"Spór o dziedzictwo Rzymu: Cyceron i święty Augustyn". Przeczytaj fragment nowej książki prof. Nowaka

"Spór o dziedzictwo Rzymu: Cyceron i święty Augustyn". Przeczytaj fragment nowej książki prof. Nowaka

Dodano: 7
"Między nieładem a niewolą. Krótka historia myśli politycznej". Najnowsza książka prof. Andrzeja Nowaka
"Między nieładem a niewolą. Krótka historia myśli politycznej". Najnowsza książka prof. Andrzeja Nowaka
Przedstawiamy fragment III rozdziału nowej książki prof. Andrzeja Nowaka – "Między nieładem a niewolą. Krótka historia myśli politycznej".

Grecka wspólnota uległa rozpadowi. Spór o to, co jest dobrem, a co złem rozsadził najsilniejsze państwa-miasta. Pogrążone w wyniszczającej stasis (wojnie domowej) między „arystokratami”, „demokratami” i zrodzonymi przez nich tyranami, miasta-państwa Grecji, po kolejnych wojnach prowadzonych między nimi o prymat w Helladzie, padły ofiarą zewnętrznych imperiów. I to jest ważna lekcja dla narodów Europy, dla jej współczesnych państw i zacietrzewionych ideologów–„trutni”, podżegających wciąż do wojny domowej.

Nad Grecją zapanowała uformowana na peryferiach jej kultury Macedonia. Po oszałamiających, sięgających od Nilu do Himalajów podbojach, jakich dokonał Aleksander Wielki, uczeń Arystotelesa, otwarła się nowa perspektywa: już nie polis, ale kosmopolis. Zamiast ciasnej wspólnoty politycznej, której obywatele mogli spotkać się na jednym rynku – agorze i tam wymieniać argumenty w sprawie dobra wspólnego, można sobie było teraz wyobrazić wspólnotę ludzką. Ta była jednak politycznie uporządkowana już nie przez dyskusje wolnych obywateli, ale przez imperialny rozkaz. O wpływie obywateli na sprawę kosmopolis mowy być nie mogło. Zamiast agory w monarchiach Aleksandra i walczących o spadek po nim diadochów istotna stała się instytucja dworu, który przemieszczał się wraz z wojnami władcy i skupiał wokół jego osoby. Kult jednostki – od czasu Aleksandra nabiera on w świecie greckim realnego znaczenia – wyklucza obywatelstwo.

W takiej sytuacji, kiedy upada rzeczywiste znaczenie polis, człowiek oddala się od polityki, choć – dodajmy od razu – polityka niekoniecznie oddala się od niego. Dwie szkoły filozoficzne odzwierciedlają tę zmianę. Epikur z Aten (341-271) zobaczył w nowej sytuacji nie jakiś porządek, kosmos, ale chaos. Nie ma żadnego porządku w świecie i nie da się go zbudować. Nie ma w związku z tym żadnej obiektywnej sprawiedliwości, na której poszukiwaniu warto by trawić życie. Dobre życie człowieka to roztropne zaspokajanie jego osobistych, indywidualnych przyjemności. Epikur nie był bynajmniej zwolennikiem jakiegoś rozpasania: roztropność polega na odsuwaniu od siebie pokusy takich przyjemności, które są nieosiągalne, albo przynajmniej bardzo trudne do osiągnięcia. Tak unikamy czegoś bardzo nieprzyjemnego – ciągłej frustracji. Dobry układ polityczny, czyli taki, który łączy z konieczności jednostkę z innymi, umożliwi tego rodzaju życie i zapobiegnie zwiększaniu chaosu, jaki może wyniknąć ze zderzania się indywidualnych pogoni za szczęściem. Nie trzeba odwoływać się do żadnego prawa moralnego, tylko umówić się między sobą: nie przeszkadzajmy sobie nawzajem. Prawo to konwencja, której miarą może być jej użyteczność z takiej perspektywy postrzegana. Jesteśmy tu blisko źródeł myśli liberalnej, jaka ujawni się stopniowo w koncepcjach Tomasza Hobbesa, Johna Locke’a i ich następców 1800 lat później.

Nauka Epikura, zalecająca swoiste wycofanie w prywatność nie była, jak już wspomnieliśmy, jedyną reakcją na zasadniczą zmianę warunków współżycia ludzi w świecie publicznym. Druga szkoła powstawała równo z tą nauką. Tworzyli ją stoicy. Ich mistrz, Zenon z Kition (ok. 336-264), podobnie jak jego kontynuator, Chryzyp z Soloi (ok. 280-205), nauczał na ateńskiej agorze w Stoa Poikile, czyli portyku z pstrymi freskami – i od tego miejsca wzięła się nazwa szkoły. Rozwinął on intuicje zawarte jeszcze w przedsokratejskiej filozofii przyrody, która poszukiwała prazasady jedności świata w jednym boskim żywiole. Przyjmując jej istnienie, akceptował zarówno jedność natury, jak też jej zdeterminowanie przez ową prazasadę. Na tym opiera się wizja ładu obiektywnego, kosmosu, który wyznacza prawo natury. Nie da się go zamknąć w żadnej pojedynczej polis – dotyczy wszystkich ludzi. Trzeba odnaleźć w sobie to prawo, jego głos. Zenon miał powiedzieć, iż „na tym właśnie polega dzielność szczęśliwego i pogodnego życia, że wszystko się czyni zgodnie z własnym głosem wewnętrznym i z wolą rządcy Wszechświata”.Taka jest postawa mędrca, która prowadzi do uwolnienia się od afektów – od pogoni za rozkoszą, pożądaniem, od strachu i smutku. Dojście poprzez własny rozum do zgodności z uniwersalnym rozumem świata (Logosem) pozwala osiągnąć szczęście i sprawiedliwość. Tę można sprowadzić do wiedzy o prawach jednostki i obowiązkach wobec ludzkości. W zasadzie przekreślone zostają różnice między ludźmi – stanowe czy „klasowe”, narodowe. W swym niedochowanym dziele Politeia, Zenon, jak wiemy z pośrednich przekazów, wychwalał uniwersalną monarchię Aleksandra za to właśnie, że przełamała bariery partykularyzmu małych greckich wspólnot politycznych. Jak pisze brytyjski filozof i historyk myśli politycznej, Michael Oakeshott, „stoicyzm nie przywiązywał dużego znaczenia do politycznej aktywności. Swoim słuchaczom Zenon mówił, że politike nie jest aktywnością konieczną do osiągnięcia eudajmonii (szczęścia), wbrew temu co nauczał Arystoteles”. Ludzie czerpali poczucie swych moralnych praw i obowiązków już nie ze wspólnoty politycznej, z odległego, pozbawionego moralnej wartości imperium, ale ze wspólnego podporządkowania uniwersalnemu prawu rozumu.

Macedońska monarchia podzieliła się i straciła zdolność do zwierzchnictwa nad światem. Na jej miejsce przyszła, do Grecji, a stopniowo także na cały obszar świata śródziemnomorskiego, nowa zwierzchność: rzymska. Zagarniając Grecję pod swoje panowanie, przejęła dużą część jej dorobku kulturowego i przetłumaczyła na swój język. W tym języku, czyli po łacinie, dała nazwę owemu szczególnemu rodzajowi władzy, jaki istniał przed Rzymem, ale w rzymskiej formie uzyskał on formę modelową: imperium. To dosłownie władza rozkazywania, jaką ma dowódca wojskowy nad swoimi żołnierzami. Rzym rozwinął swoją potęgę jako republika, wprowadzona w 509 roku przed Chrystusem na miejsce wcześniej istniejącej monarchii. We własnym rozwoju ustrojowym Rzym, choć z dumą nazywał się republiką, połączył w ciągu następnych wieków elementy władzy monarchicznej, arystokratycznej i demokratycznej. Razem stworzyły imperium.

Pierwszą z owych władz reprezentowali w szczególności wybierani na rok dwaj najwyżsi rangą i kompetencjami urzędnicy: konsulowie. Oni mieli w swych rękach potestas (stąd: potęga, potencja) – realną władzę wykonawczą. To jest władza właściwa dla świata polityki. Poza nim, w prywatnym gospodarstwie lub w patriarchalnie zorganizowanej rodzinie rzymskiej, władza była jeszcze większa i niosła łacińską nazwę: dominium, czyli panowanie, takie jakie charakteryzuje władze na niewolnikami, albo też rodzicielską władzę nad dziećmi. Tytuł dominus wprowadził do polityki i przyjął w cesarstwie rzymskim dopiero w I wieku po Chrystusie Kaligula. Źródłosłów łaciński przypomina nam, że mieć panów nad sobą to pozwolić na zredukowanie swojego statusu do niewolnika, albo niezdolnego decydować o sobie dziecka.

Instytucja senatu miała charakter i skład arystokratyczny. Choć senat wydawał tzw. consulta – dekrety, to jednak były one raczej radami dla sprawujących realną władzę urzędników. Istotą swoistej władzy, jaką miał senat oddaje inne słowo niż potestats. Senat był ośrodkiem auctoritas – autorytetu, czyli uznanej zdolności do rozważania spraw publicznych. Mieli w nim zasiadać przedstawiciele najznaczniejszych od pokoleń rodów (patrycjuszy), zasłużonych dla rzeczpospolitej rzymskiej, i to po wykazaniu się osobistymi zasługami i doświadczeniem w długiej służbie publicznej, której tytuł senatora był uwieńczeniem.

Dziś w roli autorytetów występują ludzie znikąd, nie mający żadnego doświadczenia w służbie publicznej, ani nawet bladego pojęcia o polityce czy o wspólnocie, w sprawach której się wypowiadają, o jej tradycjach i aktualnych, złożonych w swej materii potrzebach. Coraz częściej są to ludzie wykreowani przez media, zależnie od potrzeb ich właścicieli. Ci są współczesnymi odpowiednikami Kaliguli: czują się panami poddanych im niewolników, traktowanych jak niedorozwinięte dzieci konsumentów medialnych manipulacji, „infotainmentu” (jak to tłumaczę: wiadomo-rozrywki). Tak „autorytetami” w sprawach polityki stają się aktorki, „influencerki”, pisarze (mogą to być twórcy jednej grafomańskiej powieści, albo nawet niezdolnie sklecić poprawnie kilku zdań tzw. blogerzy), sportowcy, a niekiedy po prostu „celebryci”, czyli ludzie znani z tego, że są znani.

W założeniu pojęcia autorytetu i jego skojarzenia w republice rzymskiej z senatem było, powtórzmy to, inaczej. Funkcję autorytetu (rozumianego w taki sposób jak w Rzymie przed Kaligulą) streścił dobrze wspomniany brytyjski filozof, Oakeshott: żadne państwo nie może być rządzone przez samą auctoritas, przez same autorytety, ale państwo bez auctoritas byłoby pozbawione wszelkiego poczucia kierunku swego rozwoju, jaki daje się rozpoznać tylko przez świadomość tradycji, poczucie ciągłości i szacunek wobec niej.

Czynnik demokratyczny wyrażały instytucje mające reprezentować lud rzymski. Przede wszystkim były to zgromadzenia ludowe, czyli plebsu, nieuprzywilejowanej większości ludności Rzymu, zwanej plebsem (i to słowo przejęliśmy z łaciny). Owe zgromadzenia, czyli concilia plebis podejmowały uchwały w sprawach publicznych, określane mianem plebiscita. (stąd słowo: plebiscyt). Wybierały także trybunów ludowych, to jest reprezentantów plebsu wobec władzy urzędników Rzymu, swoistych rzeczników praw ludu. Mieli oni stać na straży tego, co określa jedno jeszcze ważne słowo przejęte z rzymskiego wokabularza do języka polityki europejskiej kolejnych dwóch tysiącleci. To libertas – specyficzny rodzaj wolności. Liber to rzymski bóg wina, wolności upojenia się, bliskoznaczny z Bachusem, rzymskim odpowiednikiem Dionizosa. W swoim źródłosłowie liber znaczy: należący do ludu. Libertas może iść za auctoritas, ale może również, w upojeniu samą sobą – zbuntować się przeciw autorytetowi. Podobnie jak autorytet może zostać nadużyty do ograniczenia należnej ludowi wolności. W sytuacji takiego konfliktu otwiera się droga do innej formy władzy, którą już krótko przedstawiliśmy: do tyranii, czyli imperium nie nad podporządkowaną ludnością peryferii, ale nad własnymi obywatelami, którzy stają się faktycznie poddanymi. Przyspieszona degeneracja ustroju republikańskiego w stronę ponownie ustanowionego jedynowładztwa, które znamy właśnie pod nazwą imperium (cesarstwa), nastąpiła pięć wieków po obaleniu oryginalnej monarchii w Rzymie, w okresie tzw. pryncypatu Oktawiana Augusta, zbieżnego w czasie z urodzeniem Chrystusa.


Czytaj więcej o książce "Między nieładem a niewolą. Krótka historia myśli politycznej" prof. Andrzeja Nowaka na stronie wydawcy.

 7
Czytaj także