KrajSmoleńskie manipulacje

Smoleńskie manipulacje

Smoleńskie manipulacje
Smoleńskie manipulacje
Dodano

W czasie zamieszania wokół II Konferencji Smoleńskiej uwadze opinii publicznej umknęła premiera książki Teresy Torańskiej, która rzuca nowe światło na wydarzenia po 10 kwietnia 2010 r.- pisze Cezary Gmyz.

- O książce Torańskiej było głośno kilka miesięcy temu, kiedy „Newsweek” opublikował tekst nieautoryzowanej rozmowy z Adamem Bielanem. Część wywiadów opublikowano w „Gazecie Wyborczej”, zanim Torańska pokłóciła się z Adamem Michnikiem i opuściła redakcję. Po publikacji tych rozmów wydawało się, że książka pisana przez umierającą dziennikarkę wniesie niewiele nowego.

Książka Torańskiej zdominowana jest przez narrację rządową. To jednak nie umniejsza jej wartości nawet w sytuacji, kiedy wielu rozmówców ewidentnie mija się z prawdą. Tak jest na przykład w wywiadzie z Ewą Kopacz opowiadającą o swojej aktywności w Moskwie. „Nie biorę żadnych tabletek, jestem przeciwnikiem łykania lekarstw uspokajających. Samo musi przejść. Po trzech dniach padałam na twarz. I puściło. Wyłączyłam telefon, położyłam się i usnęłam kamiennym snem. Spałam czternaście godzin ciurkiem. I następnego dnia byłam zupełnie nieprzytomna. I wówczas dotarło do mnie, co się w Polsce o tej katastrofie mówi. My tam żyliśmy w mikroświecie, byliśmy skiej, opinii publicznej skoncentrowani na tym, co robimy. Nikt nie umknęła jednak spekulował i nie snuł teorii spiskowych” – wspomina ówczesna minister zdrowia, a dziś marszałek Sejmu. Problem polega na tym, że w tym czasie wbrew temu, co mówi Kopacz, nikt, przynajmniej publicznie, nie snuł teorii spiskowych.

EKIPA KRAŚKI KUPUJE ZNICZE

Są jednak w książce szczegóły wstrząsa- jące. Jedna z nich dotyczy pracy ekipy TVP pod wodzą Piotra Kraśki, który w jednej z relacji dokonał manipulacji mającej świadczyć na korzyść Rosjan. „Wieczorem telewizyjne »Wiadomości« odstawiły spek- takl światło-dźwięk, zapalając pod murem lotniska setki zniczy wykupionych przez kilkudziesięcioosobową ekipę TVP w całym Smoleńsku i okolicach. Że to niby światełka zapalone przez współczujących miesz- kańców miasta. To było żenujące. A ludzie rzeczywiście przychodzili na miejsce kata- strofy, tylko tam, gdzie my staliśmy, nie mie- li wstępu. I zniczy nie palili, bo te wykupiła wcześniej ekipa Piotra Kraśki” – relacjono- wał Wiktor Bater, dziennikarz, który jako pierwszy podał informację o katastrofie.

Opis polskiego dziennikarza z TVP zachowującego się na miejscu katastrofy jak funkcjonariusz sowieckiego agitpropu jest szokujący, ale to niejedyna ważna informacja w rozmowie z Baterem. Dziennikarz przypomina jeszcze jeden ważny, a zapomniany dziś szczegół. Wypowiedź jednego z najbliższych współpracowników ministra Radosława Sikorskiego, ówczesnego rzecznika prasowego Piotra Paszkowskiego. – Po krótkiej rozmowie z Michałem Greczyłą (polskim konsulem – przyp. red.) i po wyciągnięciu jednak od niego kilku szczegółów, że była katastrofa i nikt nie przeżył, miałem kolejne wejście na żywo przez telefon. To była dla mnie dramatyczna sytuacja, mówię, że wszyscy zginęli, a chwilę potem znakomity rzecznik prasowy Ministerstwa Spraw Zagranicznych mówi, że najprawdopodobniej osiem osób przeżyło katastrofę – wspomina Bater.

Niestety, Teresa Torańska nie wykorzystała okazji, by tę sprawę wyjaśnić. W rozmowie z Radosławem Sikorskim i Piotrem Paszkowskim właśnie kwestia osób, które miały przeżyć, w ogóle nie została poruszona. Wywiad z szefem MSZ i jego rzecznikiem kiem to jeden ze słabszych fragmentów tej książki. Robi on wrażenie przesłuchania, w jakim Paszkowski zdaje się pełnić funkcję adwokata, który starannie pilnuje, by jego klient czegoś nie „chlapnął”. Może szkoda, że wszystkie rozmowy w tej książce zostały autoryzowane, a nie puszczone, tak jak wywiad z Bielanem w "Newsweeku".

Przypomnijmy, że kwestia osób, które miały przeżyć, rozpalała w minionych miesiącach opinię publiczną. Chodzi o zeznania, jakie złożył ambasador tytularny w Moskwie i wieloletni komunistyczny szpieg Tomasz Turowski. W protokole zna- lazła się informacja, że Rosjanie przekazali, iż trzy ciała wykazywały „żyznoje reflieksy”. Turowski tłumaczy, że chodziło o drgawki agonalne. Skąd zatem informacja Paszkowskiego o ośmiu, a nie trzech ofiarach, które przeżyły katastrofę i kto był źródłem tych doniesień? To pozostaje tajemnicą. (...)

Cały artykuł w najnowszym wydaniu Do Rzeczy.

Czytaj także

 0

Czytaj także