Prezes Centrum Życia i Rodziny: Feministki nie chcą rozmawiać na argumenty, boją się dyskusji

Prezes Centrum Życia i Rodziny: Feministki nie chcą rozmawiać na argumenty, boją się dyskusji

Dodano: 136
zdjęcie ilustracyjne
zdjęcie ilustracyjne / Źródło: PAP / Radek Pietruszka
Feministki nigdy nie chcą rozmawiać rzetelnie, na argumenty, boją się dyskusji. Podejmują tylko najprostszą drogę, czyli uśmiercenie istoty ludzkiej. W wielu przypadkach podejrzenie choroby u dziecka okazuje się nieprawdziwe i rodzi się ono zupełnie zdrowe – mówi w rozmowie z portalem DoRzeczy.pl prezes Centrum Życia i Rodziny Paweł Ozdoba.

"W obronie dziecka. Z pomocą matce". Tak brzmi tytuł konferencji zorganizowanej przez Centrum Życia i Rodziny. Jak go rozumieć?

Panek dyskusyjny zorganizowaliśmy z myślą o protestach, które mają miejsce na ulicach polskich miast, a także o tym, co wydarzyło się 22 października w Trybunale Konstytucyjnym, czyli uznanie za sprzeczną z konstytucją przesłanki eugenicznej do aborcji, która pochłania wiele istnień ludzkich każdego roku. Skupiliśmy się głównie na tym, w jaki sposób wspierać matkę w podjęciu właściwej decyzji, aby uratować dziecko zagrożone aborcją, które otrzymało negatywną weryfikację od lekarza. Chcieliśmy zwrócić uwagę na problem, który jest często pomijany przez specjalistów i komentatorów, nie mówiąc o lewicowych aktywistach. Nie chcą oni pamiętać o tym, że nawet jeśli pojawi się trudna i bolesna diagnoza ze strony lekarza, że dziecko ma podejrzenie nieuleczalnej choroby, to nie ma potrzeby zachęcania matki do podjęcia tragicznej decyzji o aborcji.

Mówi Pan o wspieraniu matek. To trochę kłóci się z lewicową wizją środowisk pro-life przedstawianych jako tych, które dbają jedynie o życie nienarodzone, zapominając o reszcie świata.

Strona lewicowa, a szczególnie środowiska feministyczne dążą do zrealizowania swoich postulatów, czyli promowania tragicznej decyzji o abortowaniu dziecka. Feministki nigdy nie chcą rozmawiać rzetelnie, na argumenty, boją się dyskusji. Podejmują tylko najprostszą drogę, czyli uśmiercenie istoty ludzkiej. W wielu przypadkach podejrzenie choroby u dziecka okazuje się nieprawdziwe i rodzi się ono zupełnie zdrowe. Osobiście znam dwa takie przypadki. W Polsce istnieją pewne warunki pomocowe dla matek rodzących dzieci nieuleczalnie chore. Po pierwsze i najważniejsze, hospicja perinatalne, które pozwalają na ulgę w cierpieniu. Po drugie, funkcjonują (co prawda niedoskonałe, ale jednak) programy pomocowe prowadzone przez rząd, które pomagają w wychowaniu np. dzieci z Zespołem Downa. Chcemy zachęcać polskie władze i organizacje pozarządowe, aby prowadziły swoją działalność pomocową. Konstytucja zapewnia opiekę zdrowotną każdemu obywatelowi.

Mówi Pan o pomocy, która już istnieje. A czego Pańskim zdaniem nadal brakuje w polskim systemie? W którą stronę powinny iść ewentualne zmiany?

Uważam, że każdy lekarz powinien być zobligowany do powiedzenia matce, która może urodzić chore dziecko, że ma cały szereg możliwości pomocowych. Przede wszystkim, nie musi się lękać, ponieważ, jeśli ten problem ją przerośnie, może zostawić dziecko w szpitalu i zrzec się praw rodzicielskich. Po drugie, może poinformować o swojej sytuacji hospicjum perinatalne. Po trzecie, może skorzystać z instytucji takich jak domy samotnej matki. To krótkotrwałe rozwiązanie, ale w pewnych przypadkach z pewnością mogłoby pomóc. Podsumowując, chodzi o to, aby uświadomić matkę, że aborcja nie jest jedynym rozwiązaniem. Kolejna sprawa to pomoc ze strony państwa, nie tylko finansowa, ale również medyczna. Być może należałoby stworzyć specjalne punkty w szpitalach, które służyłyby do opieki nad dziećmi z niepełnosprawnością. Niestety, na dzień dzisiejszy ochrona zdrowia jest niedofinansowana i z tego wynika brak realizacji pełnego pakietu pomocowego.

Swoje postulaty ma również strona proaborcyjna. Poparcie społeczne dla "Strajku Kobiet" jednak wciąż topnieje. Czy to oznacza, że Polacy nie chcą realizacji pomysłów środowisk lewicowych? A może to wina agresywnego zachowania osób stojących na czele strajków?

Rzeczywiście, formuła "Strajków Kobiet" się wyczerpuje. Podam przykład historyczny: podobnie było z Komitetem Obrony Demokracji. Jedno jest kalką drugiego, zmienia się tylko temat przewodni. Tzw. demokracja została zastąpiona tzw. prawami kobiet rozumianymi jako m.in. prawo do aborcji. Pamiętajmy, że na czele tego strajku znajdują się nie osoby przedstawiające nurt umiarkowany. Są to zaangażowane feministki o skrajnie lewicowych poglądach. Ich celem jest agresja wobec katolików i opcji rządzącej. Ludzie to widzą i dlatego inicjatywa powoli upada. Rząd z kolei stosuje taktykę "na przeczekanie", nie publikując orzeczenia TK.

No właśnie, jak ocenia Pan strategię rządu, który dotąd nie opublikował orzeczenia TK?

Z perspektywy polityka partii rządzącej jest to skuteczne, ale tylko na krótką metę. Ostatecznie rząd będzie musiał opublikować to orzeczenie, a wówczas manifestacje "Strajku Kobiet" znów przybiorą na sile i wrócimy do punktu wyjściowego. Nie będą może tak liczne jak na początku, bo wówczas była to formuła na tyle atrakcyjna, że brały w niej udział osoby przypadkowe. Teraz zapewne zebraliby się sami radykałowie, co nie zmienia faktu, że ludzie ponownie wyjdą na ulice. Prawo mówi jednak wyraźnie, że niezwłocznie powinien zostać opublikowany wyrok TK. "Niezwłocznie" czekamy już od 22 października i słyszymy kolejne zapowiedzi publikacji ze strony partii rządzącej. Zapewne niedługo do niej dojdzie, ale razem z prezydenckim projektem. Spodziewam się próby szybkiego przepchnięcia tej propozycji.

Przypomnijmy, że zakłada ona tzw. "nowy kompromis" i podział wady na letalne i lżejsze. Czy Pańskim zdaniem Sejm poprze ten projekt?

Z tego, co się orientuję, nie ma takiej większości. W samym obozie Zjednoczonej Prawicy jest pod tym względem głęboki podział. Znacząca grupa posłów chciałaby pozostać przy obowiązującym kompromisie aborcyjnym, do czego powrotu już oczywiście nie ma. Nie ma również zgody, aby pójść drogą środka, ponieważ według moich obliczeń ok. 100 posłów partii rządzącej jest bliższa rozwiązaniu, które daje wyrok TK, czyli wyeliminowaniu aborcji eugenicznej.

Źródło: DoRzeczy.pl
 136
Czytaj także