KrajImigranci z państw upadłych i społeczne tabu

Imigranci z państw upadłych i społeczne tabu

Uchodźcy w Macedonii
Uchodźcy w Macedonii / Źródło: Flickr / Trollman Capote / Domena Publiczna
Dodano
Zbrodnia dokonana w Rimini jest porażająca. Jednak nie usprawiedliwia to emocjonalnych słów wiceministra sprawiedliwości Patryka Jakiego, zamieszczonych na Twitterze. Wiceminister Jaki napisał: „Za #rimini dla tych bydlaków powinna być kara śmierci. Choć dla tego konkretnego przypadku przywróciłbym również tortury”.

Emocje w przypadku tak ohydnej zbrodni są rzeczą naturalną. Jednak gdy obejmuje się państwowe stanowisko, trzeba sobie z nimi radzić. Nie wolno pisać i mówić tak, jakby się było nadal wolnym strzelcem czy nawet politykiem bez przydziału. Niestety, w polskim rządzie wciąż jest kilka osób, które chyba nie do końca są tej reguły świadome.

Nie chodzi tu zresztą tylko o to, że urzędnik państwowy powinien być z zasady wyważony w słowach bardziej niż jego wyborcy, którzy mają prawo do znacznie ostrzejszego języka, ale też o konkretne szkody, jakie tego typu wypowiedzi mogą przynieść. Wiceminister sprawiedliwości, piszący z aprobatą o karze śmierci (jestem, nawiasem mówiąc, jej zwolennikiem, ale nikt nigdy nie proponował je za gwałt, a jedynie za zabójstwo kwalifikowane) oraz o torturach, daje do ręki potężny argument tym przeciwnikom Polski, którzy chcieliby nas przedstawiać jako kraj ogarnięty niezrozumiałą antyimigrancką obsesją. Daje też argument do ręki obrońcom winowajców w przypadku jakiejkolwiek procedury ekstradycyjnej.

Patryk Jaki popełnił błąd. Zamiast brnąć, powinien za swoje słowa przeprosić, tłumacząc, że poniosły go emocje. Powtarzam: one mogą ponosić zwykłego Kowalskiego, ale nie mogą im ulegać urzędnicy polskiego państwa.

Jest też jednak druga strona medalu. Wielbiciele imigrantów zaczęli już dowodzić, że to kolejny odosobniony przypadek, z którego nie sposób wyciągać jakichkolwiek wniosków, bo przecież gwałty zdarzają się wszędzie, także w Polsce. Tu przypominany jest najczęściej niedawny, wyjątkowo wstrząsający przypadek młodej kobiety z Łodzi, która po kilkudniowej udręce w rękach gwałcicieli, zmarła w szpitalu.

Ci, którzy tworzą takie zestawienia, nie rozumieją, o czym piszą. Imigrantami w Europie – zwłaszcza z ostatniej masowej fali nielegalnej imigracji – rządzą opisane i jasne prawa socjologii, podobnie zresztą jak społeczeństwami Zachodu. Jednym z takich praw jest uznawanie niektórych zachowań za tabu. W większości te tabu mają swoje odbicie w kodeksach karnych. Tak jest z kradzieżami, napadami, gwałtami, zabójstwami. Jednak to właśnie owe tabu – atmosfera powszechnego, dorozumianego braku akceptacji dla określonych zachowań – a nie znajomość kodeksu karnego powstrzymuje na co dzień ludzi przed działaniami bandyckimi. Oczywiście – nie wszystkich i nie zawsze. Z tym że wśród ludzi Zachodu patologie są marginesem i większość nie ma wątpliwości, że należy je potępić. Istnienie tych reguł spaja społeczeństwa.

Wśród imigrantów, spływających do Europy w ostatnich latach, większość to oficjalnie Syryjczycy, ale wiadomo, że jakaś część z nich to oszuści, posługujący się fałszywymi syryjskimi paszportami. Niemała część pochodzi z krajów, gdzie reguły życia społecznego są albo mocno naruszone, albo wprost nie istnieją. W pierwszej grupie są kraje takie jak Kosowo (tu warto przypomnieć, że to bandyckie, mafijne państewko uznał gorliwie Radosław Sikorski), Irak, Albania czy Pakistan. W drugiej kraje takie jak Somalia, Erytrea czy Nigeria.

W Somalii czy Erytrei młodzi mężczyźni (kobiet wśród imigrantów stamtąd niemal nie ma) każdego dnia muszą się szkolić w brutalności, żeby przetrwać – nierzadko z bronią w ręku. Ten bagaż kompletnej społecznej i etycznej abnegacji przywożą z sobą do Europy, gdzie dodatkowo działają dobrze znane, socjologicznie opisane czynniki, jak oddalenie od kraju, poczucie braku skrępowania, a także relatywnej bezkarności. W Somalii za przekroczenie lokalnych reguł gry (brutalnych i nieopartych na zachodniej etyce) dostaje się po prostu kulę w łeb. W Europie skrępowana poprawnością polityczną policja najwyżej kopnie w kostkę, a sąd wsadzi do więzienia, gdzie warunki są lepsze niż u 99 procent Somalijczyków w domach. Czego tu się bać?

Wyobraźmy sobie 20-letniego Somalijczyka, który przez ostatnie pięć lat trudnił się przybrzeżnym piractwem i wymachiwał kałaszem, zabijał, kradł i gwałcił, po czym, chcąc zaznać lepszego życia, skuszony opowieściami o europejskim raju, ruszył na nasz kontynent. Tu dostał podstawowe dobra, ale te lepsze są dla niego niedostępne. Niedostępne są także kobiety. Pytanie o sposób jego zachowania w nowym miejscu uznaję za retoryczne.

Te akurat czynniki mają niewielki związek z wyznawaną religią – to nieco inne zagrożenie (nie znaczy to, że mniejsze). Problemem w tym wypadku jest, że ogromna część nielegalnych imigrantów w Europie nie kieruje się w swoim postępowaniu żadnymi regułami etycznymi. Nie ma tam tabu. To, co w europejskich społeczeństwach jest marginesem, tam jest regułą. To, co na Zachodzie jest potępiane przez większość, tam nie jest potępiane wcale. Nie ma tu żadnego porównania. Wpuszczając do Europy ludzi z państw upadłych albo upadających, wpuszcza się ludzi do cna zdemoralizowanych co do reguły – co zresztą nie jest nawet ich winą, ale też w żaden sposób nie usprawiedliwia dokonywanych przez nich czynów ani nie zmniejsza zagrożenia dla mieszkańców Europy.

Europa, owszem, ma wystarczające środki, żeby podjąć skuteczną kontrakcję. Marynarki wojenne państw UE mogłyby bez większego wysiłku przetrzebić flotę przemytników ludzi – nie na pełnym morzu, ale jeszcze przy brzegach, z których te łodzie wyruszają. Można by sięgnąć po choćby część środków, stosowanych przez rząd Australii, z natychmiastową i bezwzględną deportacją włącznie. Pytanie, dlaczego zamiast tego przyjmuje się groźnych dla nas przybyszów, dlaczego pozwala się na działalność na europejskich brzegach lewackim organizacjom, czekającym z ciepłą herbatką i otwartymi ramionami – to pytanie pozostaje otwarte.

Czytaj także:
Jaki broni swojego wpisu. "Kara śmierci za Rimini. Za Łódź również"

/ Źródło: DoRzeczy.pl
/ api

Czytaj także

O północy z piątku na sobotę (25 na 26 maja) rozpoczyna się cisza wyborcza
[Ustawa z dnia 5 stycznia 2011 r. – Kodeks wyborczy (Dz. U. z 2017 r. poz. 15)], która potrwa do końca głosowania w niedzielę (26 maja). Zakaz obowiązuje także w internecie, w związku z czym, w trakcie ciszy wyborczej w portalu DoRzeczy.pl wyłączona zostanie możliwość dodawania komentarzy.

Czytaj także