KrajTestujemy testy

Testujemy testy

Zdjęcie ilustracyjne
Zdjęcie ilustracyjne / Źródło: PAP / Leszek Szymański
Dodano 26
14 sierpnia, dzień 164. Wpis nr 153 || Gdy przeczytałem ostatnio „Fałszywą epidemię” natknęło mnie jedno. A co, jeśli wszystko zaczęło się od… testów? Bo na nich stoi wszystko: że „coś” jest, że ludzie z tym „czymś” jak są starzy i schorowani to szybciej umierają, że „to” rozprzestrzenia się szybko, ale mniej zabija niż inne choroby zakaźne. A jeśli testy są zwodnicze i nieprecyzyjne?

Gdy czyta się „historię” powstania testów na koronawirusa to widać, że ciągnięto to na siłę i na szybko. Laboratorium Charite z Berlina, kierowane przez Christiana Dorsena opracowało test na koronawirusa i szybko zestawiło je z tym na co chorowali pacjenci w jednym, nieznanym do dziś, szpitalu w Wuhan. Wuhan potwierdziło, że u tych ostro chorych test wykazuje pozytywne wyniki. Test nie przeszedł wymaganych procedur, zanim został wprowadzony do obrotu. WHO naciskało, by mieć coś do mierzenia „czegoś” i test rozszedł się po świecie jako podstawa do mierzenia rozprzestrzeniania się wirusa. Kiedyś trzeba było zrobić tego testu ze trzy próby i odczekać pięć dni, by potwierdzić, że ma się koronawirusa, teraz – przy tych samych testach – wystarczy raz i z godzinę czekania. Tak się pozmieniało.

Testy odbywa się w reżimie CPR, o którym sam jego twórca powiedział, że „jest niewłaściwy do wykrywania infekcji wirusowych”. Właściwie reaguje on na fragment RNA wirusa, ale nie jest powiedziane, że tylko i której z jego mutacji. W związku z tym nie bardzo wiadomo co takiego wykrywa. A rzecz nie jest bagatelna. Jak powiedział na początku pandemii profesor Gut (wtedy jeszcze nie nawrócony na maseczkozę i pandemiozę) koronawirus był (z resztą swoich kolegów) między nami od jakiegoś czasu, a różnica polega na tym, że został zauważony. Nie miał być jak zauważony wcześniej, skoro nie było na niego testów. Teraz je (z powyższymi zastrzeżeniami) mamy. I jak kiedyś grypa sezonowa zebrała nie mniejsze żniwo, to diagnozy zgonu brzmiały zazwyczaj „pogrypowe powikłania dolnych dróg oddechowych” i nie badano wszystkich zgonów na jakiego rodzaju wirusa ktoś zmarł. A przypominam, że koronawirusy są na piątym dopiero miejscu jako czynniki chorobotwórcze układu oddechowego po rinowirusach, wirusach grypy typu A, typu B i wirusach RS (nabłonka oddechowego).

Aby zbadać prawdziwą śmiertelność koronawirusa należałoby przesiewowo zbadać populację, by zobaczyć kto go już ma. Teraz bada się tylko wybrane grupy ryzyka, co zwiększa jego śmiertelność, bo nie wykazuje tych co go już przeszli i się nie pochorowali. W związku z tym mianownik zakażonych w ułamku, gdzie dzielenie przez niego liczby zgonów daje śmiertelność wirusa jest zaniżony. W związku z tym śmiertelność wychodzi na dużą, choć jest na poziomie sezonowej grypy.

Gdy rok temu chorowaliście na grypę to siedzieliście w przychodni naprzeciw internisty o pół metra a nie widzieliście się z grupą lekarzy przebranych za kosmitów, nikt wam nie robił wymazu, nie wsadzał do kwarantanny, tylko kazał się kłaść do łóżka i w przypadku jeden na 100 – zadzwonić po lekarza jak się pogorszy z oddychaniem. Teraz jak masz podwyższoną temperaturę to cię kosmici zawiną na wymaz, nie wpuszczą do samolotu czy budynku, zamkną w kwarantannie i będą sprawdzać na przymusowej aplikacji czy się nie przemieszczasz. A dwa lata temu nikt tak nie robił, choć grypa – rozchodząca się prawdopodobnie tak samo jak covid – zabija równie… słabiej niż inne odmiany sezonowych gryp. Teraz robimy testy wszystkim kaszlącym – i mamy zakażonych podawanych codziennie, ludzi po 75 latach i schorowanych, których oznaczamy jako ofiary koronawirusa. Stąd też mamy bezobjawowców, którzy nawet nie zauważyli, że przeszli koronawirusa, nie mają i nigdy nie mieli objawów, ale… mogą zakażać innych. Stąd się bierze konstrukcja, że wszyscy mają nosić maski na twarzach, bo wielu ludzi nie wie, że zakaża. A jeśli test nie pokazuje wyłącznie koronawiusa? A jeśli dwa lata temu byli tacy sami grypowi „bezobjawowcy”? Ilu ludzi zabili bez maseczek? Dlaczego działała gospodarka? Jak można przeprowadzać analogię między zakażonymi i chorującymi, skoro gros ludzi to co najwyżej – zakażeni. Amerykańscy lekarze nie potwierdzili NA ŚWIECIE transmisji wirusa od dzieci i między dziećmi. Dlaczego więc zamyka się szkoły?

Rozmawiałem ostatnio ze znajomym lekarzem, który potwierdził, że być może na Big Data można zakwestionować pandemiczność rozmiarów rozprzestrzeniania się koronawirusa. Ale – powiada – u niego na chirurgii każdy ze starszych i schorowanych pacjentów mający dodatni test na koronawirusa – umierał. A tych bez covida – w wielu przypadkach dało się uratować. Ale spytałem go czy w zeszłym roku badał na rodzaj grypy tych, którzy umarli. I powiedział, że nie. W związku z tym mamy kolejny przykład, że albo koronawirus był z nami wcześniej i go nie zauważaliśmy, bo nie mieliśmy narzędzi do jego wykrywania, albo teraz – jak te narzędzia mamy – to nie wiadomo, czy to była wyłączna przyczyna śmierci, bo do dziś nie wiadomo CO właściwie wykrywa test. (O czym ostrzegają w swoich materiałach jego producenci). Bo może wykrywać np. wszystkie mutacje SARS od 2002 roku. Stąd się biorą zakoronawirusowane kozy i papaje, nietoperze, tygrysy, psy, lwy czy koty domowe.

Ostatnio pojawiły się dumne enuncjacje, że wprowadza się test… odróżniający koronawirusa od grypy. Niby że będziemy gotowi na jesień, by nie pomylić grypy z kowidem w tzw. „drugiej fali”, ale ten super news oznacza, że… wcześniej test tego nie rozgraniczał i mógł pokazywać nie tylko koronawirusa, ale i inne wirusy, zmieniających się przecież co roku szczepów. To istotna wiadomość.

Pamiętajmy, że testy decydują dziś o wszystkim: o obostrzeniach w danych krajach i regionach, otwieraniu lub zamykaniu gospodarek, indywidualnych decyzjach kwarantannowych. Wszystko stoi na wątpliwej jakości testach, o których można powiedzieć, że gdyby ich nie było nawet byśmy nie wiedzieli, że mamy jakiegoś specjalnego wirusa. Statystyki zgonów nie pokazują niczego specjalnego w porównaniu z innymi latami. Pokazują tylko zgonów część, z wyodrębnioną i niezbyt pewną ich przyczyną. Nic więcej.

Popatrzmy na procenty, czyli jak się „rozprzestrzenia” wirus w populacji. Podaję datę testu, liczbę testów, liczbę zakażonych i ich procent wśród badanych: 16 marca – testów 1.206, zakażń 52 (4,3%), 26 marca – 3.320, 170 (5,1%), 31 marca – 4.812, 266 (5,3%) i obecna „druga fala” – 4 sierpnia – 25.829, 680 (2,6%), 5 sierpnia – 33.647, 640 (1,9%), 6 sierpnia – 28.650, 720 (2,5%) i 7 sierpnia – 32.600, 809 (2,5%). Wychodzi z tego, że po prostu wirus – czy co tam pokuzje test – jest wśród nas, głównie bezobjawowo, a zwiększenie liczby testów zwiększa tylko wiedzę na temat tego ilu Polaków go ma, zaś wychodzi, że procentowo – coraz mniej. Na końcu powinniśmy zrobić pożądne badania przesiewowe, by wiedzieć ilu ludzi go ma i wtedy się okaże, że na tyle dużo, że jego śmiertelność i stany ciężkie będą promilami wśród zakażonych. Tylko że szerokie badania przesiewowe wygenerują mały procent zakażonych w populacji ale wzrost bezwzględnej liczby zakażeń i panikę kolejnej „fali”. A jak mówił Wałęsa: wystarczy zbić termometr i już się nie ma gorączki.

Jeśli się okaże, a to okaże się napewno jeśli tak jest, że to była ściema, to będzie oznaczać, że ludzkość dała się wrobić. Ale wtedy nie zapłacą już za to wszystkie władze państwowe, tylko paru macherów na styku firm farmaceutycznych i WHO. W przypadku świńskiej i ptasiej grypy WHO przesadziła z pandemicznymi rekomendacjami, ale wtedy wiele krajów nie spanikowało, zaś w wyniku badań specjalnej komisji WHO musiała się ostro tłumaczyć z nadreakcji. Sprawa ucichła, o co zadbały kraje, które spanikowały a nie chciały, by się afera wydała. Ale scenariusz się powtarza, z tym, że praktycznie wszystkie kraje poszły w histeryczną reakcję. Będą więc bronić słuszności swoich decyzji, choć można już sprawdzić, np. na przykładzie Szwecji, że paniczne reakcje raczej przyniosły odwrotne skutki.

Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na blogu „Dziennik zarazy”.

/ Źródło: dziennikzarazy.pl

Czytaj także

 26
  • Tomaszek IP
    O wiarygodności testów możemy sobie polemizować. Prawda jest taka, że covid istnieje i jedyną opcja na jego identyfikacje są testy bardziej lub mniej precyzyjne. Rzeczywistość jest jaka jest, a testy pozwalają ją chociaż trochę dookreslić. Bez testów w przypadku podróżowania czy pracy jako kierowca się nie obejdzie. Sam juz kilkukrotnie byłem poddawany testom w Diagnostyce by móc swobodnie przewieźć towar za granice
    Dodaj odpowiedź 0 6
      Odpowiedzi: 0
    • Szymon IP
      Po pierwsze w medycynie test wykonuje się, kiedy są problemy z postawieniem diagnozy (chodzi o prawdziwą medycynę, a nie "neomedycynę", która powstaje na naszych oczach). Po drugie - nawet gdyby ten test był wiarygodny (a wiemy, że nie jest), to jego pozytywne wskazanie o niczym nie mówi - ani o tym, czy dana osoba zachoruje, ani tym bardziej o tym, czy zaraża. Wirusy bytują we wszystkich żywych organizmach i to się nie zmieni, nie ma na nie lekarstwa a szczepionka wcale nie musi na danego wirusa uodparniać, wręcz może w wielu przypadkach być szkodliwa
      Dodaj odpowiedź 6 0
        Odpowiedzi: 2
      • Radek IP
        W końcu głos prawdy w pisowskiej gazecie.
        Dodaj odpowiedź 7 2
          Odpowiedzi: 0
        • trupek IP
          Polemizując z wykorzystaniem procentowego ujęcia pozytywnych przypadków do liczby testów zauważę, że odpowiednio szybko rosnąca liczba chorych przy stałym R może generować stały procent pozytywnych przypadków, jeśli procentowo liczba chorych i liczba testów zmieniają się o taki sam współczynnik, skorygowany o przesunięcie fazowe inkubacji, a służby sanitarne w porównywalnym stopniu wykrywają potencjalnych nosicieli. Więc to nie jest argument za alternatywnym spojrzeniem tylko błędna interpretacja danych. Mógłbym pokusić się o takową ale mam inne zajęcia. Z koronawirusem jest jak z wiarą: jest albo nie ma. I nie ma, co się obrażać, że ktoś wierzy lub nie. Ja jestem niewiedzący ze wskazaniem na tak. Znam ludzi, którzy to przeszli. Moja siostra jest pielęgniarką w Londynie i opowiedziała mi trochę o tym. Powiedziała: "ten wirus jest straszny". Przyjmowała pacjenta 0. Po pewnym czasie czuła ucisk w klatce piersiowej i bolały ją ramiona. Śmiali się z Niej w pracy, że przesadza. W czerwcu zrobili personelowi testy przeciwciał i znakomita większość je miała, Ona również. W Polsce jeden z lekarzy (znajomy przyjaciela) niezbyt ale ciężko przeszedł Covid19 i po dwóch miesiącach nadal nie może zebrać myśli i dojść do formy. A jest ordynatorem. Więc chciałoby się powiedzieć, ludzie w głowach się Wam przewraca od tego oczekiwania na "oblężenie", aż zaczynacie myśleć najpierw, że nas ominie a potem skoro do bram nie doszli wciąż, to może to plotka i ofensywy nie ma. A tak prawdę mówiąc lepiej by tego nie było, więc fo sklepu chodzę w maseczce i chciałbym by to wszyscy robili, by nauczyli się chigieny koronawirusowej, to i z innymi syfami będzie lżej. Skoro to coś ma R=3.5 a grypa 1.35, to eliminując to coś metodami reżimu sanitarnego, wówczas pożegnamy również grypy i inne patogeny. Byłoby cudownie. Nikt nie dostrzega tego bonusa?
          Dodaj odpowiedź 2 8
            Odpowiedzi: 1
          • Instruktor narciarski IP
            Co to jest "reżim CPR"? Reakcja RT-PCR jest metodą amplifikacji (powielania) cząsteczek kwasów nukleinowych, DNA lub RNA i nie służy do wykrywania czegokolwiek. Jest metodą pozwalającą na uzyskanie ze  śladowej ilości kwasu nukleinowego próbki odpowiednio dużej do dalszej analizy np. elektroforezy lub reakcji że znakowanymi sondami molekularnymi, bo dopiero te metody ujawniają charakterystyczne cechy owego DNA lub RNA. Metoda praktycznie stosowana m.in. w laboratoriach kryminalistycznych.
            Dodaj odpowiedź 8 0
              Odpowiedzi: 0

            Czytaj także