Polski profesor nie zgadza się z decyzją WHO ws. leczenia COVID-19

Polski profesor nie zgadza się z decyzją WHO ws. leczenia COVID-19

Dodano: 80

Uważa on, iż błąd polega na tym, że badano dużą grupę pacjentów, nie wyszczególniając jednak tych, których uwzględniono w badaniach będących podstawą do rejestracji tego leku i jego dopuszczenia do użycia. Tymczasem nie wszyscy chorzy na COVID-19 mogą odnieść korzyść terapeutyczną.

– Wrzucono wyniki badań z różnych regionów świata, a jako kryterium skuteczności przyjęto śmiertelność. W Europie i Kanadzie wynosiła ona 7,8 proc., w Azji i Afryce 10,3 proc., w Ameryce Łacińskiej 22,7 proc. Jak można poważnie potraktować badania, w których jest aż tak zróżnicowany punkt końcowy? – stwierdza prezes Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych.

Różne punkty odniesienia

W badaniu Solidarity za podstawę odniesienia przyjęto tzw. leczenie standardowe (standard of care), ale nie zdefiniowano, co ono oznacza. W Europie standardowo u chorych z COVID-19 używa się np. heparyny drobnocząsteczkowej, bo tak zgodnie z zaleceniami towarzystw naukowych należy postępować. – Ale co to może być w innych regionach, np. w Azji? Autorzy badania tego nie precyzują – zwraca uwagę specjalista.

Dodaje, że wykazana w tych badaniach różnicowana śmiertelność z powodu COVID-19 w poszczególnych krajach i regionach sugeruje, że mogą być spore różnice w poziomie opieki medycznej.

Wskazuje też, że w badaniach Solidarity nie uwzględniono wyjściowego stanu chorych, a jest to podstawowy błąd. – Do jednej grupy wrzucono pacjentów zarówno o łagodnym, jak i ciężkim przebiegu. Nie uwzględniono czasu rozpoczęcia leczenia od wystąpienia objawów, a to jest istotne w przypadku tego leku. Powinien być on podawany, kiedy w organizmie chorego występuje wirus. Zwraca na to uwagę także wielu innych specjalistów – przekonuje.

Specjalista powołuje się na polskie wyniki badań dotyczących remdesiviru, opublikowane na stronie internetowej Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych. – Wskazują one na przydatność tego leku – podkreśla.

Oświadczenie producenta

Producent leku firma Gilead przekazała PAP oświadczenie, w którym zaznacza, że remdesivir jest uznawany za standard opieki w leczeniu pacjentów hospitalizowanych z COVID-19 i jako taki ujęty został w wytycznych wielu wiarygodnych organizacji krajowych, w tym Amerykańskiego Narodowego Instytutu Alergii i Chorób Zakaźnych oraz szeregu Europejskich Towarzystw Naukowych, w tym Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych.

"Zalecenia tych instytucji – podkreśla się – oparte są na twardych dowodach osiągniętych w ramach licznych randomizowanych, kontrolowanych badań opublikowanych w recenzowanych czasopismach, które udowodniły korzyści kliniczne wynikające z zastosowania remdesiviru. Pacjenci leczeni tym lekiem wracają do zdrowia znacznie szybciej, co pozwala skrócić hospitalizację, a w konsekwencji zwiększa zasoby szpitalne" – napisano.

Ministerstwo Zdrowia poinformowało, że w listopadzie i grudniu do szpitali w naszym kraju trafi w sumie 96 tys. opakowań remdesiviru. W piątek do placówek przekazanych dostanie 22,5 tys. opadkowań. Będą rozdysponowane zgodnie ze wskazaniem konsultantów wojewódzkich ds. chorób zakaźnych.

Czytaj też:
Unia nie zastosowała się do wytycznych WHO. Chodzi o leczenie COVID-19

Źródło: PAP
 80
Czytaj także