Komentarz dniaPrzykra sprawa. Nie lekceważę jej

Przykra sprawa. Nie lekceważę jej

Dodano
Przykra sprawa, kiedy premier rządu kręci i próbuje oszukiwać opinię publiczną. Jeszcze bardziej przykra, gdy robi to nieudolnie tak jak teraz

Czwartkowa konferencja Donalda Tuska to zadziwiający spektakl. Premier nadal próbował czarować widzów swym akwizytorskim urokiem. Może kogoś zaczarował, ale nawet po pobieżnej analizie jego słów widać, że chwyta się najtańszych tricków. Niezależnie od tego, czy ktoś lubi czy nie Donalda Tuska trzeba stwierdzić, że jest to przygnębiające. Kłopoty jego rządu są tak głębokie, że lepiej byłoby dla wszystkich – łącznie z nim samym – gdyby zdobył się na szczerość, a nie uciekał się do tricków odpowiednich do afery obyczajowej z trzeciorzędnym posłem, a nie kryzysu, który może postawić jego bohaterów przed Trybunałem Stanu.

- Podsłuchy są nielegalne – mówi premier. Wszystkie podsłuchy – oprócz tych założonych za zgoda sądu – są w Polsce nielegalne. Nielegalne były taśmy Beger, które były dla Tuska asumptem do wezwań o dymisję rządu Jarosława Kaczyńskiego, i nielegalne były taśmy dolnośląskiej Platformy, które niedawno lekceważąco zbywał Bartłomiej Sienkiewicz. Ale nie jest nielegalne publikowanie je przez media – co szef rządu powinien wiedzieć.

I powinien mówić bardziej spójnie. Bo raz mówi, że taśmy są nielegalne, a potem zapowiada, że pomoże w ich szybkim opublikowaniu. Nie jest dziennikarzem, więc co? Chce współuczestniczyć w przestępstwie. Tak samo raz mówi, że rozmowa Belka – Sienkiewicz była nieistotną, prywatną pogwarką, a potem z marsową miną przestrzega przed zamachem stanu.

Próbuje przedstawić się jako wielki zwolennik jawności domagając się natychmiastowego wywieszenia taśm. Bez żadnego sprawdzenia i opisania? Jak chce to niech wywiesi je na stronie Kancelarii Premiera. Obowiązkiem dziennikarzy jest krytyczna selekcja, której celem nie jest ukrycie czegokolwiek, lecz zwrócenie uwagi opinii publicznej na najważniejsze fragmenty. A jeszcze ważniejszym obowiązkiem jest weryfikacja nagrań i tego, co mówią na nich różnego rodzaju pogromcy „tłustych misiów” i inni „zatroskani państwowcy”.

Po co ten pośpiech, panie premierze? Ano po to, żeby było wiadomo, które grzeszki pańskiej ekipy mogą wyjść na jaw, a które – szczęśliwie dla pana – nadal pozostaną tajemnicą dla opinii publicznej.

Tak wiemy – najgorsza jest ta niepewność. Przykra sprawa, nie lekceważę jej.

 0

Czytaj także