KrajWiceminister Kraska: Ratownictwo medyczne czeka wiele zmian

Wiceminister Kraska: Ratownictwo medyczne czeka wiele zmian

Zdjęcie ilustracyjne
Zdjęcie ilustracyjne / Źródło: PAP / Darek Delmanowicz
Dodano 7
Większość pacjentów, która trafia na SOR, powinna być leczona przez lekarza rodzinnego lub w Nocnej Pomocy Lekarskiej. Jak powinien funkcjonować system ratownictwa medycznego, na czym polega system TOPSOR i co zrobić, by pacjent był dobrze zaopiekowany na SOR i w karetce pogotowia - mówi Waldemar Kraska, wiceminister zdrowia

Niedawno został pan powołamy na stanowisko pełnomocnika rządu ds. Państwowego Ratownictwa Medycznego. Jak ocenia pan funkcjonowanie SOR-ów?

SOR-y są elementem ratownictwa medycznego. Trafiają tam pacjenci dowożeni przez pogotowie, a także ci, którzy sami się zgłaszają. Tych drugich jest więcej, choć większość z nich nie jest w stanie zagrożenia życia, ani nie uległa wypadkowi i nie powinna tam trafić.

Często pacjent idzie do szpitala, bo nie wie, gdzie może uzyskać pomoc.

Chcemy to zmienić i przeprowadzić działania informacyjno-edukacyjne, poprzez które będziemy chcieli uświadomić pacjentom, że nie muszą wykręcać numeru 999 czy 112 i wzywać karetki, nie będąc w stanie zagrożenia życia. W większości przypadków pacjent powinien trafić do lekarza Podstawowej Opieki Zdrowotnej lub Nocnej Pomocy Lekarskiej. Pacjenci kierują się jednak na SOR i pojawia się obopólne niezadowolenie: pacjenci są zdenerwowani tym, że muszą długo czekać na kontakt z lekarzem, a lekarze medycyny ratunkowej – którzy powinni zajmować się osobami, których życie i zdrowie jest poważnie zagrożone bo temu dedykowana jest ich specjalizacja – tym, że zajmują się osobami, które nie wymagają niezwłocznych działań ratowniczych.

Pierwszym problemem jest niewiedza pacjentów, ale drugim - niedofinansowanie i brak kadr. Jak to zmienić?

W czasie trwania naszej kadencji finansowanie SOR-ów wzrosło o 53 proc. To krok w dobrą stronę, tym bardziej, że od 1 lipca kwota bazowa dla SOR-ów wzrosła o kolejne 15 proc. Jednak wzrost finansowania jest ważny, podobnie jak docenienie (także finansowe) ratowników medycznych. Zawsze powtarzam, że możemy wybrać lekarza rodzinnego czy szpital, jeśli jednak zdarzy się wypadek, zawał, to nie wybierzemy karetki, która do nas przyjedzie. Od tego, kto przyjedzie, jak jest wyszkolony, jakim dysponuje sprzętem, zależy nasze zdrowie i życie.

Na czym ma polegać wprowadzony przez Ministerstwo Zdrowia program TOPSOR?

Wprowadzenie tego rozwiązania jest tylko jednym z elementów poprawy funkcjonowania systemu. Pacjent, który trafi do oddziału ratunkowego zostanie poddany wstępnej ocenie medycznej, zwanej segregacją medyczną. Wyszkolony personel medyczny (ratownik medyczny lub pielęgniarka systemu) zbierze wywiad i oceni, czy powinien on być przyjęty na SOR, a pomoc musi być udzielona natychmiast, czy też może poczekać albo udać się do lekarza POZ lub Nocnej Pomocy Lekarskiej. Chcemy, żeby SOR-y uzyskiwały dodatkowe finansowanie za sprawne zajęcie się pacjentem.

Czasem nawet lekarzowi trudno ocenić, czy choroba nie będzie miała gwałtownego przebiegu, szczególnie u dzieci, gdzie jej postęp bywa błyskawiczny. Ratownik medyczny będzie w stanie ocenić, czy np. dziecko ma trafić do NPL czy na SOR?

Ratownik medyczny i pielęgniarka SOR to osoby wykwalifikowane w zakresie diagnostyki stanów nagłego zagrożenia zdrowotnego. Pracują przecież samodzielnie, bez wsparcia lekarzy w podstawowych zespołach ratownictwa medycznego już od 2007 r.

Co ważne, od połowy przyszłego roku w lokalizacji wszystkich SOR będą zorganizowane punkty Nocnej Pomocy Lekarskiej. Już teraz wiele SOR-ów działa w modelu zintegrowanym z NPL. Tak więc pacjent po wstępnej ocenie przekierowany z SOR do NPL wciąż będzie pozostawał pod opieką tego samego szpitala.

W czasie pobytu na SOR triażysta (osoba dokonująca wstępnej oceny medycznej) będzie czuwał nad pacjentami oczekującymi na przyjęcie przez lekarza, monitorując ich stan zdrowia. Musimy zapobiegać takim przypadkom, gdy stan zdrowia pacjenta pogarsza się podczas pobytu na SOR i nikt tego nie zauważa.

Zdarza się, że lekarz nie tylko dyżuruje na SOR, ale też na oddziale szpitalnym. Co wtedy?

Nie powinno tak być. Lekarz nie powinien być jednocześnie w kilku miejscach, bo to może mieć fatalne skutki dla pacjentów. SOR powinien posiadać stałą obsadę lekarską, a liczba lekarzy powinna być dostosowana do liczby zgłaszających się pacjentów. Zdarza się, że pacjent potrzebuje konsultacji specjalisty, który nie jest na stałe obecny w SOR – np. okulisty, neurologa, czy chirurga. W takiej sytuacji lekarz specjalista jest wzywany do SOR z oddziału. Jest to normalna i dopuszczalna praktyka.

Są jednak bardzo dobrze funkcjonujące SOR-y, gdzie triaż funkcjonuje od lat. Dlaczego niektórym to się udaje, a innym nie?

Takich oddziałów jest wiele. Dużo tu zależy od sposobu zarządzania SOR-em i całym szpitalem. Ministerstwo Zdrowia dokłada starań, aby ratownictwo medyczne dysponowało najlepszym dostępnym na rynku wyposażeniem. Już od 2007 r. w ramach środków unijnych finansowane są inwestycje w oddziały zajmujące się przypadkami nagłymi, centra urazowe, lądowiska i ratownictwo pozaszpitalne. Stworzono zawód ratownika medycznego, szkolą się pielęgniarki i lekarze, też korzystając z funduszy UE. NFZ podnosi wycenę świadczeń. Warunki do leczenia pacjentów w najcięższym stanie są więc stworzone. Trzeba je tylko umiejętnie wykorzystać.

Pojawienie się funkcji pełnomocnika ds. ratownictwa medycznego to sygnał, że będzie realna pomoc dla tej grupy zawodowej?

Miałem niedawno spotkanie z konsultantami wojewódzkimi ds. medycyny ratunkowej. Oni też byli pozytywnie zbudowani tym, że rząd dostrzegł ten element ochrony zdrowia, przez wiele lat zapomniany. Cieszę się, że premier Mateusz Morawiecki zauważył ten problem, a urząd pełnomocnika został powołany. Osoby pracujące w ratownictwie medycznym powinny być dobrze wykształcone, ale też dobrze wynagradzane, bo ich praca jest niezwykle odpowiedzialna i stresująca. Ci, którzy trafiają do systemu, to często pasjonaci, którzy chcą się szkolić, pomagać, ale też godnie zarabiać. Jako pełnomocnik rządu będą się starał podejmować w tym zakresie stosowne działania.

Pacjenci przychodzą na SOR-y często dlatego, że wiedzą, że tam pomoc dostaną. Wzywają pogotowie, bo nie ma szans, by przyszedł do nich lekarz POZ, a nie są w stanie sami do niego dojechać.

Takie sytuacje rzeczywiście się zdarzają. Jednak powinniśmy mieć na uwadze to, że nie jest zasadnym wezwanie pogotowia do przypadłości, w których może pomóc lekarz rodzinny czy NPL. W sytuacji gdy Zespół ratownictwa medycznego przyjedzie do takiego pacjenta, który nie wymaga opieki specjalistycznej, gdzieś w innym miejscu ktoś może nie otrzymać pomocy na czas, bo ambulans nie zdąży.

A jakie są pana osobiste doświadczenia, jeśli chodzi o ratownictwo medyczne? Przez wiele lat pracował pan w pogotowiu, nawet już będąc senatorem…

Jestem chirurgiem, kończę specjalizację z medycyny ratunkowej. Prawie 30 lat jeździłem również w pogotowiu. Często miałem poczucie, że moje umiejętności nie są w pełni wykorzystywane, gdy przyjeżdżałem w karetce do pacjenta dolegliwościami, które nie kwalifikują się do wezwania pogotowia. Po pierwsze, koszty przyjazdu karetki są duże, po drugie – w tym czasie mogłem udzielać pomocy komuś, kto bardziej jej potrzebował. Problemy ratownictwa widziałem jako lekarz-praktyk. Teraz jako pełnomocnik ds. ratownictwa medycznego będę chciał wykorzystać swoje doświadczenie i przełożyć na odpowiednie działania.

Jakby by pan chciał, żeby ten system funkcjonował docelowo, np. za 5 lat?

Chciałbym, żeby system PRM się dalej rozwijał. Postęp w medycynie i technologiach informatycznych daje wiele możliwości szybkiej pomocy osobie w stanie nagłym, czasami już na miejscu zdarzenia, kontynuowania jej w drodze do szpitala i na SOR. Dzięki telemedycynie możliwe jest przesłanie danych o stanie pacjenta do ośrodka specjalistycznego, uzyskanie zaleceń i ich wdrożenie przez zespół ratownictwa medycznego. Dlatego tak ważne jest podnoszenie umiejętności personelu medycznego i dostosowywanie programów kształcenia do nowych standardów. Jest jeszcze kluczowa kwestia, o której nigdy nie należy zapominać: procedury są ważne, ale przede wszystkim ważny jest człowiek wobec którego należy kierować się empatią i otaczać troską.

Dr Waldemar Kraska jest specjalistą chirurgii, sekretarzem stanu w Ministerstwie Zdrowia, pełnomocnikiem rządu ds. Państwowego Ratownictwa Medycznego

Artykuł został opublikowany w Do Rzeczy o Zdrowiu 5/2019

/ kpi

Czytaj także

 7
  • 2 + kierowca po kpp i wszystko IP
    powinni zrobic kierowce po kpp i 2 ratownikow,w niektorych miejscach w polsce jest tak od lat i to sie sprawdza w 100% prosto oszczednie bo i tak wiekrzosc wyjazdow to jezdzi sie do sraczek i do bzdur co nie powinn sie wyjezdzac
    Dodaj odpowiedź 3 0
      Odpowiedzi: 0
    • Aaaaa IP
      No i wyborcza kiełbaska się zaczęła. Po pierwsze:zacznijmy od zespołów 3 os a nie 2 os., niech to p. Kraska zmieni a nie tylko liczenie kasy bo dwójka jest tańsza, po drugie :dajcie w końcu godnie żyć ratownikom etat za 8 tys netto a nie rząd traktuje ich jak parobków że muszą pracować 300-500godz w mcu aby mieć za co żyć, po trzecie:pieniądze dla ratownictwa niech będą dla ratowników a nie na łatanie dziur szpitalnych albo zatrudnianie coraz większej liczby administracyjnej bo dyrektorzy muszą zatrudniać swoich znajomych.
      Dodaj odpowiedź 7 2
        Odpowiedzi: 1
      • Medyczny IP
        Dyspozytorzy wysyłają karetki do ,,wszystkiego- sraczek,bólu głowy i dupy połowy,, a potem w stanach ciężkich ludzie czekają i czekają na ambulans niestety. 90% wizyt karetek jest nieuzasadnione, ci pacjenci powinni wezwać sobie lekarza z NPL lub przychodni na wizytę domową albo samemu się tam zgłosić. No ale tel 999 jest zdecydowanie prościej wykręcić a karetka na pewno przyjedzie bo dyspozytorzy łykają wszystko jak żaba kisiel.
        Dodaj odpowiedź 9 1
          Odpowiedzi: 0
        • gośćx IP
          To może ja odniosę się do sprawy jako praktyk, to jest osoba, która opiekowała się w domu ciężko chorym pacjentem w stanie terminalnym. (Takich ludzi jak ja jest cała masa i w zasadzie system ich nie przewiduje). Otóż w naszym systemie opieki zdrowotnej istnieje lekarz rodzinny, istnieje hospicjum domowe (i my takie mieliśmy) i to wszystko działa do pewnego momentu, a potem wzywa się pogotowie, bo lekarz hospicjum domowego ma stetoskop. Taki chory nie nadaje się na SOR, bo tam trzeba godzinami czekać na lekarza, a potem okazuje się, że nic mu nie może pomaga. To są chorzy bezwładni, a na SOR-ze nie ma opieki. Człowiek ma prawo umierać we własnym domu, a nie w obcym hospicjum, gdzie nikogo nie interesuje tak samo jak w szpitalu. I ja bardzo chętnie bym nie dzwoniła na pogotowie, nie rozmawiała z dyspozytorem, który nie widzi potrzeby wysłania karetki, nie siedziała godzinami z ciężko chorym, który się skarży, że boli i nic się nie dzieje, nie upierała się, żeby zostawić ciężko chorego w szpitalu bo ma kolejne zapalenie płuc - gdybym potrafiła sobie z tym sama poradzić. I taki gość wykształcony za pieniądze wielu takich chorych, którzy przepracowali całe życie mówi, że jego zdolności nie były wykorzystywane. To ci powiem gościu, że masz w życiu pecha, bo może zmarnowałeś życie. Bo ja skończyłam zupełnie inne studia i życie mnie zmusiło do tego, żeby zająć się pielęgniarstwem i ratownictwem medycznym. Ale ja zrobiłam jedyną sensowną rzecz w swoim życiu. I nic nie wiesz o życiu pacjentów w tym kraju. I takich chorych będzie coraz więcej, bo coraz dłużej żyjemy. A triaż jest przereklamowany i nie jest przeznaczony na SOR-y tylko do zdarzeń masowych - a to jest w terenie.
          Dodaj odpowiedź 5 6
            Odpowiedzi: 1

          Czytaj także