Ekspert o obostrzeniach: Cieszmy się. Zostało nam kilka dni wolności

Ekspert o obostrzeniach: Cieszmy się. Zostało nam kilka dni wolności

Dodano: 16
Andrzej Sadowski
Andrzej Sadowski / Źródło: PAP / Leszek Szymański
Społeczeństwo płaci dziś za trzydzieści lat zaniedbań, za przestarzały system ochrony zdrowia – mówi portalowi DoRzeczy.pl dr Andrzej Sadowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha.

Jak ocenia Pan nowe obostrzenia wprowadzone przez rząd – zamknięcie gastronomii, sklepów w galeriach handlowych z wyjątkiem spożywczych i aptek, placówek kulturalnych, naukę zdalną także w klasach I-III?

Dr Andrzej Sadowski: Można powiedzieć, że skoro zmiany wchodzić będą od soboty, to czeka nas kilka ostatnich dni wolności. Należy się cieszyć! A mówiąc całkiem poważnie – tym razem społeczeństwo przynajmniej nie zostało zaskoczone z dnia na dzień jak wtedy, gdy uniemożliwiono chodzenie na groby bliskich 1 i 2 listopada.

Jednak liczba zakażeń wzrasta w zastraszającym tempie.

Jednak są różne strategie walki z chorobą. Model szwedzki, w którym lockdownu nie ma, ale też węgierski – na Węgrzech mamy otwarte lokale gastronomiczne do późnych godzin nocnych, nikt nie zamyka placówek kulturalnych. Imprezy masowe mogą się odbywać do pół tysiąca osób, nauka odbywa się stacjonarnie. Na przeciwnym biegunie są Czesi, u naszych południowych sąsiadów jest godzina policyjna o dość wczesnej porze, restauracje tylko na wynos, nauka jest zdalna. To jest zastanawiające, bo ta sama wiedza dotycząca doświadczeń prowadzi do różnych wniosków. Otwarte jest pytanie, dlaczego u osób zachowujących dystans społeczny i tak stwierdzano zakażenie wirusem. Stąd pytanie dlaczego polski rząd podjął tak daleko idące restrykcje.

Politycy tłumaczą to tym, że restrykcje są konieczne, bo nasz system ochrony zdrowia nie przetrzyma tak lawinowego wzrostu zakażeń.

I tu jest pytanie, czy dziś polskie społeczeństwo, bo gospodarka to termin abstrakcyjny, tworzą ją konkretni ludzie, nie ponosi ceny za coś zupełnie innego.

Czyli?

Chodzi o trzy dekady zaniechań w polskiej służbie zdrowia. Mówię trzy dekady, bo również polski rząd płaci dziś za lata zaniechań dużą cenę. Odziedziczył po poprzednikach niezreformowaną służbę zdrowia, a jednocześnie przejął błędne mniemanie, że receptą na wyjście z sytuacji jest dokładanie kolejnych środków z naszych kieszeni na reanimowanie niesprawnego systemu. I system ten nie sprawdzał się, i to nie tylko w sytuacji kryzysu wojennego ale w zwykłej sytuacji, zwykłych chorób cywilizacyjnych i epidemii sezonowych. Pandemia uświadamia nam, że mamy trzy dekady zaniechań po odziedziczonej z PRL służbie zdrowia. Poza tym rząd uzmysłowił sobie, że mamy tak skomplikowane procedury przy zakupie nowoczesnego sprzętu, że trzeba to natychmiast przerwać. Ale przerwanie tego dotyczy tylko sytuacji doraźnych, nie zmian systemowych. A są one konieczne. Kilka lat temu sporządziliśmy raport, z którego wynika, że Polska nigdy nie będzie miała nowoczesnych technologii medycznych.

Dlaczego?

Bo ich autoryzacja trwa tak długo, że zanim wdrożymy jakieś nowoczesne technologie, to w momencie gdy skończymy ich wdrażanie będą one już przestarzałe. To trzeba zmienić.

Czytaj też:
"Niesprawiedliwość!". Bosak o nowych obostrzeniach

Źródło: DoRzeczy.pl
 16
Czytaj także