HistoriaOd kamienowania do akceptowania. Trzy tysiące lat homoseksualizmu

Od kamienowania do akceptowania. Trzy tysiące lat homoseksualizmu

Zefir i Hiacynt, greckie malowidło z V wieku p.n.e.
Zefir i Hiacynt, greckie malowidło z V wieku p.n.e.
Dodano 7
Homoseksualizm budził już od starożytności skrajne reakcje: od potępienia przez szyderstwo do akceptacji.

Oto cztery świadectwa, a właściwie urywki świadectw, traktowania homoseksualizmu w przeszłości. Pierwsze – Księga Rodzaju i Księga Kapłańska ze Starego Testamentu – sięga 1,5 tys. lat p.n.e. Następne – dziennik Ksenofonta z początku IV w. p.n.e. oraz biografie cesarzy rzymskich z początku II w. n.e. – dotyczą antyku greckiego i łacińskiego, a więc są młodsze od starotestamentowej Biblii odpowiednio o tysiąc i o półtora tysiąca lat. Wreszcie ostatnie świadectwo mówi o obyczajach z pierwszej połowy XIX w. w brytyjskiej flocie wojennej. Chociaż od naszej epoki dzieli je zaledwie 200 lat, a od opisu zniszczenia Sodomy i Gomory aż 3,3 tys. lat, to trudno oprzeć się wrażeniu, że pod względem potępienia i najsurowszego karania homoseksualistów właśnie ze starożytnym Izraelem łączyło wielkie imperium ery nowożytnej więcej.

Bierzcie córki!

Rozdział Biblii o zniszczeniu Sodomy i Gomory zawiera na początku opis odwiedzin dwóch aniołów (pod postacią zwykłych wędrowców) w domu bratanka biblijnego patriarchy Abrahama – sprawiedliwego Lota. Kiedy inni mieszkańcy Sodomy dowiedzieli się o przybyciu podróżnych, zaatakowali dom Lota, domagając się, aby oddał im swych gości i by mogli nasycić swe żądze.

Czytaj także:
Ogień nad Sodomą

W rozdz. 19 Księgi Rodzaju czytamy:

„(4) Zanim się położyli, mieszkańcy miasta, mężowie Sodomy, od najmłodszego do najstarszego, otoczyli dom, cała ludność z najdalszych stron,

(5) Wywołali Lota i rzekli do niego: Gdzie są ci mężowie, którzy przyszli do ciebie tej nocy? Wyprowadź ich do nas, abyśmy z nimi poigrali.

(6) Wtedy Lot wyszedł do nich do bramy, zamknął drzwi za sobą.

(7) I rzekł: Bracia moi, proszę, nie czyńcie nic złego!

(8) Oto mam dwie córki, które jeszcze nie poznały mężczyzny, wyprowadzę je do was, a wy czyńcie z nimi, co wam się podoba, tylko tym mężom nic nie czyńcie, bo weszli pod cień strzechy mojej.

(9) Ale oni odparli: Idź precz! I mówili: Jeden jedyny przyszedł tu jako przybysz, a teraz chce być sędzią. Postąpimy z tobą gorzej niż z nimi. Potem bardzo napierali na tego męża, na Lota, i podeszli, aby wyłamać drzwi”.

Zauważmy, że Lota do tego stopnia przeraziła perspektywa złamania powinności gospodarza wobec przybyszów zdanych na jego opiekę – i na dodatek oddania ich wszetecznym lubieżnikom, agresywnym i pragnącym widocznie nowych doznań – że był gotów nawet oddać sąsiadom swe dwie córki, „które nie poznały jeszcze mężczyzny”. Napastnicy mogli postąpić z dziewczętami, „jak im się podoba”. Perspektywa heteroseksualnego gwałtu na rodzonych córkach mniej go przeraziła (jeśli w ogóle) niż gwałt homoseksualny na przygodnych gościach. Nie doszło do tego, bo litościwi aniołowie wciągnęli gospodarza do środka domostwa, zawarli drzwi, a napastników porazili ślepotą, tak że nie mogli znaleźć wejścia.

W Księdze Rodzaju czytamy dalej:„Pan spuścił na Sodomę i Gomorę deszcz siarki i ognia od Pana z nieba. I tak zniszczył te miasta oraz całą okolicę wraz ze wszystkimi mieszkańcami miast, a także roślinność”. Ocalał tylko Lot i jego dwie córki, bo żona, która wbrew zakazowi obejrzała się za siebie, została zamieniona w słup soli.


W rozdz. 20 Księgi Kapłańskiej czytamy zaś expressis verbis: „Ktokolwiek obcuje cieleśnie z mężczyzną tak, jak się obcuje z kobietą, popełnia obrzydliwość. Obaj będą karani śmiercią, sami tę śmierć na siebie ściągnęli”.

Na los, jaki spotkał grzesznych sodomitów, i na zapisy Księgi Kapłańskiej wielokrotnie powoływano się w ciągu następnych kilkudziesięciu wieków w różnych kulturach i epokach, stosując karę śmierci za akty homoseksualne. W Wielkiej Brytanii wymierzano ją do połowy XIX w. (naszej ery!). Do dziś grozi ona w Afganistanie, Arabii Saudyjskiej, Czeczenii, Iranie, Jemenie, Mauretanii, Sudanie, Zjednoczonych Emiratach Arabskich (bez Dubaju) oraz w 12 (z 36) stanach Nigerii.

Hoplita i chłopiec

Starożytni Grecy – wbrew głoszonym dla taniej sensacji opiniom – nie składali się z samych homoseksualistów i wysoko cenili małżeństwo. Mężczyzna, który do 35. roku życia nie ożenił się ani nie miał legalnego potomstwa, znajdował się w greckich polis (miastach-państwach) pod pręgierzem opinii publicznej, a nawet musiał płacić kary. Jednakże stosunki homoseksualne nie raziły. Bywały akceptowane zwłaszcza między dojrzałym obywatelem, odgrywającym rolę mentora, a dorastającym młodzieńcem (efebem), który kształcił się pod jego kierunkiem. Wystąpił nawet sławny i poważany w całej Helladzie homoseksualny Święty Zastęp w Tebach, składający się z 300 doborowych hoplitów (ciężkozbrojnych piechurów) – mężczyzn i młodzieńców – którzy przysięgli sobie wierność aż po śmierć na polu walki. Notabene był to jedyny oddział, który potrafił pokonać Spartan, i to dwukrotnie – pod Tegyrą (375 r. p.n.e.) i Leuktrami (371 r. p.n.e.).

Grecy nie tyle przechodzili nad homoseksualizmem do porządku dziennego jak nad czymś wstydliwym, ile traktowali go jako zwyczajną część tego porządku. Świadczy o tym np. słynny dziennik Ksenofonta z wyprawy wojennej, jaką przeciw swemu perskiemu władcy zorganizował satrapa Cyrus. Satrapa zginął w walnej bitwie, a ponad 10 tys. jego greckich najemników – którzy zwyciężyli Persów na swym odcinku – nie poddało się, ale ruszyło z okolic Babilonu przez krainy Azji Mniejszej, pokonując wrogie plemiona, głód, góry i śniegi, ku wybrzeżu Morza Czarnego. Ta ich legendarna – a przecież prawdziwa! – anabazis (czyli „droga pod górę”, lata 401–399 p.n.e.) zakończyła się powodzeniem. Duża w tym zasługa samego Ksenofonta, obranego wodzem po zdradzieckim zamordowaniu innych strategów przez Persów.

Niejako mimochodem zauważa on („Wyprawa Cyrusa”, Czytelnik 2003, przekład Władysław Madyda), że armii greckiej towarzyszyli: zwierzęta juczne z łupem oraz tłumy jeńców, które opóźniały pochód. Strategowie odbierali żołnierzom tę ich własność, a „żołnierze słuchali, chyba że ktoś ukradkiem zabrał ze sobą ładnego chłopca albo kobietę gwoli miłości”. Zauważmy kolejność: chłopca albo kobietę. Pisze też o sojuszniku trackim, Seutesie, który kazał wymordować wziętych do niewoli przeciwników. I oto:

[...] pewien człowiek z Olintu imieniem Epistenes, miłośnik chłopców… widząc, że jakiś piękny, w lekką tarczę uzbrojony chłopiec, który był właśnie w wieku dojrzewania, ma umrzeć, podbiegł do Ksenofonta i błagał o pomoc dla pięknego chłopca. Ksenofont podszedł więc do Seutesa i prosił go, aby nie zabijał chłopca. Opowiedział mu o usposobieniu Epistenesa i o tym, jak pewnego razu zebrał on cały lochos [sotnię, kompanię – przyp. red.], zwracając uwagę jedynie na urodę żołnierzy, i jak mężnie bił się z tym oddziałem. Seutes zaś zapytał: »Czy chciałbyś, Epistenesie, umrzeć dla tego chłopca?«. On zaś nadstawił karku i powiedział: »Uderz, jeśli chłopiec cię o to poprosi i będzie ci za to wdzięczny«. Seutes zapytał chłopca, czy ma zamiast niego uderzyć Epistenesa. Chłopiec nie pozwolił na to i błagał, aby Seutes nie zabijał ich obu. Wtedy Epistenes objął chłopca i rzekł: »Teraz, Seutesie, musisz walczyć ze mną o tego chłopca, bo go nikomu nie oddam«. A Seutes roześmiał się i machnął ręką na tę sprawę.

Jeśli historia komukolwiek przyznaje rację, to w tym przypadku chyba Seutesowi.

Boski Juliusz

Bitynia kojarzy się nam raczej z żoną Szczęsnego Potockiego, „piękną Bitynką”, znaną z licznych skandali heteroseksualnych, niż z homoseksualną przygodą jednego z najsłynniejszych wodzów w historii – Gajusza Juliusza Cezara (100 r. p.n.e.–44 r. p.n.e.). Rozpoczynał on służbę wojskową w Azji. Tak nazywała się prowincja rzymska obejmująca zachodnią część dzisiejszej Azji Mniejszej przekazana Rzymowi testamentem ostatniego władcy Pergamonu – Attalosa III – w 133 r. p.n.e. Pół wieku później o ziemię tę toczyła się wojna Rzymian z władcą Pontu Mitrydatesem VI. Młodego Cezara wysłano wtedy do władcy Bitynii – Nikomedesa IV – krainy leżącej dalej na północ, nad Morzem Czarnym, aby sprowadził stamtąd okręty potrzebne do oblężenia Mityleny. Cezar wywiązał się z misji znakomicie.


Aż za bardzo. Nie tylko zaprzyjaźnił się z Nikomedesem, ale został też… uległym mu kochankiem. Sprawa stała się znana w Rzymie. Wielokrotnie wspominali o niej nie tylko przeciwnicy polityczni Cezara (z Cyceronem włącznie), lecz także jego żołnierze, wyśpiewujący nieprzyzwoite piosenki podczas triumfalnego pochodu po galijskich wiktoriach swego wodza. Przedmiotem szyderstw stał się nie tyle fakt związku homoseksualnego, ile okoliczność, że Cezar odgrywał w nim rolę bierną, kobiecą. Oto co pisze na ten temat historyk rzymski z przełomu I i II w. n.e. Gajusz Swetoniusz Trankwillus („Żywoty Cezarów”, Ossolineum 1987, przekład i opracowanie Janiny Niemirskiej-Pliszczyńskiej) w rozdziale o „boskim Juliuszu”:

„Pod względem obyczajności nic nie naruszyło jego dobrej sławy prócz konkubinatu z Nikomedesem. Ten jednak okrył go ciężką i wieczną hańbą, naraziwszy na ogólne pośmiewisko. […] Pomijam mowy sądowe Dolabelli i Kuriona ojca, w których Dolabella nazywa go »metresą współzawodniczącą z królową«, Kurion – »stajnią Nikomedesa«, »burdelem bityńskim«. Nie będę zajmował się obwieszczeniami Bibulusa na murach Rzymu, w których kolegę swego nazywa »królową bityńską« i ogłasza, że »przedtem lubował się Cezar w królu, teraz we władzy królewskiej«. W tym czasie, wedle słów Marka Brutusa, także pewien Oktawiusz, któremu ze względu na zamroczenie umysłowe swobodniejsze uchodziły żarty, na wielkim zebraniu pozdrowił Pompejusza, nazywając go »królem«, Cezara zaś »królową«. G. Memiusz idzie dalej w swych zarzutach, oskarżając Cezara, że wraz z resztą młodzieniaszków jako podczaszy usługiwał Nikomedesowi wobec wszystkich biesiadników; między nimi sporo było kupców z samego Rzymu, których nazwiska podaje. Cycero nie poprzestał na tym, że pisał w pewnych swych listach, jak to Cezar w otoczeniu dworaków prowadzony był do komnaty królewskiej i tam kładł się na złotym łożu w purpurowej szacie, a kwiat swej młodości on, potomek Wenery, zhańbił w Bitynii. Lecz nawet kiedyś, gdy Cezar przemawiał w senacie w obronie córki Nikomedesa, Nysy, i powoływał się na dobrodziejstwa, jakich doznał od tego króla, rzekł mu Cycero: »Zaniechaj, proszę cię, wyliczania tych zasług, gdyż dobrze jest wiadome, co on tobie dał, a szczególnie – co ty mu dałeś«. Wreszcie w czasie triumfu galickiego wśród innych żartobliwych piosenek, jakie śpiewają żołnierze, idąc za wozem triumfalnym, słyszano i ten popularny kuplet:

Cezar to Galię zniewolił, zaś Nikomedes Cezara,
Cezar dziś triumf odnosi, ten, który Galię zniewolił,
nie Nikomedes bynajmniej, który zniewolił Cezara”.

Taki związek był nie do przyjęcia dla Rzymian, którzy z kolei, podobnie jak Grecy, nie widzieli niczego nagannego w wykorzystywaniu seksualnym niewolników – zarówno kobiet, jak i mężczyzn zobowiązanych do wszelkich usług, z analnymi i oralnymi włącznie, w zaspokajaniu chuci swych panów. Kiedy Swetoniusz wspomina o szczególnie urodziwych młodzieńcach, niewolnikach kupowanych przez Cezara, krytycznie ocenia jedynie wysokie ceny, jakie ten był gotów za nich zapłacić. Gani więc tylko rozrzutność, a cel transakcji go nie interesuje.

Trzeba jednak przyznać, że rzymski historyk zdobywa się na surową naganę pedofilskich poczynań Tyberiusza (drugiego po „boskim Auguście” następcy „boskiego Cezara”), który do wyuzdanych praktyk seksualnych wykorzystywał nie tylko dorastającą młodzież męską i żeńską, lecz także małych chłopców, a nawet... niemowlęta. Pisze o tym: „Zniesławił się jeszcze bardziej rozpustnymi i obrzydliwymi czynami, których nie godzi się nawet opowiadać lub słuchać”.... Opowiada o nich jednak, z czego naprawdę lepiej zrezygnować.

Wracając do Cezara. Wstydliwy romans z Nikomedesem nie wpłynął ujemnie na bieg niebywałej kariery przyszłego dyktatora. Na pewno zadecydowały o tym jego talenty polityczne i militarne, zwycięstwa odniesione nad wrogami zewnętrznymi i wewnętrznymi, które z każdym rokiem umacniały jego pozycję. A także liczne podboje na innym polu, a mianowicie związki jak najbardziej heteroseksualne. Pisze o nich Swetoniusz: „Istnieje powszechne i zgodne przekonanie, że Cezar miał zmysłowy temperament, że hojnie sypał złotem na miłostki i że uwiódł wiele znakomitych kobiet”.... Tu – „między innymi” – wymienia żony czterech wybitnych obywateli rzymskich, wśród których są także Marek Krassus i Gnejusz Pompejusz, a więc dwaj pozostali triumwirowie władający jakiś czas rzymskim imperium wespół z Cezarem, a których on (zwany przez żołnierzy „łysym gachem”) uczynił rogaczami. Żony utraciły cześć, a oni – jakiś czas później i w różnych okolicznościach – głowy.

Portowe „żony”

Powiedzenie o „marynarzu, który ma żonę w każdym porcie”, wzięło się z obyczajów panujących w brytyjskiej flocie wojennej przełomu XVIII i XIX w. Otóż służba w Royal Navy była tak ciężka, że znajdowało się niewielu chętnych, by podejmować ją z własnej woli. Liczni marynarze, znajdujący się na pokładach okrętów, zostali wcześniej zwyczajnie porwani i obawiano się wypuszczać ich na ląd, gdy jednostki stawały na redzie.

Czytaj także:
Waterloo. Bitwa, w której zginęli wszyscy

Aby mężczyźni, spragnieni seksu po długim rejsie, nie uciekali do portowych przybytków pijaństwa i rozkoszy, pozwalano prostytutkom przybywać do okrętów łodziami pod pozorem odwiedzin stęsknionych żon. Roy i Lesley Adkinsowie („Wojna o wszystkie oceany”, Rebis 2008) cytują opis takich odwiedzin pióra adm. Edwarda Hawkera, wstrząśniętego tym, co ujrzał w 1827 r.:

Nie da się opowiedzieć słowami całego tego haniebnego handlu na międzypokładach – brud, smród i obraza boska. Na jednego marynarza przypada tylko szesnaście cali miejsca na hamak: każda para wtłoczona jest więc między sąsiednie i musi patrzeć na ich poczynania. Niejeden z nich zaprasza po dwie kobiety, czasami jest ich zatem więcej niż marynarzy: setki ludzi ściśniętych w jednym pomieszczeniu bezwstydnie, na oczach wszystkich, parzą się jak psy. Kto nigdy nie widział okrętu, niech sobie wyobrazi niską salę, w której pięciuset chłopa z co najmniej trzystoma niewiastami najgorszego wizerunku oddaje się wszystkim odmianom rozpusty, do jakich najprzyziemniejsze ludzkie namiętności prowadzić mogą – a będzie wiedział, jak wygląda życie na siedemdziesięcioczterodziałowym liniowcu w pierwszą noc po zawinięciu do portu.

Oficerowie pozwalali na te odwiedziny „żon” nie tylko z obawy o ucieczkę marynarzy.

Adkinsowie piszą: Za tym rozwiązaniem dodatkowo przemawiał argument, że redukowało to prawdopodobieństwo zachowań homoseksualnych, które były wtedy wykroczeniem karanym przez sądy wojskowe. Jeden z takich procesów odbył się na pokładzie »Salvadora« w Plymouth, gdzie oskarżonych o przestępstwo przeciw naturze dwóch marynarzy, Wiliama Taylora i Thomasa Hobbsa, po udowodnieniu winy skazano na pięćset batów, cofnięcie żołdu i dwa lata więzienia w pojedynczych celach. Część kary wymierzono im na widoku okrętów w Homoaze i zatoce Cawsand; pierwszy otrzymał trzysta plag, drugi trzysta siedemdziesiąt. Podobne surowe kary nie były niczym wyjątkowym – bywało, że winnych »nienaturalnych zachowań« posyłano na szubienicę.

Tak bywało przed 200, z nawet jeszcze 150 laty w jednym najbardziej cywilizowanych krajów europejskich...

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 8/2017
Artykuł został opublikowany w 8/2017 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
/ pwł

Czytaj także

 7
  • czytający między wierszami IP
    ta obrzydliwa osobliwość nigdy nie zostanie zaakceptowana
    Dodaj odpowiedź 7 7
      Odpowiedzi: 0
    • Szwejk XXI IP
      Wyznaję, jestem gejem tyle że zboczonym, podobają mi się kobiety. Mam apel do pana Grzegorza niech powstanie "dzieło" na miarę co najmniej Kleru ( co prawda przewiduję kłopoty z obsadą i dystrybucją), zaś gdy pokażemy rzeczywistość np. wśród celebrytów to to kwik kloacznych intelektualnych autorytetów i innych Postępowych Odbytnic rozlegnie się po obydwu stronach Atlantyku. Szkoda że tytuł 400 batów już zajęty
      Dodaj odpowiedź 9 5
        Odpowiedzi: 0
      • Geszeftsdorf IP
        Tylko babranie w GW-nie się nie zmieniło. Przepraszam, badanie wczorajszego obiadu w jego naturalnym środowisku.
        Dodaj odpowiedź 6 4
          Odpowiedzi: 0
        • ANALNY PREDATOR IP
          KOCHAM PIS.
          Dodaj odpowiedź 5 10
            Odpowiedzi: 0
          • YZKBX. IP
            Dobre zwyczaje zawsze można przywrócić.
            Dodaj odpowiedź 9 6
              Odpowiedzi: 1

            Czytaj także