KrajProf. Lasik: Ponad stu esesmanów z Auschwitz wciąż żyje

Prof. Lasik: Ponad stu esesmanów z Auschwitz wciąż żyje

Ekspert historii III Rzeszy prof. Aleksander Lasik podczas prezentacji bazy danych
Ekspert historii III Rzeszy prof. Aleksander Lasik podczas prezentacji bazy danych "Załoga SS KL Auschwitz" w Muzeum Histotycznym Miasta Krakowa / Źródło: PAP/Jacek Bednarczyk
Dodano
Rozmowa z prof. Aleksandrem Lasikiem, socjologiem, historykiem, biegłym w śledztwie dotyczącym KL Auschwitz i specjalistą w zakresie historii Trzeciej Rzeszy, SS oraz niemieckich obozów koncentracyjnych.

Damian Cygan, DoRzeczy.pl: Prace nad bazą załogi SS KL Auschwitz rozpoczął pan w 1982 roku. Dlaczego opublikowano ją dopiero teraz?

Prof. Aleksander Lasik: To wynikało z pewnej metodologii śledczej. Bazę prowadziłem dla swoich własnych badań naukowych. Z tego co mi wiadomo, śledztwo w sprawie załogi Auschwitz zostało na pewien czas zawieszone, a potem wznowione. Później dotarto do mnie mnie jako do osoby, która zajmowała się tą problematyką. Jako biegły prokuratury przekazałem tę bazę do IPN, a krakowski oddział Instytutu zaproponował mi publikację całego projektu badawczego. W tej chwili baza zawiera ok. 26 tysięcy nazwisk członków załóg niemieckich obozów koncentracyjnych.

Udostępniona w internecie baza załogi Auschwitz liczy ponad 8,5 tysiąca nazwisk. Ilu z tych esesmanów wciąż żyje?

To pytanie, które pada bardzo często. Według moich informacji najstarszy z nich urodził się w 1872, a najmłodszy w 1927 roku. Biorąc pod uwagę ich wiek i odejmując mniej więcej jedną trzecią, w tym tych, którzy zginęli podczas wojny, szacuję, że wciąż może żyć ok 100-150 osób. Te rachunki mogą być zawyżone, ponieważ moja działalność badawcza kończy się na 8 maja 1945 roku.

W jednym z wywiadów prasowych powiedział pan, że istnieją jeszcze nieznane dokumenty dotyczące kompleksu obozowego Auschwitz, które znajdują się na terenie Rosji. Jakie są na to dowody?

Przynajmniej dwa. Dziesięć lat temu Rosja przekazała Polsce 11 tomów grubych akt zgonów więźniów Auschwitz. To była niezwykle ważna dokumentacja, w której znajdowały się nazwiska, daty urodzenia i przyczyny zgonu. To jest pierwsza sprawa. Po drugie, w latach 90. dotarłem w Niemczech do byłego archiwum Stasi, gdzie znajdowało się m.in. ok. 6 tysięcy fotokopii dokumentów załogi obozu Sachsenhausen, ale również wypisy dotyczące esesmanów z Auschwitz. Była tam tajemnicza sygnatura czy też prefiks – "ZM", którą można odczytać jako Zentralarchiv Moskau. Gdy porównałem rodzaj zapisu tych sygnatur, okazało się, że są identyczne. Wniosek był zatem prosty: oryginały są w Rosji. Mimo przeróżnych prób dostania się do tych archiwów, nikt nie potrafi się do nich przedrzeć. Z tego co wiem, próbowali odkupić je nawet Niemcy – bezskutecznie.

Dlaczego zainteresował się pan tematem niemieckich obozów koncentracyjnych?

To długa historia. Kiedy kończyłem socjologię, można było pisać o życiu kulturalnym kobiet wiejskich itp., a – mówiąc krótko – miałem trochę większe ambicje. Pojechałem do Muzeum Auschwitz w Oświęcimiu i tam zdałem sobie sprawę, że problematyka załogi SS w ogóle nie była badana. Pokazano mi kilkadziesiąt kart osobowych esesmanów z datami urodzenia. Uznałem to za wyjściowy materiał do analizy socjologicznej, co zaowocowało później pracą doktorską.

Niedawno na rynku ukazała się książka Marka Łuszczyny "Mała zbrodnia. Polskie obozy koncentracyjne", która opowiada o obozach podlegających Ministerstwu Bezpieczeństwa Publicznego oraz Centralnemu Zarządowi Przemysłu Węglowego. Po wojnie więziono w nich Niemców, Łemków, Ukraińców i Polaków, w tym Żołnierzy Wyklętych...

To zupełnie inne zagadnienie, którym się nie zajmuję. Rozmawiamy o niemieckich obozach.

Skąd w ogóle wzięło się określenie "polskie obozy zagłady"? Przecież większość niemieckich obozów koncentracyjnych funkcjonujących na terenie okupowanej Polski znajdowało się na terytorium wcielonym do Rzeszy.

Tak. W Generalnym Gubernatorstwie były tylko trzy obozy: KL Lublin, KL Płaszów koło Krakowa i KL Warschau. Pozostałe leżały w większości na terenie Niemiec, ale również w Austrii, Holandii, Francji i krajach nadbałtyckich.

Mobilny baner z napisem "Death Camps Were Nazi German" wyruszył właśnie z Wrocławia do Niemiec, Belgii i Wielkiej Brytanii. Akcja jest protestem przeciwko używaniu przez zagraniczne media sformułowania "polskie obozy koncentracyjne". To dobry sposób na walkę z kłamstwem historycznym?

Jako historykowi, nie mnie to oceniać. Moja rola kończy się w tym momencie na badaniach. Jednak dzięki współpracy z IPN doszedłem do wniosku, że przy całej nieudolności i opieszałości międzynarodowego wymiaru sprawiedliwości, historyk jest sui generis sędzią – dla niektórych ostatnim, a dla wierzących – przedostatniej instancji. Odczuwam to jako formę nazwania zbrodni po imieniu, a tym samym oddania hołdu, czci i pamięci ofiarom zbrodni popełnionych w całym systemie niemieckich obozów koncentracyjnych.

/ dcy
O północy z piątku na sobotę (19 na 20 października) rozpoczyna się cisza wyborcza [Ustawa z dnia 5 stycznia 2011 r. – Kodeks wyborczy (Dz. U. z 2017 r. poz. 15)], która potrwa do końca głosowania w niedzielę (21 października). Zakaz obowiązuje także w internecie, w związku z czym, w trakcie ciszy wyborczej w portalu DoRzeczy.pl wyłączona zostanie możliwość dodawania komentarzy.

Czytaj także