KrajKuroń na deskach (teatralnych)

Kuroń na deskach (teatralnych)

Oskar Stoczyński jako Jacek Kuroń w trakcie próby medialnej spektaklu
Oskar Stoczyński jako Jacek Kuroń w trakcie próby medialnej spektaklu "Kuroń. Pasja według św. Jacka" Małgorzaty Sikorskiej-Miszczuk w reżyserii Pawła Łysiaka / Źródło: PAP / Marcin Kmieciński
Dodano 3
Na Kuronia jest zapotrzebowanie. Widać to z rozszalałej akcji promującej najnowszą premierę w warszawskim Teatrze Powszechnym. Kuroń – bohater na nasze czasy, Kuroń – wrażliwy polityk, jakiego nam trzeba, Kuroń – świecki święty.

Nie pierwszy raz gości Jacek Kuroń w polskiej literaturze. Można było dopatrzeć się go u Tadeusza Konwickiego w „Małej Apokalipsie”, gdzie jako wyliniały cyniczny opozycjonista skłaniał bohatera, by dokonał samospalenia przed Komitetem Centralnym Partii. Był u Anny Bojarskiej w „Czego nauczył mnie August”, gdzie na oczach swych wstrząśniętych młodocianych podopiecznych doprowadzał swoją żonę do orgazmu, pieszcząc jej stopy. Tam jakoś pseudonimowany, podlegający literackiej obróbce, zniekształcony, teraz, pod piórem Małgorzaty Sikorskiej-Miszczuk zjawia się w dramacie zatytułowanym po prostu „Kuroń” (z podtytułem „Pasja według świętego Jacka”).

Z wywiadów i wypowiedzi, które wydrukowano przed premierą w reżyserii Pawła Łysaka, trudno było poza tęsknotą za Kuroniem wyłowić, kim niby miałby dzisiaj być bohater KOR. Liderem opozycji, który wyrastałby ponad miałkie i kompromitujące się co krok postaci współczesności czy też przeciwnie: mężem opatrznościowym, który pogodziłby zwaśnioną Polskę, i który – jako „człowiek rozmawiający ze wszystkimi” – uleczyłby nienawiść, zasypał podziały, tchnieniem miłości zaleczył rany.

Małgorzata Sikorska-Miszczuk postanowiła powtórzyć swój gest sprzed pięciu lat, gdy w intrygującej sztuce „Popiełuszko” (też zresztą reżyserowanej wówczas przez Pawła Łysaka) sprowadziła z zaświatów kapelana Solidarności, by sprawdzić, jak czułby się Polak Antypolak wobec patrona naszej wolności, męczennika narodowej sprawy. Sztuka, oskarżana przez niektórych prawicowych widzów o bluźnierstwo, stawiała jednak współczesności bardzo ostre pytania. Przerażająca groteskowa wizja, w której syty reprezentant klasy średniej walczący z awarią ekspresu do kawy, nie tylko podejmuje w mieszkaniu chodzącego od domu do domu pokutującego prymasa Glempa, rozdającego obrazki z ks. Jerzym do powieszenia na lodówce, ale i ładowany jest do bagażnika ubeckiego dużego fiata, kończy się wstrząsającym choć dwuznacznym kazaniem księdza Jerzego do beneficjentów przemian, do publiczności. Teraz autorka, odpowiadając na społeczne zapotrzebowanie, sprowadza nam Jacka Kuronia jako lek na całe zło.

Okładka tygodnika Do Rzeczy: 5/2017
Całość recenzji dostępna jest w 5/2017 wydaniu tygodnika „Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
/ api
 3
  • Wojtas IP
    A żona kuronia wystąpi jak najlepsza księgowa kodziarstwa?ha ha zapewne tez autorytet
    Dodaj odpowiedź 3 0
      Odpowiedzi: 0
    • solidaruch1980 IP
      Podobnie jak wielu moich kolegów, nigdy nie miałem zaufania do Kuronia. Ten rzekomy "obrońca robotników" pokazał swoje prawdziwe oblicze gdy został ministrem pracy i gnoił robotników, którzy starali się protestowac przeciw rozkradaniu wypracowanego ich rękoma majątku narodowego przez powstałą przy okrągłym stole mafię. Jak już koniecznie chcą wystawiac taką szopkę, to główną rolę powinien zagrac Olek Kwaśniewski, gdyż ma podobne do Kuronia "walory".
      Dodaj odpowiedź 17 2
        Odpowiedzi: 0
      • Juhas IP
        A termosik z "herbatką prondową" jest rekwizytem?
        Dodaj odpowiedź 12 2
          Odpowiedzi: 0

        Czytaj także