i nie chciał wpuścić matki, która przywiozła ciało króla z Wilanowa, by złożyć je na katafalku. Ten incydent i dalsze spory o majątek Jana III znajdujący się w Żółkwi zostały źle przyjęte przez szlachtę, natomiast z radością przez magnacką opozycję, która wykorzystała spory w rodzinie Sobieskich do dyskredytowania Jakuba.

W kampanii elekcyjnej Jakub obiecywał 5 mln zł na potrzeby Rzeczypospolitej, dołożenie starań do odzyskania Kamieńca, przeznaczenie pieniędzy z królewszczyzn na wykup jeńców i zaopatrzenie fortec granicznych, założenie szkoły rycerskiej i, co najważniejsze, utrzymanie wszystkich wolności szlacheckich.

Jednak jego rywale, książę Franciszek Ludwik Burbon-Conti i Fryderyk August, elektor Saksonii, dawali więcej pieniędzy. I zapewniali, że ich żony nie będą się mieszać w politykę. Był to przytyk do matki Jakuba, którą oskarżano o to, że miała wielki wpływ na Jana III. W pismach ulotnych twierdzono, że Jakub jest marionetką w rękach matki, a nawet że jest homoseksualistą. Ojczyzna Marii Kazimiery popierała księcia Contiego. Sobieski zyskał wsparcie cesarza Leopolda I. Cóż, kiedy jego poseł zachwalając podczas elekcji kandydaturę Jakuba, popełnił fatalny błąd. Jak pisała biografka syna Jana III, Aleksandra Skrzypietz: „Uraził słuchaczy, gdyż określił Rzeczpospolitą mianem Inclyta – przesławna, a nie Serrenisima – najjaśniejsza, jak sobie życzyła szlachta, więc protestowano i okazywano niezadowolenie”. Na próżno agitował za Jakubem przyjaciel jego ojca, hetman Jan Stanisław Jabłonowski. Ostatecznie doszło do podwójnej elekcji, ale jednym z dwóch obwołanych królów nie był Jakub Sobieski. Z rywalizacji zwycięsko wyszedł elektor saski, który przybrał imię Augusta II. „Wynik elekcji był dla Sobieskich szokiem. Jakub był pierwszym synem królewskim, którego oddalono od tronu” – stwierdzała Aleksandra Skrzypietz.

Zapewne Jakub Sobieski sam także przyczynił się do własnej klęski. Nie umiał podobać się wyborcom, ujmować ich sposobem bycia.

Hańba była blisko

Raz jeszcze pojawiła się dla niego nadzieja na koronę, ale w okolicznościach upokarzających. Król Szwecji Karol XII podczas wojny północnej chciał zdetronizować Augusta II i na polskim tronie osadzić Jakuba Sobieskiego. Syn Jana III nie był temu przeciwny. Został jednak porwany w lutym 1704 r. przez ludzi Augusta II, wraz z bratem Konstantym, i uwięziony na trzy lata. Dzięki temu uniknął zhańbienia nazwiska Sobieskich. Byłby taką samą marionetką jak wybrany podczas elekcji pod szwedzkim bagnetami przez garść szlachty w 1704 r. Stanisław Leszczyński. Ten król z woli Karola XII deklarował zresztą, że przekaże koronę Jakubowi, gdy zostanie uwolniony.

Czytaj także:
Ostatnie zwycięstwo

Nazwisko Sobieskich wciąż dużo znaczyło w Rzeczypospolitej, skoro i car Piotr I namawiał Jakuba Sobieskiego, by sięgnął po koronę. Rzecz jasna, Jakub zostałby taką samą marionetką cara, jaką byłby w rękach króla szwedzkiego. „Wznosząc się ponad swoje ambicje i odrzucając oferty cara, Jakub uchronił się przed sytuacją, w której całkowicie uzależniłby swoje panowanie od interesów Rosji” – pisała Aleksandra Skrzypietz. Z Augustem II doszedł Jakub Sobieski do zgody. Ceną za odzyskanie dóbr w Rzeczypospolitej była jednak deklaracja lojalności.

Miał już 66 lat, gdy w 1733 r. zmarł jego rywal z elekcji, August II. I znów jego imię pojawiło się wśród kandydatów do korony. Jakub Sobieski rezydował wówczas w rodzinnej Żółkwi. „Zwróciły się oczy wielkiej liczby panów i szlachty na Jakóba Sobieskiego i on, który na poprzedniczej po ojcu elekcji miał wszystkich przeciwnych sobie, dziś powszechnie liczył stronników. Ożywił się zamek żółkiewski licznymi zjazdy panów polskich przybywających do Jakuba Sobieskiego w sprawie zbliżającej się elekcji. Wszelako nad grobem stojący starzec nie miał już myśli zasiąść na tronie” – pisał Władysław Zawadzki w książce „Jakób i Konstant Sobiescy. Wspomnienie historyczne z powodu odkrycia ich grobowca w kościele żółkiewskim”.

Po namysłach i modlitwach w klasztorze na Jasnej Górze zrezygnował z ubiegania się o koronę. Zwolennicy Piasta na tronie obwołali królem Stanisława Leszczyńskiego, który 30 lat wcześniej, niejako w zastępstwie Jakuba Sobieskiego, znalazł się – na krótko – na tronie. Jakub Sobieski zmarł cztery lata później w Żółkwi, jako ostatni po mieczu z Sobieskich.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 10/2017
Artykuł został opublikowany w 10/2017 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
/ pwł
 0

Czytaj także