"Nie chcę oceniać swojego ojca". Nowy ambasador Niemiec: Rozumiem Polaków

"Nie chcę oceniać swojego ojca". Nowy ambasador Niemiec: Rozumiem Polaków

Dodano: 212
Arndt Freiherr Freytag von Loringhoven
Arndt Freiherr Freytag von Loringhoven / Źródło: PAP / OMER MESSINGER
Arndt Freytag von Loringhoven, desygnowany na ambasadora Niemiec w RP już w maju, czekał miesiącami na zgodę na przyjazd do Polski. Jak mówi się nieoficjalnie, chodziło o przeszłość jego ojca.

Ojciec dyplomaty, urodzony w 1914 roku Bernd Freytag von Loringhoven, w czasie II wojny światowej uczestniczył jako adiutant w naradach o sytuacji w berlińskiej kwaterze głównej Adolf Hitlera. Potem był inspektorem generalnym Bundeswehry. Z kolei krewny Bernda, Wessel Freytag von Loringhoven, był tym oficerem, który w 1944 roku zorganizował ładunek wybuchowy do zamachu Stauffenberga na Hitlera, a później w oczekiwaniu na aresztowanie odebrał sobie życie.

Według wielu mediów, to przede wszystkim biografia ojca niemieckiego dyplomaty mogła być przyczyną zastrzeżeń.

W dzisiejszej "Rzeczpospolitej" opublikowano pierwszy wywiad z ambasadorem Niemiec, który zapewnia, że nie ma pretensji do Polaków, a nawet twierdzi, że "rozumie" ich wątpliwości.

"Bardzo się cieszę, że uzyskałem agrément i mogłem złożyć listy uwierzytelniające prezydentowi Polski. (...) Polskę i Niemcy wiele łączy. Jako ważni partnerzy w centrum Unii mamy przed sobą pełną wyzwań agendę. Podchodzę do mojej misji tutaj z zapałem i cieszę się na współpracę" – powiedział w wywiadzie nowy ambasador Niemiec w Polsce.

"Rozumiem, jak wciąż żywe są w Polsce uczucia z powodu zbrodni, których dopuściły się nazistowskie Niemcy w Polsce. Jeżeli chodzi o mojego ojca, to może podkreślę, że wstąpił do Reichswehry również dlatego, że to zwalniało go z nacisków przyjęcia legitymacji NSDAP. Takie było wtedy prawo. Pod koniec wojny służył jako adiutant szefa sztabu generalnego. W tej roli był też w bunkrze Hitlera" – mówił pytany o medialne doniesienia na temat powodów opóźnienia jego nominacji.

Jak zaznaczył w rozmowie z "Rz" nie chce oceniać działań swojego ojca.

"Kto może powiedzieć, jak my byśmy się zachowali w totalitarnej dyktaturze? To było pokolenie wychowane w duchu pruskiego militaryzmu, przywykłe do bezwzględnego posłuszeństwa. Nigdy nie wspierał nazizmu, ale jednocześnie był przekonany, że jego obowiązkiem jest walka za swój kraj, nawet jeśli ta wojna była prowadzona od pierwszego dnia zbrodniczo, również przez części Wehrmachtu" – stwierdził.

Czytaj też:
Nieoficjalnie: MSZ interweniuje ws. kandydata na ambasadora Niemiec. Ojciec dyplomaty był nazistą
Czytaj też:
Polska podjęła decyzję ws. niemieckiego ambasadora
Czytaj też:
Niemcy wciąż czekają na decyzję Polski. Blokuje ją Kaczyński?

Źródło: rp.pl
+
 212
Czytaj także