Prof. Simon o pomyśle rządu: To jest absurd

Prof. Simon o pomyśle rządu: To jest absurd

Dodano: 118
Prof. Krzysztof Simon
Prof. Krzysztof Simon / Źródło: PAP / Maciej Kulczyński
Błędem jest ujednolicanie terminu ferii – mówi prof. Krzysztof Simon, dolnośląski konsultant wojewódzki ds. chorób zakaźnych, ordynator oddziału chorób zakaźnych szpitala we Wrocławiu w piątkowej "Rzeczpospolitej". Jeśli robimy mniej testów, to jest mniej przypadków – dodaje.

Prof. Simon pytany był, czy w Polsce spada liczba zakażeń, bo spada liczba testowanych osób?

– Proszę się nie przywiązywać do tych danych. Były one różnie interpretowane i różnie podawane. My w tej chwili testujemy tylko przypadki objawowe. Jeśli jest to 20 proc. zakażeń jednego dnia, to należy tę liczbę pomnożyć przynajmniej przez pięć. Nikt nie robił takich badań, ale w innych krajach tak jest. Czyli 100 tys. ludzi zakaża się codziennie, większość bezobjawowo, i specjalnie im to nie szkodzi, ale mogą wirusa transmitować – ocenił.

Profesor powiedział, że jeśli robimy mniej testów, to jest oczywiście mniej przypadków. – Znam dziesiątki osób, które nie chcą wykonywać testów. Uważają, że przejdą zakażenie łagodnie, albo boją się o pracę itp. Także skala jest zdecydowanie większa. Jeśli zrobi się 70 tys. testów u osób subklinicznych, to będzie oczywiście więcej tych przypadków – wskazał.

Limit osób na Wigilii

Pytany, czy święta powinny się odbywać w rygorze sanitarnym, z ograniczeniem liczby osób na wigilijnej wieczerzy odparł, "to jest absurd".

– Słuszne jest, żeby to ograniczyć, ale trzeba się przebić do społeczeństwa, że jest epidemia, jest ciężko, służba zdrowia jest na dnie organizacyjnym i personalnym, róbmy wszystko, żeby nie było zbiorowej wymiany, masowych spotkań, tego picia, jedzenia i siedzenia całymi rodzinami, i zakażania się – powiedział.

Skumulowane ferie

– Nie rozumiem tych wszystkich ograniczeń. Po pierwsze, nie widzę powodów, żeby na ferie nie jechały osoby, które przechorowały COVID albo mają przeciwciała. One teoretycznie nie zachorują, w 99,9 proc., więc dlaczego nie mają wyjeżdżać na wakacje? Po drugie, podstawowym elementem każdej epidemii jest rozrzedzenie. A tu ktoś wpadł na pomysł, żeby kumulować całe to towarzystwo w jednym terminie – dodał.

– Po trzecie, rozrzedzenie dotyczy też zakupów. Ludzie będą chodzić do sklepów, bo gdzieś muszą, bo tego wszystkiego nie wytrzymają. Po czwarte, kwestia ograniczeń sfery hotelowej, zamkniętych pomieszczeń w lokalach – to jest wszystko do dogadania. Bo to nagle wszystko pada. Ludzie się dowiadują z dnia na dzień, że nie mogą w ogóle pracować – mówił.

Czytaj też:
Epidemia. Polscy eksperci odnieśli się do leczenia osoczem i remdesivirem

Źródło: PAP
 118
Czytaj także