KrajStrasburg: Polska nie złamała wolności słowa

Strasburg: Polska nie złamała wolności słowa

Dodano

Trybunał w Strasburgu orzekł dziś, że Polska nie naruszyła swobody wypowiedzi Stanisława Remuszki. Dziennikarzowi, autorowi książki o początkach „Gazety Wyborczej”, dziewięć polskich redakcji odmówiło zamieszczenia reklamy wydawnictwa.

Ewa Łosińska

Głośna publikacja, która miała już trzy wydania – „Gazeta Wyborcza. Początki i okolice” – ukazała się po raz pierwszy w roku 1999 r. Autor – były dziennikarz gazety opisał m.in. źródła jej finansowania na początku istnienia dziennika. Wkrótce okazało się, że kolejne redakcje, nawet te mocno krytyczne wobec „Wyborczej” odmawiają zamieszczenia reklamy książki Stanisława Remuszki.

Publicysta pozwał do sądu redakcje – od „Gazety Polskiej”, „Rzeczpospolitej”, „Naszego Dziennika” po „Newsweek” czy „Politykę”. Zarzucił im  bezprawne ograniczanie wolności słowa i domagał się uznania, że odmowa publikacji reklamy jest sprzeczna z prawem prasowym i polską konstytucją. Kilka procesów przed polskimi sądami wygrał, inne – przegrał.

W 2009 roku, po przegranym procesie z redakcją „Rzeczpospolitej”, publicysta wniósł skargę do Strasburga, zarzucając Polsce m.in. złamanie artykułu 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka (chroni on swobodę wypowiedzi). W dzisiejszym wyroku siedmioosobowy skład sędziowski nie przyznał jednak racji publicyście. Jednogłośnie uznano, że prywatne gazety powinny mieć swobodę w decydowaniu, czy przyjąć daną reklamę do druku, czy też odmówić.

W skardze redaktora Remuszki nie udowodniono też, by miał kłopoty z publikacją samej książki, co można by uznać za próbę „uciszenia” go na rynku mediów w Polsce - uznali orzekający sędziowie. Jak stwierdził Trybunał – dziennikarz mógł też promować swe dzieło m.in. za pośrednictwem własnej strony internetowej.

Do skargi Remuszki przyłączyła się jako tzw. strona trzecia Helsińska Fundacja Praw Człowieka z Warszawy. Jej prawnicy uznali, że – choć redakcja prywatnej gazety ma prawo odmówić publikacji jakiejś reklamy – w przypadku takiego „jednolitego frontu” odmowy druku doszło do naruszenia swobody wypowiedzi autora książki.

Do argumentów przedstawionych przez prawników Fundacji Trybunał jednak się nie odniósł – twierdzi prof. Ireneusz Kamiński, który z nią współpracuje. – Szkoda, że Trybunał nie zauważył, iż sprawa red. Remuszki ma szersze znaczenie - dotyczy gwarancji wolności słowa w relacjach między podmiotami prywatnymi. To zagadnienie tylko w niewielkim stopniu zostało podjęte w dotychczasowych strasburskich wyrokach.

Zgadzam się, że żądanie opublikowania reklamy (wolność słowa reklamodawcy) może znaleźć się w kolizji z prawami gazety lub innego medium, które miałoby reklamę publikować (wolność słowa reklamobiorcy). Te dwie wolności trzeba należycie równoważyć. Nie widzę tego jednak w sytuacji, gdy polski sąd orzeka, że przyjęcie lub odrzucenie reklamy stanowi wyłącznie uprawnienie reklamobiorcy. To on wówczas „rządzi” – dodaje prawnik.

Jak podkreśla, polskie prawo prasowe wskazuje, kiedy można odmówić przyjęcia reklamy (art. 36). Jeśli polski sąd oznajmia natomiast, że decyzja w sprawie reklamy jest kwestią wolności komercyjnej reklamobiorcy, odchodzi od rygoru przepisu prawa prasowego. A zgodnie z Europejską Konwencją każda ingerencja w wolność słowa, a więc także odmowa publikacji reklamy, musi być "przewidziana przez prawo" z "dostateczną precyzją". Zdaniem prof. Kamińskiego w tym wypadku ten warunek nie został spełniony.

Jakie informacje znalazły się w książce Stanisława Remuszki? Z publikacji wynika, iż prawdziwym kapitałem zakładowym spółki, która w maju 1989 roku rozpoczęła wydawanie „Gazety Wyborczej” były gwarancja dostępu do reglamentowanego wówczas przez komunistyczną władzę papieru, możliwość druku w państwowych drukarniach, kolportaż przez państwowe przedsiębiorstwo „Ruch”, zapewnienie przez władzę lokali, transportu, łączności i kredytów. Te deficytowe dobra przy Okrągłym Stole zostały przyznano założycielom spółki Agora SA.

Od wyroku Europejskiego Trybunału Praw Człowieka można się odwołać do jego Wielkiej Izby – sprawę ponownie rozpatruje wówczas 17-osobowy skład sędziowski. Jak mówią jednak znawcy strasburskiej procedury, tylko nikły procent wniosków o Wielką Izbę jest przyjmowany do rozpatrzenia. Dotyczą one przeważnie bardzo poważnych przypadków naruszenia praw człowieka – jak w sprawie polskiej skargi katyńskiej przeciwko Rosji.

Redaktor Remuszko twierdzi, iż strasburski wyrok nie zmieni już faktu, iż cała sprawa kosztowała go ok. 10 lat życia.

Czytaj także

 0

Czytaj także