KrajWazelina – bogini polityki

Wazelina – bogini polityki

Dodano
Polskiej polityki zagranicznej nie musi prowadzić człowiek o osobowości infantylnego narcyza. W Platformie jest polityk, który mógłby z pożytkiem dla Polski zastąpić Radka Sikorskiego. Ale nie zastąpi

Nie zastąpi, bo to co jest zaletą z punktu widzenia zatroskanego obywatela, jest wadą dla lidera partii, jej bonzów i aparatu. Napoleon powiedział, że do prowadzenia wojny potrzeba pieniędzy, pieniędzy i jeszcze raz pieniędzy. W czasie II wojny światowej ktoś to strawestował wstawiając benzynę w miejsce pieniędzy. A w przypadku naszej polityki trzeba powiedzieć, że do osiągnięcia sukcesu potrzebna jest wazelina, wazelina i jeszcze raz wazelina. A osoba o której mówimy nie wytworzyła gruczołów wydzielających tę potrzebną w polskiej polityce substancję.

Spójrzmy na jego życiorys. Kompetencji nie można mu odmówić, bo zajmował się tematyką europejską wpierw jako naukowiec. Potem jako wysoki urzędnik państwowy w kilku rządach. Nie jest lawirantem. Nie zaczynał jak dzisiejszy szef MSZ jako radykalny prawicowiec, by skończyć jako pupil Salonu. Cały czas związany ze swoim środowiskiem, zakładał Platformę, nie miał przygód z konkurencją polityczną. Ta zresztą go szanuje, bo i on jej nie obrażał – czego nie da się powiedzieć o aktualnym szefie nomen omen dyplomacji. Rzeczony polityk cieszy się zaufaniem swoich wyborców, bo trzy razy z dobrym wynikiem zdobył mandat deputowanego do Parlamentu Europejskiego. Jest znany w Europie, bo wystarczy włączyć np. BBC czy France 24, aby zobaczyć, że zachodnie media traktują go jako postać nie tylko rozpoznawalną, ale i poważną.

Nie jest bohaterem żadnego skandalu, więc nie słychać było, aby chandryczył się o zwrot kilkuset złotych za obiad opłacony z pieniędzy podatników. W ogóle nie słychać, aby za nasze pieniądze prowadził styl życia godny afrykańskiego kacyka, a w którym lubuje się obecny szef dyplomacji. W jego przypadku nie byłoby więc ryzyka, że w razie objęcia jakiejś funkcji unijnej Polak wywoła żenującą aferę. A media w innych krajach unijnych nie będą tak pobłażliwe jak większość polskich, dla których nie ma problemu, że jeden z ministrów chwali się ciągłym bankietowaniem za pieniądze podatnika.

I teraz najważniejsze – śledząc jego wypowiedzi nie natkniemy się na ślad złudzeń, co do relacji z putinowską Rosją. Ten polityk nie pozwoliłby sobie na rozważania, że pozytywne nastawienie Polski do USA psuje szanse na porozumienie z Kremlem. To nawiązanie do nagranych słów Sikorskiego, które wypowiedział na przełomie stycznia i lutego tego roku. Czyli wtedy, gdy Rosja zagarniał Krym, co w ogóle słabo świadczy o kwalifikacjach szefa polskiej dyplomacji.

Kim jest osoba, która z pożytkiem dla Polski mogłaby zastąpić Radka Sikorskiego? To Jacek Saryusz-Wolski. Ale nie zastąpi. Bo nie uczestniczył w dworskim życiu swojej partii. Nie intrygował, nie wycinał, nie podlizywał się, nie załatwiał kubańskich cygar dla szefa. Podobno bywa opryskliwy i gburowaty. I to ponoć dyskwalifikuje go w oczach partyjnych kolegów – tak przynajmniej odpowiadają politycy PO na pytanie, dlaczego Saryusz jest na uboczu. Ale może to zaleta, a nie wada. Może, gdyby Saryusz-Wolski był ministrem spraw zagranicznych to Polska nie zostałaby – na życzenie prezydenta Rosji - wykopana z grupy negocjacyjnej do spraw Ukrainy. Sikorski dał się z niej wykopać. Najgorsze jest to, że nie wiemy, czy w ogóle stawiał opór. Bo Saryusz-Wolski przynajmniej próbowałby się bronić.

Czytaj także

 0

Czytaj także