KrajZatrzymać czołgi! Czyli zbrodnia warszawska

Zatrzymać czołgi! Czyli zbrodnia warszawska

Józef Stalin w 1949 r.
Józef Stalin w 1949 r. / Źródło: Wikimedia Commons / Bundesarchiv
Dodano 92
Stalin kazał zatrzymać wojska, które szły na Warszawę. Powstańcy byli dla niego wrogami, więc z zadowoleniem przyglądał się agonii stolicy.

Maciej Rosalak: Czy Stalin nie mógł, czy nie chciał pomóc powstańcom warszawskim?

Prof. Mikołaj Iwanow: To jest takie naiwne polskie pytanie. Oczywiście nie mógł i nie chciał. A to dlatego, że był fanatycznym komunistą, dla którego powstańcy byli wrogami. W archiwach znalazłem dokumenty z wytycznymi dla sił sowieckich, w których pisze się wprost: „Traktować Armię Krajową na równi z UPA”. A ukraińskich nacjonalistów tępiono jako najgorszych wrogów Związku Sowieckiego. Pod naciskiem Brytyjczyków i Amerykanów wobec Armii Krajowej stosowano czasem taryfę ulgową, co oznaczało na przykład zapisywanie AK-owców do armii Berlinga, ale generalnie dążono do jej likwidacji. Różnica polegała na tym, że UPA walczyła ze Stalinem jak z Hitlerem, a AK miała rozkaz traktować Sowietów jako „sojuszników naszych sojuszników” i występować wobec nich w roli gospodarza. Współpracować, podawać im rękę.

Jak Stalin potraktowałby odkrycie przed nim planu powstania przez dowództwo AK i propozycję zbrojnego współdziałania?

On nie musiał czekać na taką propozycję, bo dzięki swym szpiegom w brytyjskich kręgach władzy – słynnej „piątce z Oxfordu” – znał polskie plany nie gorzej od Churchilla i Roosevelta. Niemal każdy dokument wysyłany przez rząd polski w Londynie do rządu brytyjskiego był tłumaczony w Moskwie na język rosyjski i trafiał do bolszewickiego Biura Politycznego. Armia Krajowa w planach ZSRS w ogóle nie miała racji bytu. Powstanie w Warszawie stało się dla Stalina okazją do rozprawienia się z Armią Krajową niemieckimi rękami. I tyle.

W swej znakomitej książce „Powstanie warszawskie widziane z Moskwy” wymienia pan jednak przynajmniej trzy momenty, kiedy na szczeblu dowódcy frontu powstawały plany zajęcia Warszawy. To początek sierpnia, przełom sierpnia i września oraz przełom września i października. Czy 1. Front Białoruski mógł skutecznie uderzyć na naszą stolicę, kiedy u schyłku lipca kończyła się już ogromna operacja „Bagration”? Dotychczas podkreślano, że siły i zapasy Armii Czerwonej były tu wtedy na wyczerpaniu, a Niemcy kontratakowali...

Czytaj także:
Polski lotnik Stalina. Niewiarygodna historia braci Lewoniewskich

To jest największe kłamstwo sowieckie. To prawda, że operacja „Bagration” przerosła nawet najśmielsze oczekiwania Sowietów. Wczesnym latem 1944 r. potężnymi uderzeniami Armia Czerwona rozgromiła wojska niemieckie na Białorusi, wzięła do niewoli tysiące Niemców, weszła na terytoria polskie, a pod koniec lipca – po zajęciu Lubelszczyzny i Podlasia – zbliżyła się do Warszawy. To była już inna Armia Czerwona niż w 1941 r. Nauczyła się walczyć i chciała walczyć, była – nawet zdaniem Niemców – nie gorzej od nich uzbrojona, a posuwała się na zachód szybciej niż Wehrmacht na wschód trzy lata wcześniej. Najpotężniejszy w całej Armii Czerwonej 1. Front Białoruski pod dowództwem świeżo mianowanego marszałka Konstantego Rokossowskiego przeszedł podczas tej operacji 500–600 km.

Ale – co celowo pomijało się w historiografii PRL oraz ZSRS, a teraz też i Rosji – Rokossowski już na początku operacji zakładał ewentualne zajęcie Warszawy, w połowie lipca (jak pisze we wspomnieniach) rozmawiał o tym ze Stalinem, a jego Front był lepiej zaopatrywany niż pozostałe wojska. Zresztą oddziały kolejowe błyskawicznie układały szerokie tory łączące wojska frontowe z bazami zaopatrzenia. Jeszcze jednym celowo pomijanym elementem sytuacji był fakt, że główne uderzenie w kierunku Warszawy wykonało lewe, południowe skrzydło 1. Frontu Białoruskiego z Lubelszczyzny, które podczas operacji „Bagration” pokonało dystans niewiele przekraczający 200 km. Najsilniejsza „pięść” tego ugrupowania, czyli świetna, zaprawiona w bojach 2. Armia Pancerna, trzymana była dotąd w odwodzie. Te właśnie świeże siły, mające blisko 400 czołgów, znalazły się pod koniec lipca na przedpolach prawobrzeżnej Warszawy. I dotarły do niej – jak doniósł wywiad AK i na czym opierał się Bór-Komorowski, podejmując decyzję o wybuchu powstania.

Ale rósł opór Niemców...

Siły Niemców były wtedy znikome. Dowódca 9. Armii Wehrmachtu, broniącej linii Wisły, oceniał, że stosunek sił w piechocie wynosił 1:7 na jego niekorzyść, kilkakrotnie mniej miał też czołgów i dział. Sporych odcinków zachodniego brzegu Wisły w ogóle nie obsadzono. 60 km na południe od Warszawy nie było żadnego Niemca! Z utworzeniem przyczółka magnuszewskiego nie było kłopotu. Rokossowski miał wszelkie atuty, aby przekroczyć rzekę i uderzyć wtedy na północ oraz na południe od miasta. Następnie wziąć je w kleszcze i zdobyć w pierwszych dniach sierpnia. To zakładał jego plan. I takie też były założenia następnych, o których pan wspomniał, tworzone już razem z marszałkiem Żukowem. Tworzone niejako na wszelki wypadek, gdyby stanowisko USA i Wielkiej Brytanii stało się bardziej zdecydowane, gdyby Stalin musiał serio brać pod uwagę nawet rozpad koalicji antyhitlerowskiej, czego obawiał się najbardziej.

Czy jednak na zatrzymaniu ofensywy Armii Czerwonej nie zaważył kontratak pięciu niemieckich dywizji pancernych na wschód od Warszawy?

Tak ochoczo twierdzą ci, którzy dążą do wybielenia postawy Stalina. Wbrew faktom. Po pierwsze to nie było pięć dywizji, tylko poszczególne oddziały tych związków taktycznych. W sumie siła mniejsza w porównaniu z samą 2. Armią Pancerną czerwonoarmistów. Po drugie w warunkach dość bezładnego uchodzenia pobitego Wehrmachtu ich kontratak nie mógł zostać właściwie skoordynowany i w efekcie wchodziły one do akcji – głównie na północ od miasta – niejednocześnie. I wreszcie – głównym celem Niemców nie było w tamtych dniach utrzymanie Warszawy, ale ubezpieczenie od ofensywy na Prusy Wschodnie, czego Hitler obawiał się najbardziej. Tak więc to Sowieci zatrzymali się, czekając, aż Niemcy wykonają robotę za NKWD i zniszczą tych, którzy stanowili potencjalne zagrożenie dla komunizacji Polski.

Skąd wiemy, że Stalin wydał rozkaz: „Zatrzymać czołgi!”?

Mimo poszukiwań w archiwach sowieckich nie znalazłem tego rozkazu na piśmie. Być może, iż znajduje się w supertajnych zespołach archiwalnych, ale jeszcze bardziej jest prawdopodobne, że Stalin takiego rozkazu po prostu nie podpisał. Nauczony doświadczeniem mordu katyńskiego unikał pozostawienia pisemnych śladów takich decyzji i rozkaz wydał ustnie. A o rozkazie zwanym umownie „Zatrzymać czołgi!” wiemy z dziesiątków innych rozkazów, które muszą stanowić jego bezpośrednią konsekwencję (na przykład o całkowitym zakazie lotów nad Warszawą), oraz z faktów, które nastąpiły na przełomie lipca i sierpnia, a których nie można inaczej wytłumaczyć. Przede wszystkim właśnie dlaczego 1. Front Białoruski nie uderzył, choć był w stanie tego dokonać? Dlaczego wyznaczono Armii Czerwonej inne zadania i gdzie indziej skierowano zaopatrzenie? Dlaczego nie uchwycono największego strategicznego węzła drogowego i kolejowego na drodze do Berlina? Dlaczego zrezygnowano z zajęcia pierwszej stolicy dużego państwa europejskiego, co przyniosłoby znakomity efekt propagandowy na całym świecie? Dlaczego nie wykorzystano okazji do zainstalowania w niej właśnie powołanego przez Stalina komunistycznego Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego?

No właśnie dlaczego?

Bo Stalina zaskoczyła zaciętość walk w Warszawie. O ich wybuchu dowiedział się bardzo szybko, zanim jeszcze poinformował go o nich przebywający akurat w Moskwie premier rządu RP w Londynie – Stanisław Mikołajczyk. Sowieci myśleli, że 10 tys. powstańców, którzy „porwali się z kozikiem na czołgi”, zostanie błyskawicznie zmiażdżonych przez samą 1. Dywizję Pancerno-Spadochronową „Herman Göring”. A tu bój trwa nie dwa–trzy dni, ale tydzień, dwa tygodnie, miesiąc, dwa miesiące...

To, że w końcu zaczęli pomagać, że w połowie września wysłali za Wisłę berlingowców, że samoloty zrzucały broń, było – jak sądzę – wynikiem nie tylko nacisków aliantów. Można to uznać za naiwne, ale myślę, że Stalin zaczął powstańców szanować, podobnie jak szanował broniących się do ostatka Niemców w Stalingradzie. Stosunku do AK-owców nie zmienił, nadal osobiście uważał ich za „faszystów”, którzy „chcą wbić nóż w plecy bohaterskiej Armii Czerwonej”, ale pod koniec września zaczął im jednak pomagać. Oczywiście było to przede wszystkim obliczone na przedłużenie niszczenia młodej elity narodu polskiego rękami Niemców, na „walkę do ostatniego Polaka”, ale zauważam rosnący szacunek do powstańców, choćby w sformułowaniach wydawanych rozkazów.

Poruszył pan też inną pasjonującą kwestię. Czy gdyby Godzina „W” została przesunięta o trzy dni, Rokossowski nie miałby wyjścia i pobiłby Niemców wokół Warszawy, zanim Kreml zostałby postawiony w sytuacji, kiedy na oczach świata stolica Polski znalazłaby się w rękach Armii Krajowej?

Myślę, że rzeczywiście Sowieci nie mogliby się już wtedy wycofać. Chociaż nie możemy wykluczyć żadnego, najbardziej perfidnego kłamstwa ze strony Stalina, który przecież oskarżał Armię Krajową wobec Churchilla i Roosevelta o najgorsze rzeczy, kłamiąc w żywe oczy. Kłamstwo stanowiło istotę stalinizmu przynajmniej od procesów lat 30., a podczas wojny przerastało największe kłamstwa propagandy hitlerowskiej.


Ale przecież nie mogliby odwołać tych dywizji, które już by się w Warszawie znalazły...

Mogliby jednak całkiem odmiennie od stanu faktycznego przedstawić sytuację. Przecież wtedy o czołgach na Pradze też kłamali, a potem historycy sowieccy kłamali nadal, że żadnych czołgów sowieckich tam pod koniec lipca nie było. Były! Wjechały tam bez większego oporu ze strony Niemców. Nie miały paliwa? Sprawdziłem, że 30 lipca dostarczano 1. Frontowi Białoruskiemu tyle, ile było potrzeba. Aż 1. Front Ukraiński na południu skarżył się, że całe paliwo idzie do sąsiadów na północ. Podobnie amunicja do czołgów. Każdy był zaopatrzony w dwa komplety pocisków. Sam byłem czołgistą, to wiem. Komplet w T-34 wynosił 77 pocisków. To naprawdę dużo. Na zdobycie Warszawy by wystarczyło.

O tym, że Rosjanie byli gotowi zająć Warszawę z marszu, świadczy m.in. meldunek bohatera spod Stalingradu, gen. Batowa, który pytał: „Czy idziemy wyzwolić braci – Polaków?”. Oczywiście miał na myśli Armię Ludową, a nie AK. Tu trzeba dodać, że wielkim mistyfikatorem sytuacji był PKWN, donosząc Stalinowi, że walki w Warszawie prowadzi AL w tej samej mierze co AK. Stalin, mając meldunki wywiadu brytyjskiego, oczywiście nie dał się nabrać, ale niektórzy dowódcy sowieccy zapewne brali oświadczenia polskich komunistów poważnie.

Czy niebezpieczeństwo sprowokowania spontanicznego zrywu mieszkańców przez komunistów polskich właściwie nie pozostawiało innego wyboru dowództwu AK, niż rozpocząć powstanie? Przecież to mogło się skończyć jeszcze straszliwszą rzezią...

Całkowicie się z panem zgadzam. Komuniści wzywali do tego zrywu na przykład w 13 audycjach swego Radia Kościuszko, rozlepiali plakaty tej treści w Warszawie, a nie dysponowali ani siłą, ani organizacją zdolną do pokierowania powstaniem. Aczkolwiek sądzę, że Związek Patriotów Polskich, a później PKWN, był zaślepiony własną propagandą. Polscy komuniści wierzyli w to, co sami głosili, nie licząc się z rzeczywistością. Może sprzyjały temu akcje AL, przeprowadzane na rozkaz i na wzór sowiecki wtedy, gdy Armia Krajowa – chroniąc ludność przed represjami – starała się unikać prowokowania Niemców przed ostateczną z nimi rozprawą.

Dodajmy jednak, że AK likwidowała wyjątkowych bandytów – oficerów SS i gestapo – z wyroków sądów, w bardzo niebezpiecznych sytuacjach dla wykonawców. Dywersanci komunistyczni wrzucali granaty do kawiarni na wzór terrorystów, zabijając kogo popadło...

To prawda. Mówiłem, że stosowali wzory partyzantki sowieckiej. Przecież bohaterka Kraju Rad, o której uczyły się kolejne pokolenia w ZSRS – Zoja Kosmodiemianska, paliła chaty chłopów w 40-stopniowym mrozie, aby nie służyły Niemcom. Ginęli chłopi z całymi rodzinami. Partyzanci bronili się we wsiach, które później palili Niemcy. Nigdzie nie spłonęło tak dużo wsi jak na Białorusi. Zginęła tam trzecia część ludności.

Rząd RP i Kierownictwo Walki Podziemnej stanęły przez tragicznym dylematem już wcześniej, w momencie wkraczania Armii Czerwonej na przedwojenne terytorium Polski. Jak pan pisze, „Burza”– potraktowana jako skierowana militarnie przeciw Niemcom, a politycznie przeciw Sowietom – tylko rozzłościła Stalina. Co więc Polacy mieli robić? Walczyć z Armią Czerwoną? Czy po prostu nic nie robić, narażając się na zarzut bierności wobec wspólnego wroga, a potem na rozbrojenie i represje? Czy była to sytuacja bez wyjścia?

Żeby Polska uniknęła tych wszystkich ofiar, a później komunizacji, trzeba by chyba wysiedlić stąd wszystkich Polaków, a osiedlić tu Czechów (przy czym nie chcę obrazić tego narodu, zasłużonego w kształtowaniu wartości demokracji zachodniej). Ci zapewne gotowi byliby współpracować i zaprowadzić na tej ziemi komunizm. Polacy to jest zupełnie inny naród. Nie poddaliście się nawet po stracie tylu wspaniałych młodych ludzi podczas powstania i w końcu, mimo tak straszliwych ofiar zrzuciliście jarzmo.

Czy byłoby to możliwe bez powstania warszawskiego? Chyba nie. Polacy nie mieliby moralnego punktu odniesienia, straciliby swoją tożsamość. To przecież głównie dlatego powstania nie mogła przeboleć Wanda Wasilewska, zapowiadając, że „Bór” i inni z kierownictwa Polski Podziemnej zapłacą głową za jego wybuch. Dziwne, że nadal znajdują się Polacy, którzy winnych zbrodni warszawskiej szukają w dowództwie AK.

Podobnie traktowało się i traktuje, zwłaszcza wśród historyków w Moskwie, wyjście żołnierzy Andersa ze Związku Sowieckiego w 1942 r., kiedy ważyły się losy frontu na Wschodzie. Zapomina się o koszmarze, jaki Polacy przeżyli w barakach na Syberii i w Kazachstanie, o śmierci najbliższych, której byli świadkami, o niepewnym losie, jaki ich czekał. Polacy nie są narodem, który zniósłby takie tortury i upokorzenia. Są dumni. To duma powodowała wszystkie poprzednie powstania. I to warszawskie, z 1944 r., również.

Czytaj także:
Tajemnica Rokossowskiego. Co ocaliło polsko-sowieckiego marszałka?

Gdyby powstanie wzniecili komuniści, jatka byłaby jeszcze gorsza. Część żołnierzy AK przyłączyłaby się zresztą do oddziałów AL. Komunizacja Polski i tak by nastąpiła, tylko inną drogą i zapewne na jeszcze gorszych warunkach. Powstanie zadecydowało o tym, że komunizacja Polski nastąpiła wolniej i znacznie łagodniej niż w innych krajach. Musiała jednak nastąpić. Jeszcze w 1941 r., kiedy Związkowi Sowieckiemu groziła zagłada, jeszcze w 1942 r. – przed wyjściem Andersa – Stalin mógł rozważać finlandyzację Polski. W 1943 r. – po odkryciu zbrodni katyńskiej – już nie mógł. Klamka zapadła. Widać różnicę: w 1942 r. Sowieci współpracują z AK w akcji „Wachlarz”. W 1943 r. partyzantka sowiecka na polskich kresach otrzymuje rozkaz wojny z AK.

Czyli podziela pan profesor pogląd, że bez ofiary polskiej młodzieży AK-owskiej koniec mógłby być jeszcze bardziej żałosny dla kraju, a młodzież i tak wylądowałaby na Sybirze?

Krew przelana w Warszawie została przelana nie na darmo. Tym wszystkim, którzy sądzą przeciwnie, którzy twierdzą, że decyzja o jego wybuchu stanowi zbrodnię przeciw narodowi polskiemu, ja odpowiadam: każda kropla krwi polskiej, która wsiąkła w Warszawę, okazała się bezcenna. Dowiodła, że z Polakami trzeba postępować ostrożnie. Dlatego w 1956 r. nie było tu Budapesztu, terror czasów stalinowskich mimo wszystko okazał się mniejszy niż w innych krajach ujarzmionych przez Związek Sowiecki i nie doszło do kolektywizacji. Sowietyzacja nigdy nie była głęboka. Obecnie Polska jest zapewne jedynym krajem dawnego bloku sowieckiego, w którym nie ma partii komunistycznej, bo nie jest nią przecież ugrupowanie socjaldemokratyczne.

Nieudzielenie pomocy powstańcom w 1944 r. porównuje pan ze zbrodnią katyńską w 1940 r. i nazywa zbrodnią warszawską. W odróżnieniu od pierwszej ta druga traktowana jest w Moskwie jako tajemnica państwowa. Dlaczego?

Rosjanie mają wiele win wobec Polaków. Nie chcą jeszcze jednej winy, która jest jakby najmniej widoczna, bowiem fizycznie w sierpniu i we wrześniu 1944 r. Polaków w Warszawie mordowali Niemcy. Dla mnie jednak współwina sowiecka jest niewątpliwa. Jako Rosjanin chciałbym, aby moje państwo przyznało się do niej i poprosiło o wybaczenie. Przyszłości nie da się budować na kłamstwie. W Moskwie jednak nadal głosi się przekonanie, że powstanie było próbą zadania ciosu w plecy Armii Czerwonej. Brak wiedzy w tym zakresie – w przeciwieństwie do zbrodni katyńskiej, o której mówili przywódcy ZSRS i Rosji, o której mówi film Wajdy – jest powszechny. Prowadzę na Uniwersytecie Warszawskim wykłady dla młodych Rosjan, to wiem. Mówią na przykład: „A, powstanie warszawskie, to było w 1943 r., kiedy powstali Żydzi w getcie”.... Tak mówią przedstawiciele rosyjskiej elity intelektualnej!

Nic nie wiedzą o wielkim powstaniu i o wielkiej zbrodni warszawskiej w 1944 r. A przecież dla bolszewika Stalina nieudzielenie pomocy powstaniu i doprowadzenie tym samym do utopienia go w morzu krwi było świadomym wyborem, konsekwencją jego polityki wobec demokratycznej Polski, od roku 1920 poczynając. Popełnił kolejną zbrodnię, większą nawet od katyńskiej. Tyle że tam zabijał rękami NKWD-zistów, a tu zabijał rękami Niemców.

Nikołaj Iwanow jest historykiem Uniwersytetu Opolskiego oraz Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego. Zajmuje się badaniem historii mniejszości polskiej w ZSRS. Napisał m.in.: „Pierwszy naród ukarany. Polacy w Związku Radzieckim w latach 1921–1939” oraz „Powstanie warszawskie widziane z Moskwy”. W 1981 r. z jego inicjatywy młodzi socjaliści rosyjscy skierowali odezwę do I Zjazdu „Solidarności” w 1980 r., za co był wielokrotnie przesłuchiwany. W 1984 r. zamieszkał i ożenił się w Polsce. Współpracował z „Solidarnością Walczącą”.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 6/2013
Artykuł został opublikowany w 6/2013 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 92
  • Czytam książki. IP
    Panie profesorze ,pisze Pan swoją wersję wydarzeń ,proponuję skorzystać z naszych opracowań uczestników powstania . Polskie Siły Zbrojne w Drugiej Wojnie Światowej t.III Armia Krajowa , Instytut Historyczny im. gen. Władysława Sikorskiego , Londyn 1950, ,,Powstanie Warszawskie 1944'',,Zarys działań natury wojskowej Warszawa 1947 '' autor płk.Adam Borkiewicz ,,,Kilka zagadnień polskich , Warszawa 1957 '' gen Jerzy Kirchmayer - wyzej wymienieni byli czynnymi uczestnikami powstania . CELEM POWSTANIA BYŁO OPANOWANIE WARSZAWY PRZED WEJŚCIEM SOWIETÓW . NIKT NIE UZGADNIAŁ WYBUCHU POWSTANIA Z  SOWIETAMI ANI Z ANGLIKAMI. Jako dowód można przytoczyć depeszę premiera rządu emigracyjnego - Mikołajczyka , który 4 lipca napisał do Delegata Rządu w Warszawie :,,Sowiety postanowiły wezwać kraj przez Berlinga do powstania , a równocześnie przystąpiły do organizowania administracji .Nie możemy milczeć , gdy Sowiety wchodzą do Polski .Czyście rozpatrzyli kwestię powstania na wypadek rozsypki Niemców ,ewentualnie częściowego powstania , gdzie by władzę przed przyjściem Sowietów objęli Delegat Rządu i Komendant Armii Krajowej. Z możliwością utworzenia rządu ludowego w Polsce liczył się także ,,Bór '' Komorowski i dał temu wyraz w depeszy skierowanej do Londynu 17 czerwca 1944 roku ,w której meldował gen. Sosnkowskiemu , że komuniści zamierzają utworzyć rząd w Lublinie lub Białymstoku. Nie od rzeczy będzie dodać ,że zarówno gen. A.Chruściel ,,Monter'' w artykułach zamieszczonych na łamach pisma ,,Polska Walcząca '' jak i autorzy broszury opracowanej po powstaniu przez sztab gen.L.Okulickiego , stwierdzili zgodnie ,że walka w Warszawie miała na celu radykalne przeciwstawienie się PKWN i ,,zamanifestowanie wobec całego'' świata wpływów rządu emigracyjnego w kraju. Przeciwnikiem wybuchu powstania był gen Sosnkowski .W tym czasie przebywał we Włoszech, rozkazał nadać dwie depesze , pierwsza została zaadresowana do prezydenta i mówi między innymi , ,,że wszelka myśl o powstaniu zbrojnym jest nieuzasadnionym odruchem, pozbawionym sensu politycznego ,mogącym spowodować tragiczne i niepotrzebne ofiary ''. i zaleca ,, nawrót do  zasad instrukcji z 27 pażdziernika 1943 roku w jej pierwotnej postaci'' tzn. całkowite zakonspirowanie AK i  ,,samoobrona''. Depesza ta dotarła do Londynu 1 sierpnia 1944 roku. Druga depesza ,utrzymana w tym samym ,,duchu'' adresowana jest do dowódcy AK za pośrednictwem Sztabu Głównego w Londynie , gdzie została odebrana wieczorem 31 lipca , a odszyfrowana 1 sierpnia - w dniu wybuchu powstania . Co do zatrzymania czołgów według wiedzy Pana profesora śmiem twierdzić,, niewiedzy ''. Szanowny Panie 1 - sierpnia czołowki wojsk pancernych Armii Czerwonej dotarły na Pragę .Niemcy przygotowali kontratak - głównodowądzący - marszałek Model zgromadził siły do kontrataku :4 i 19 D.Pancerna oraz D.Pancerna SS ,,Viking'', Dywizja Pancerna SS ,,Herman Goering'' . Siłom tym przeciwstawiła się 2.Armia Pancerna posiadająca 810 pojazdów pancernych , Niemcy uderzyli 1 sierpnia - zaskoczyli Rosjan .Przez 4 dni trwały walki jednostek pancernych , Niemcy rozbili 2. Korpus Pancerny - doszczętnie i zadali bardzo duże straty 2.Armii Pancernej . Z całej 2.Armii Pancernej z 810 czołgów i dział pancernych pozostało 263 jednostek pancernych . Szanowny Panie to są informacje szeroko dostępne i wnioskuję ,że nie  Armia Czerwona zatrzymała swoje czołgi tylko zrobili to Niemcy i to bardzo skutecznie . Pozyskiwanie jakiś odtajnionych dokumentów, co do zachowań Sowietów wobec żołnierzy AK to nie jest to tajne, postępowanie to określały Dekrety PKWN . Stalin nie uznawał Rządu w Londynie o czym wiedzieli Anglicy i Amerykanie.
    Dodaj odpowiedź 0 0
      Odpowiedzi: 0
    • historyk IP
      To, że Stalin nie miał chęci pomóc Powstaniu nie ulega wątpliwości. Zachował się rozkaz z zakazem lotów lotnictwa sowieckiego nad Warszawą z 6 sierpnia, do 17 września obowiązywał zakaz lądowania alianckich samolotów lecących z pomocą Powstańcom po sowieckiej stronie frontu itp. To jest jasne. Ale sytuacja militarna jak w sam raz był inna niż próbuje to imputować autor. Stalin nawet jaby chcał to do września miał ograniczone możliwości wyzwlenia Warszawy. Zwracam uwagę dla porównania, że Stalin np; bardzo chciał pomóc powstaniu na Słowacji. Sowieci strasznie się skrwawili na przełeczy Dukielskiej i nie dali rady..a powstanie na Słowacji robione przez ich stronników. Podaję to aby nie mistyfikować możliwości armii czerwonej i nie lekceważyć siły armii niemieciej latem 44. W rezultacie w mojej opinjii powyższy tekst jest propagandowy anie histotryczny , zawiera też kilka informacji ewidentnie nieprawdziwych a kilku ważnych nie ma. Prezentuje teze i pod nią dobiera, przeinacza, albo pomija fakty. To nie pomaga zrozmieć sytuacji i wyrobić sobie opinii innej niż "znów te ruskie nam noż w plecy..." Po kolei. Zacznijmy od informacji nieprawdziwych:
      Stalin wcale nie był tak doskonale poinformowany o planach Powstania …bo do drugiej połowy lipca KGAK jak i Delegatura w ogóle nie miały zamiaru organizowania powstania w Warszawie. Jak już pod naciskiem Okulickiego i ludowców zdecydowano o powstaniu to do ostatniej chwili nie był widomy termin, ten ustalono dopiero 31 lipca po południu. Przy najlepszej agenturze aż takiego tempa obiegu informacji nie było w tamtych czasach.. a dowódca sowieckiej 2 armii Pancernej dał rozkaz zatrzymania ataku 1 sierpnia przed wybuchem powstania. Powodem była sromotna klęska rosyjskich pancerniaków i stos spalonych czołgów pod Wołominem. Sugeruję poczytać opracowania pana Ciechowskiego, jednego z lepszych specjalistów od tego zagadnienia.
      Wywiad AK doskonale się spisał i zebrał informacje o koncentracji dużych sił pancernych jak i klęsce sowieckiej 2 Armii pancernej pod Wołominem i zatrzymaniu sowieckiej ofensywy.. problem w tym, że gen. Bór krytycznego 31 lipca po południu nie poczekał na przybycie szefa swojego wywiadu „Oskara” a decyzje podjął w oparciu o informacje uzyskane od płk Montera (Chruściel), dowódcy Okręgu Warszawskiego AK, który jak sam wspomniała (1946 wspomnienia) wsiadł w tramwaj, pojechał na Pragę i tam od bab na bazarze i uciekinierów dowiedział się że sowieckie czołgi wjeżdżają na Pragę. To niewyobrażalne ale na tej podstawie Bór wściekle naciskany przez generała Okulickiego zadecydował o terminie Powstania na 1 sierpnia godz. 17. Dokładnie 2 godziny później na odprawę KGAK wszedł szef wywiadu AK i poinformował o faktycznym stanie. Kompletnie przygnębiony Bór stwierdził, że rozkazów odwołać się już nie da (ze względu na system łączności oparty na setkach łączników biegających od punktu do punktu.. to wszystko zabierało dużo czasu.)
      Autor teksu też przemilcza, iż Armia Czerwona w trakcie Powstania przeprowadziła 6 szturmów / ataków na Pragę i próbę forsowani Wisły. Kolejno:
      27.07-01.08 (2 APanc)
      10.08-15.08 (47 A Praga jako cel tego natarcia pojawia się w dyrektywie z 12.08)
      18.08-ok 21.08 (47 A aczkolwiek w tym czasie cel w postaci Pragi nie jest stawiany w rozkazach 47 A w bardzo jednoznaczny sposób, dla przypomnienia celem głównym natarcia 70 A był Tłuszcz)
      25.08-27.08 (47 A)
      30.08-03.09 (47 A wsparta 3 KPanc)
      10.09-15.09 (47 A wsparta 8 GwKPanc)
      Poległo, zostało rannych, zaginęło 120 tys żołnierzy radzieckich w tym czasie. Próbując pomóc Powstaniu poległo też 3 tysiące żołnierzy LWP, tzw. Berlingowców , z których część walczyła ramię ramię z Powstańcami (Czerniaków). Przypomnę, że pod Monte Cassino poległo 1000. Polska krew to polska krew nie można jej dzielić i dyskredytować części czy skazywać na zapomnienie z powodów ideologii.

      Jak widać sytuacja była o wiele bardziej złorzona.

      Stalin nie chciał pomóc Powstaniu to nie ulega wątpliwości ale wcale nie był takim panem sytuacji militarnej jak próbuje pokaząć to autor tekstu.
      Autor też nie pomaga zrozumieć, że Stalin, niezależnie czy miał czy nie miał możliwości wojskowych to nie miał żadnego interesu aby Powstaniu pomagać. Chciał zniewolić Polskę, miał swój rząd polskich kolabarantów i co najwązniejsze zgodę Churchila i Roosevelta. Z tego punktu widzenia cała dyskusja jest trochę jałowa.
      Dodaj odpowiedź 5 1
        Odpowiedzi: 1
      • Chmurka IP
        Ale ta notka jednostronna . Co roku piszecie wszystko na opak .
        W Rosji utworzone zostały armie polskie pod dowództwem Andersa , ci ludzie trafili do Iranu , Palestyny , Egiptu .
        Druga armia pod dowództwem Z Berlinga(była to Polska Armia) walczyła wraz z Armią Czerwoną która przeszła szlak bojowy do Berlina(słynne zdjęcie polskiej flagi zawisło na Bramie Brandenburskiej)
        Stalin istotnie zatrzymał wojsko przed Warszawą ,bo zdawał sobie sprawę ze ma w swojej armii Polskie Wojsko . Byłaby to również napaść na miast które mogło być częściowo nawet wyzwolone.
        Stalin nie był głupcem Polacy potrzebni byli mu żywi .(Stalingrad był nauczką wojenną)
        Być może wiedział , jak też znał taktykę wojenna iż Hitler spacyfikuje Warszawę do żywej ziemi wraz z ludnością cywilną .
        Ciągle czytam ze Stalin napadł na Polskę i był zaborcą gorszym od Hitlera .A jednak nie napadł na Warszawę a mógł .
        Podczas II ŚW nie było prostych rozwiązań . Ale nie zakłamujmy wszystkiego na potrzeby dzisiejszej polityki .
        Wraz z wojskami rosyjskimi ginęli polscy żołnierze w obronie naszej ojczyzny . Hańba tym którzy to zapomnieli i zmieniają fakty .
        Powstanie było zbrodnią na narodzie polski tak samo Monte Casino ta krew na pewno nie powinna być przelana !!
        Mieliśmy rząd który uciekł za granicę , rozgrywali nas wszyscy byliśmy jak sieroty .
        Dodaj odpowiedź 5 15
          Odpowiedzi: 2
        • Ilicz IP
          Ciekawa konstatacja. Każda kropla krwi przelanej była bezcenna, bo i tak by wszyscy tafli do łagrów, a komunizacja byłaby jeszcze gorsza. Jednym słowem Stalin miał rację zatrzymując natarcie i pozwalając na zniszczenie miasta? Czy może Stalin był głupcem, który chciał komunizować Polskę mocniej, a sam sobie to uniemożliwił czekając, aż Niemcy wymordują mu przeciwników, których by sam zamordował? Te dyrdymały pana profesora po prostu nie trzymają się kupy. Prawda była tak, że Powstanie było na rękę wyłącznie Stalinowi i gdyby nie wybuchło, wojna skończyłaby się wcześniej. Armia Czerwona nie stałby dwa miesiące za Wisłą. Zginęłoby mniej ludzi, miasto może by ocalało, skoro, jak twierdzi profesor, Rosjanie z łatwością pokonali by rozbitych Niemców.
          Dodaj odpowiedź 3 4
            Odpowiedzi: 0
          • HOLOCAUST POLSKIEJ MLODZIEZY!! IP
            TAK MOWI TYLKO ANTYPOLSKA SWINIä LAJDAK TY SOBACZY DRANIU:
            Krew przelana w Warszawie została przelana nie na darmo. Tym wszystkim, którzy sądzą przeciwnie, którzy twierdzą, że decyzja o jego wybuchu stanowi zbrodnię przeciw narodowi polskiemu, ja odpowiadam: każda kropla krwi polskiej, która wsiąkła w Warszawę, okazała się bezcenna.

            TO IDIöTYCZNE POWSTANIE bylo totalnie NA NIC a tylko po to by wybic POLSKICH PATRIOTOW MLODZIEZ i zrobic HOLOCAUST WARSZAWY BASTA!!!
            Dodaj odpowiedź 5 7
              Odpowiedzi: 0

            Czytaj także