Były działacz opozycji: Proces rozliczenia komunizmu dopiero przed nami

Były działacz opozycji: Proces rozliczenia komunizmu dopiero przed nami

Dodano: 38
Tarcze milicyjne z lat 80., ekspozycja w Europejskim Centrum Solidarności. Fot:  Wojciech Pędzich
Tarcze milicyjne z lat 80., ekspozycja w Europejskim Centrum Solidarności. Fot: Wojciech Pędzich / Źródło: Wikimedia Commons
Jadąc z akademika na wykłady codziennie mijałem mur kopalni Wujek. Nie znałem osobiście tych, którzy zginęli. Ale miałem świadomość, że musieliśmy się mijać, jeździć tym samym autobusem, być może zamieniliśmy gdzieś przypadkowo dwa słowa. Czułem się tak, jakby odszedł ktoś bliski – mówi portalowi DoRzeczy.pl Przemysław Miśkiewicz, w latach 80. Działacz Niezależnego Zrzeszenia Studentów, stowarzyszenie Pokolenie.

Mija 38. lat od wprowadzenia stanu wojennego. Jak wspomina Pan tamten dzień?

Przemysław Miśkiewicz: Powiem przewrotnie, że sam dzień, w którym wprowadzono stan wojenny wspominam bardzo dobrze. Byliśmy po strajku studenckim, do akademika wpadła koleżanka z okrzykiem, że Jaruzelski wypowiedział wojnę Polakom. I my się… ucieszyliśmy. Bo uznaliśmy, jako bardzo młodzi ludzie, że wreszcie będzie wojna z komuchami, będziemy jak Armia Krajowa, ale w odróżnieniu do AK my tę wojnę wygramy. Świadomość tego, co się dzieje, ta groza, dotarła do nas dopiero potem.

Znaczenie miała też chyba masakra w kopalni Wujek, gdzie zginęło 9 górników?
Nie tylko ta tragedia, ale oczywiście dla mnie to, co stało się w kopalni miało niezwykłe znaczenie. Jadąc z akademika na wykłady codziennie mijałem mur kopalni. Nie znałem osobiście tych, którzy zginęli. Ale miałem świadomość, że musieliśmy się mijać, jeździć tym samym autobusem, być może zamieniliśmy gdzieś przypadkowo dwa słowa. Czułem się tak, jakby odszedł ktoś bliski.

13 grudnia 2019 roku – po 38. latach zapadł wyrok w sprawie zomowca strzelającego w kopalni Wujek. Roman S. dostał 3,5 roku więzienia. Czy nie jest skandalem, że tyle lat w wolnej Polsce czeka się na rozliczenie tego typu spraw?

Akurat ta konkretna sprawa jest nieco inna. Ten zomowiec przez wiele lat się ukrywał, w pewnym momencie poczuł się zbyt pewny siebie, wpadł w Chorwacji, gdzie nakryły go polskie służby. Natomiast oczywiście jest kwestia braku rozliczenia zbrodni komunistycznych. Dziś znowu mamy problem Wujka. Można powiedzieć – był proces, zapadł wyrok. Ileś osób zostało skazanych. Odsiedziało wyroki. Ale to wciąż są wykonawcy. Nie było wyroku, po którym odsiedziałby karę więzienia któryś z mocodawców owych zbrodni.

Dlaczego tak się stało?

Jestem absolutnie przekonany, że podstawowy problem wynika z tego, że po 1989 roku nie dokonano dekomunizacji. Proces rozliczenia komunizmu ciągle nas czeka. Oczywiście nie będzie się już rozliczać poszczególnych ludzi, będzie pewien osąd historii. Zajmujemy się tajnymi współpracownikami, i bardzo dobrze. W mniejszym stopniu esbekami – też bardzo dobrze, że ich emerytury obniżono i zrównano do średniej krajowej. Ale fakt, że nie zajęto się do dziś pierwszymi sekretarzami, armią aparatczyków, jest znamienny.

Dziś do Sejmu wróciła postkomunistyczna lewica. Są te trzy nurty – lewica swiatopoglądowa, lewica postkomunistyczna i socjalna. Czy nie ma Pan jednak poczucia porażki, że właśnie lewica postkomunistyczna jest dziś nurtem wiodącym?

Te nurty lewicy doskonale się uzupełniają. Choć oczywiście komuniści prześladowali na przykład środowiska homoseksualne, robili akcję hiacynt, zaś w ZSRR homoseksualizm w ogóle był zakazany. I z jednej strony mamy dziś na lewicy formację odwołującą się do PRL, z drugiej formację chcącą rewolucji światopoglądowej. I jak ktoś chce związków partnerskich, LGBT, a nie ma peerelowskiego sentymentu – zagłosuje na lewicę. I ktoś, kto ma peerelowski sentyment, ale nie popiera postulatów światopoglądowych, też na lewicę zagłosuje. Jednak osobiście jestem zdania, że zdecydowanie groźniejsza jest ta lewica światopoglądowa, niż postpeerelowska.

Dlaczego?

Lewica postkomunistyczna to dawni aparatczycy. W zdecydowanej większości doskonale ustawili się w III RP, zrobili biznesy. Są ostatnimi, którzy chcieliby powrotu do PRL. Grać będą oczywiście na pewnych sentymentach, bo żyje elektorat, który chce takie hasła popierać. Ale ideologii w czyn wprowadzać nie będzie. Natomiast ci młodzi komuniści, którzy naczytali się Żiżka, a wcześniej Gramsciego, faktycznie wierzą w rewolucję i wywalenie do góry nogami naszych norm społecznych. I to faktycznie bardzo groźne.

Czytaj też:
Prof. Dudek: Ofiarami stanu wojennego są też ci, do których nie dotarły wtedy karetki, bo wyłączono telefony

Źródło: DoRzeczy.pl
 38
Czytaj także