KrajAfera reprywatyzacyjna jak afera FOZZ

Afera reprywatyzacyjna jak afera FOZZ

Dodano
Analogii doprawdy multum.

Po pierwsze dlatego, że mowa o naprawdę ogromnych pieniądzach. Jedna tylko działka warta niewyobrażalne dla przeciętnego Polaka 170 milionów złotych. A reprywatyzacji było cztery tysiące, z czego połowa za Hanny Gronkiewicz-Waltz. Po drugie – proces trwał latami w bardzo wąskim gronie prawniczej elity. Tak jak FOZZ rozgrywał się na samiutkich szczytach bezpieczniacko-partyjnej (w tej kolejności) elity namiestników Moskwy.

Po wtóre – był niedostępny osobom spoza układu. Doświadczywszy autentycznej krzywdy ze strony PRL można było wynająć prawników – specjalistów w dziedzinie reprywatyzacji – i całymi latami nic nie wskórać. Dopiero, gdy na podstawie nawet odręcznego świstka za parę złotych Ci sami specjaliści, dziekani okręgowej izby adwokackiej lub ich rodziny z mandatariuszy stawali się właścicielami roszczeń, to wtedy wszystko dało się załatwić w tydzień. Układ zamknięty. Wiarygodność prezydent Hannie Gronkiewicz-Waltz, która teraz na lewo i prawo, deklaruje, że o nieprawidłowościach nie wiedziała, zupełnie odbiera fakt, że sama z procederu skorzystała.

Po trzecie – to nie był skok jednorazowy skok na kasę, jakaś łapówka, której wręczenie nagrało CBA, tunel wzdłuż rzeki… Nie. To był zorganizowany proceder, który poprzez luki w prawie może okazać się teoretycznie legalny (FOZZ powołano formalnie). Konflikt interesów? Nepotyzm? Korupcja? Pewnie wszystko. I wszystko widoczne gołym okiem jak w przypadku siostry z Ministerstwa – nomen omen – Sprawiedliwości. I nikt za to nie poniesie odpowiedzialności. Bo to, że np. prezydent Bronisław Komorowski wyczekiwaną przez ćwierćwiecze ustawę odesłał do Trybunału, który miast nią się szybko zająć, wolał zajmować się samym sobą – i przez to minęło kolejne dwa lata złodziejskiej reprywatyzacji, karze sądowej niestety nie podlega.

Czwartą, najważniejszą analogią jest wreszcie cel – majątek ten zabezpiecza na pokolenia mandarynów III RP. Naszym kosztem. Czym innym było FOZZ niż transferem wypracowanego przez Polaków w PRL majątku w ręce przemianowanych na kapitalistów sowieckich pomagierów. Złodziejstwo chronione prawem świętej własności. Tak jest w przypadku afery Warszawskiej.

Układ

Jeśli partia braci Kaczyńskich od lat nie umiała pokazać układu, który widziała i o którym głośno mówiła (za co mocno obrywała), to właśnie go dostała niejako w prezencie.

Lecz to pyrrusowe zwycięstwo dla PiS, które teraz rządzi, ma potężną władzę, ale w tej sprawie zaraz potknie się o szereg niemożliwości dowodowych czy prawnych. Gorzej – jedna czarna owca w PiS może szybko nasunąć Polakom myśl, że ta władza niczym się nie różni od poprzedniej. Myśl, którą mają intuicyjnie i którą ta afera przecież podsyca (przez lata cicho sza, aż tu nagle bum. Jest jak podejrzewaliśmy), to czarny sen Kaczyńskiego. Może zburzyć od ćwierćwiecza stawianą konstrukcję. I dlatego "siepacze ministra Kamińskiego" winni chodzić za PiS-owcami o wiele bardziej niż za PO czy Nowoczesną.

Ale Hanna Gronkiewicz-Waltz, dziś dymisjonując swoich zastępców za brak właściwego nadzoru nad podwładnymi, pomaga Kaczyńskiemu: sama przyznaje, że tego nadzoru nad swoimi zastępcami nie miała. Ale to właśnie jest słynna "diagnoza bez konsekwencji", czyli stary opis Jarosława Kaczyńskiego o III RP.

A wybór następcy Jóźwiaka – postaci, byłego posła, adwokata, który – jak zachwala pani prezydent – wielekroć stawał przed Trybunałem Konstytucyjnym dowodzi, że Hanna Gronkiewicz-Waltz za grosz nie ma wyczucia nastrojów społecznych, skoro dobiera ten sam model, co był. Tylko… starszy. W tej ucieczce akurat nie ma analogi do schyłkowego PRL – bo miast na nowe pokolenie pokroju Kwaśniewskiego/Millera, HGW stawia na starych towarzyszy partyjnych. To tak jakby w '89 Jaruzelski sięgnął po edwardowskiego Szczepańskiego. Mogła próbować przełamać impas, proponując wiceprezydenturę Śpiewakowi. Wybrała no-name'a, więc teraz już wiadomo – polityczna czaszka HGW już się nie uśmiechnie.

Komisarz w Warszawie

Grzegorz Schetyna jest zwycięzcą tej sytuacji. Wprowadzając komisarza w miejsce Hanny Gronkiewicz-Watz w powiatowej Platformie, rozbraja wewnątrzpartyjną opozycję. Odbiera Gronkiewicz-Waltz wywalczoną po latach pozycję. By ją dodatkowo ograniczyć zostawia jej nic nie znaczącą pozycję wiceprzewodniczącej PO. Na niej nikt z byłych Tuskowców nie będzie mógł się oprzeć. W obecnej sytuacji HGW może się jedynie bronić, wiadomo, że jest na celowniku i niewiele mimo ogromnego budżetu Warszawy kolegom będzie mogła pomóc, załatwić. A skoro nie będzie walczyć o reelekcję – nic obiecać poza poparciem, które byłoby dotknięciem anty-Midasa. Nazwisko Halickiego jako komisarza jest też jasnym sygnałem dla reszty partii – Platforma jest Schetyny. Kto się nie podporządkuje – tego Grzegorz "Zniszczę Cię" – zniszczy.

Schetyna świętuje. Bo za dzisiejszymi decyzjami, stoi też niedawny realny spór rozłożonej na łopatki zwycięstwem PiS opozycji. Spór o KOD i sojusz z .Nowoczesną. Schetyna wybrał drogę osobną, a nie pompowanie KOD, co czynił warszawski ratusz licząc demonstrantów i co suflował z Brukseli Tusk. Patrząc na bezradność Kijowskiego i Petru w obliczu topniejących sondaży – miał rację. A ci już nie znajdą bratniej duszy w kontr-Schetynowcach.

Schetyna będzie Kazimierzem odnowicielem Platformy? Jeśli będzie carem, który poskromi niewidzialną opriczniną bojarów (robił to dla Tuska), będzie mógł czekać na błędy rządów Prawa i Sprawiedliwości. Tylko tyle i aż tyle może wynieść go to do władzy. I wówczas na pewno nie będzie pamiętał ciepłych Jarosława Kaczyńskiego pod swoim adresem, które padły w tym tygodniu pod jego adresem.

Jedno jest pewne. Właśnie otwiera się nowy rozdział polskiej polityki.

Antoni Trzmiel jest dziennikarzem "Wiadomości" Telewizji Polskiej. W "Do Rzeczy" od jego początku, a nawet od prapoczątków czyli "Rzeczpospolitej" i oryginalnego "Uważam Rze". Za wyrażone tu opinie wyłączną odpowiedzialność ponosi on sam i historia.

--
Antoni Trzmiel

fot. pixabay.com/jackmac34/PublicDomain

 0

Czytaj także