KrajPrzepraszam, czy tu biją?

Przepraszam, czy tu biją?

Przepraszam, czy tu biją?
Przepraszam, czy tu biją?
Dodano

W sprawie zatrzymania posła Przemysława Wiplera mnożą się wątpliwości. Policja twierdzi, że materiał z kontroli działań funkcjonariuszy przekazała prokuraturze. To nieprawda - mówią śledczy. O tym w najnowszym Do Rzeczy pisze Wojciech Wybranowski.

- Według szefa MSW Bartłomieja Sienkiewicza działania funkcjonariuszy były zgodne z prawem i nie przekroczyli oni uprawnień. – Ta sprawa jest tak ewidentna, że aż nie chce się jej komentować – mówił minister w Radiu RMF FM. Powoływał się przy tym na raport policji. W rzeczywistości było to zwykłe sprawozdanie z wydarzeń, przedstawione przez uczestniczących w nim funkcjonariuszy i niepoparte wynikami żadnej kontroli.

Zgodnie z obowiązującymi przepisami i procedurami w takiej sytuacji wewnętrzną kontrolę prawidłowości działań funkcjonariuszy powinien przeprowadzić Wydział Kontroli Komendy Stołecznej Policji. Dopiero po jej zakończeniu kierownictwo policji i minister Sienkiewicz byliby uprawnieni do formułowania tez o prawidłowym lub nie działaniu ze strony policjantów. (...)

Raportu czy choćby sprawozdania z wewnętrznej kontroli przeprowadzonej przez KSP z działań funkcjonariuszy komisariatu przy ulicy Wilczej, którzy zatrzymywali Wiplera w prokuraturze, nie ma. – Poprosiłem prokuratorów z rejonu o informację, czy dysponują raportem z wewnętrznego postępowania kontrolnego przeprowadzonego przez policję. Okazało się, że wśród materiałów przekazanych prokuraturze takiego dokumentu nie ma – twierdzi Nowak.

Swoje postępowanie kontrolne w tej sprawie prowadzi Komenda Główna Policji. Jednak – jak poinformowało nas biuro prasowe KGP – jego wyniki będą znane najprawdopodobniej dopiero w drugiej połowie grudnia.

Kompromitujący film

Wątpliwości w sprawie jest jednak coraz więcej. Pod koniec listopada prokuratura poinformowała, że powołała biegłego, który przygotowuje stenogram z dźwiękowego zapisu nagrania filmu z warszawskiej izby wytrzeźwień, do której – jak twierdzi policja – przewieziono Wiplera po zatrzymaniu.

Pytanie, skąd naprawdę pochodzi nagranie, które przekazała prokuraturze. Wipler bowiem nigdy nie był pensjonariuszem izby wytrzeźwień. Do takich informacji dotarła telewizja Republika. – Żaden z pracowników czy kierowników zmiany nie informował mnie o takiej sytuacji, by jakiś poseł do nas trafił – mówił Krzysztof Wojciechowski, wicedyrektor Stołecznego Ośrodka dla Osób Nietrzeźwych. Szefowa tej instytucji Elżbieta Kossakowska pytana przez nas mówi, że nie udziela informacji o ewentualnych pensjonariuszach ośrodka. Jednak wypowiedź swojego współpracownika zna. – Nie potwierdzam i nie zaprzeczam – ucina.

Film, który może skompromitować Wiplera, rzeczywiście istnieje. – Leżałem skopany, oblany gazem pieprzowym, poparzony, skuty kajdankami. Krzyczałem z bólu, płakałem. Nagle otworzyły się drzwi samochodu, patrzę, a ktoś kręci mnie kamerą z ręki. Kto by w takiej sytuacji nie zareagował mało parlamentarną wiązką? – mówi „Do Rzeczy” Wipler.

Informacja o przygotowywanym stenogramie z nagrania, podana przez prokuraturę okręgową, również na Twitterze wzbudziła sporo emocji wśród internautów. „A po co komu stenogram z wytrzeźwiałki? To nie tam ktoś kogoś pobił” – pytała prok. Nowaka na Twitterze blogerka Kataryna. Podobnych pytań padło więcej, ale prokuratura internautom nie odpowiedziała.

Przemysław Wipler odpowiada: – Zastanawiam się, czy nie szykuje się jakaś wrzutka. (...)

Cały artykuł Wojciecha Wybranowskiego dostępny jest w 46. wydaniu Do Rzeczy.

Czytaj także

 0

Czytaj także