KrajRomantyzm i pragmatyzm

Romantyzm i pragmatyzm

Petro Poroszenko (prezydent Ukrainy) i Andrzej Duda (prezydent RP)
Petro Poroszenko (prezydent Ukrainy) i Andrzej Duda (prezydent RP) / Źródło: PAP / Jacek Turczyk
Dodano 16
Od ściany do ściany – tak można byłoby najkrócej i, obawiam się, najtrafniej określić polską politykę wobec Ukrainy.

Rzeczywiście, jeszcze niedawno trudno było sobie wyobrazić, że polski minister spraw zagranicznych potwierdzi istnienie listy Ukraińców, którzy nie zostaną wpuszczeni do Polski ze względu na swoje antypolskie działania (na tej liście jest prawdopodobnie m.in. szef ukraińskiego IPN). Podobnie trudno było przewidzieć, że pod znakiem zapytania stanie wizyta prezydenta Andrzeja Dudy w Kijowie. Równie szokująco dla Polaków muszą brzmieć z kolei wypowiedzi tych ukraińskich polityków, którzy mówią, że obecnie Warszawa traktuje ich gorzej niż Moskwa. Co się stało?

Polska polityka wobec Kijowa od początku, kiedy to doszło do masowych demonstracji na Majdanie w Kijowie, była – sądzę – swoistą mieszaniną sentymentów, romantycznych uniesień oraz faktycznej słabości. Polskie elity – zarówno te rządzące, jak i opozycyjne – bezdyskusyjnie uznały, że w każdej formie niepodległość Ukrainy jest tożsama ze wzrostem bezpieczeństwa Polski. Skoro głównym zagrożeniem dla polskiej państwowości był rozwijający się rosyjski imperializm, to pojawienie się buforu w postaci Ukrainy wydawało się korzystne. Samo to założenie było co do zasady słuszne, jednak problemem była bezwarunkowość poparcia. Tak jakbyśmy zapomnieli, że polityka zagraniczna zawsze jest grą sił i bezwzględne poparcie dla kogokolwiek nigdy niemal nie popłaca. Nie ma wiecznych wrogów i stałych przyjaciół.

Zamiast zatem domagać się od samego początku od władz Ukrainy jasnego i wyraźnego potępienia tendencji nacjonalistycznych, zamiast uczynienia z tego – zerwania z wychwalaniem UPA i kultem Stepana Bandery – podstawowego warunku poparcia dla rządu w Kijowie, Polska postąpiła odwrotnie. Uznano, że nie godzi się domagać spełnienia takich warunków od państwa zagrożonego agresją Rosji. Doniesienia o negatywnych faktach były zatem albo lekceważone, albo – jeszcze gorzej – posłańcy niewygodnych wieści traktowani byli jak wrogowie. Ściślej – jak ruscy agenci, którzy niepotrzebnie i niesłusznie niszczą wielki projekt pojednania.

Popierając w ciemno i bezwarunkowo nowe władze Ukrainy, Polska od samego początku odebrała sobie wszystkie instrumenty nacisku, którymi można byłoby się posłużyć, gdyby rozwój sytuacji na Ukrainie podążył, jak to się właśnie dzieje, w niewłaściwym, z naszego punktu widzenia, kierunku. Zamiast zabezpieczyć się na wypadek konfliktu, uznano, że podobnie jak polska miłość do Ukrainy, tak ukraińska do Polski musi być równie mocna i stała. Dominowała retoryka romantyczna i sentymentalna. Jak można się czegokolwiek domagać od państwa, które walczy o niepodległość? Jak można stawiać jakiekolwiek warunki naszemu największemu sprzymierzeńcowi? Jak można zastanawiać się nad pomocą dla kogoś, kto rzekomo w naszym imieniu powstrzymuje maszerujące już ku Polsce kolumny Putina?

Żeby jedno państwo mogło wywierać skuteczny wpływ na drugie, albo musi mieć znaczących sojuszników zewnętrznych, albo istotną i liczną wewnętrzną grupę przyjaciół w tym drugim państwie. W stosunku do Ukrainy wydaje się, że o tym zapomniano. O ile trudno było – i jest – sobie wyobrazić porozumienie z Rosją, państwem dokonującym agresji na Ukrainę, o tyle czy należało za każdym razem i tak jednoznacznie głosić, że cała racja jest wyłącznie po stronie Kijowa? I czy warto było za każdym razem deklarować, że Rosja jest takim samym zagrożeniem dla Warszawy jak dla Kijowa? To Ukraińcy powinni byli zabiegać o polskie poparcie, to im powinno zależeć na polskich deklaracjach, te zaś powinny zawsze uwzględniać przede wszystkim interes Polski, także mieszkającej na Ukrainie polskiej mniejszości. Poparcie musi mieć zawsze swoją cenę, tyle że w relacjach z Kijowem polskie elity nie potrafiły jej wyznaczyć.

Nie wiadomo też, dlaczego Warszawa w tak niewielkim stopniu, a być może w ogóle, nie zadbała o budowanie swoich wpływów już na samej Ukrainie. Hasłom i deklaracjom o poparciu nie towarzyszyły czyny. Nie potrafiono używać tego, co w tak doskonałym stopniu praktykowali w Polsce Niemcy w latach 80. i 90., czyli miękkich form wpływu na ukraińską opinię publiczną. Brak polskich instytutów kulturalnych, polskich fundacji, polskiej wyraźnej obecności sprawił, że tym łatwiej było budować nową ukraińską tożsamość bez uwzględnienia naszej wrażliwości historycznej. Nie udało się stworzyć, krótko mówiąc, wystarczająco silnej polskiej partii na Ukrainie.

To tym bardziej uderzające, że Polska wciąż cieszy się ogromną sympatią Ukraińców. Dla wielu z nich jesteśmy państwem sukcesu. Być może to ostatni moment, żeby te nastroje wykorzystać politycznie. Ostatnia chwila, żeby dotrzeć do tych Ukraińców, którzy rozumieją, że budowanie własnej niepodległości w oparciu o UPA czy Banderę to droga na manowce. Żeby to osiągnąć, trzeba jednak znacznie więcej pragmatyzmu i realizmu, niż do tej pory pokazali polscy politycy.

Okładka tygodnika Do Rzeczy: 47/2017
Artykuł został opublikowany w 47/2017 wydaniu tygodnika „Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
/ Źródło: DoRzeczy.pl
/ kga
 16
  • zdrowy rozum IP
    Polski, nie zawsze trafiony, romantyzm, kontra ukrainski pragmatyzm Petroszenki, zeby wybudowac fabryke czekolady w Polsce.
    Dodaj odpowiedź 1 0
      Odpowiedzi: 0
    • ewq1213 IP
      Pan redaktor da to Pieczyńskiemu do przeczytania. Bo to również do niego pasuje.
      Dodaj odpowiedź 0 0
        Odpowiedzi: 0
      • Jutyi IP
        Świetny artykuł panie redaktorze, a zwłaszcza akapit o słabości polskiej soft power na Ukrainie. Według mnie Polska budowała swoją soft power na Ukrainie w oparciu o naiwną tezę, że państwo nastawione antyrosyjsko musi być automatycznie propolskie i nie zadbała o to, żeby projekty promujące poparcie dla UE na Ukrainie brały pod uwagę również polski interes. W efekcie tej ślepej polityki, Polska przyciągnęła do siebie ukraińskich naukowców, publicystów i pisarzy o antyrosyjskich, ale również nacjonalistycznych poglądach, którzy będąc związani mocno z naszym krajem, jednocześnie są piewcami UPA. A w tej chwili publicznie krytykują Polskę za protesty przeciwko gloryfikacji banderowców na Ukrainie. Trudno o większą porażkę tej polityki. Szkoda, że Polska przedkłada naiwne romantyczne sentymenty nad real politik.
        Dodaj odpowiedź 9 0
          Odpowiedzi: 0
        • Jooma IP
          Polska ma niewiele do powiedzenia w polityce o ukrainie. Amerykanie rozdaja karty i pieniadze. Ostatnio zatwierdzono 350 milionow dolarow na sprzet wojskowy dla rezunow. Cieszmy sie ze to na razie przeciwko Rosji - aby. Realnie robimy i tak duzo bez zbytniego denerwowania USA ale nie wiem jak dlugo
          Dodaj odpowiedź 6 0
            Odpowiedzi: 1
          • Zuber IP
            Podczas spotkania Komitetu Konsultacyjnego Prezydentów RP i Ukrainy w Krakowie strona polska obiecała Ukraińcom odbudowę zniszczonych pomników UPA w Polsce – twierdzi zastępca szefa kancelarii prezydenta Ukrainy Konstiantyn Jelisejew, który przewodniczył ukraińskiej delegacji podczas rozmów w Krakowie.
            Dodaj odpowiedź 4 10
              Odpowiedzi: 0
            • Obserwator IP
              Kiedy nie wiesz jak się zachować, zachowuj się przyzwoicie.
              Dodaj odpowiedź 9 0
                Odpowiedzi: 0
              • Marcin IP
                Jaka "polska polityka wobec Ukrainy", jest cos takiego wogole? Chaotyczne wypowiedzi i jeszcze bardziej chaotyczne dzialania kazdego kto ma na to ochote, konflikty, obrazanie i obrazanie sie oraz wykorzystywanie narodowych resentymentow na uzytek wewnetrzny - to jest dzisiejsza polityka zagraniczna Polski wobec kazdego.

                A co do Ukrainy, dokladnie to co na Ukrainie dzieje sie tez w Polsce, oni maja UPA my zolniezy wykletych
                Dodaj odpowiedź 4 21
                  Odpowiedzi: 1
                • Oczywistaoczywistosc IP
                  "Nie potrafiono używać tego, co w tak doskonałym stopniu praktykowali w Polsce Niemcy w latach 80. i 90., czyli miękkich form wpływu na ukraińską opinię publiczną."
                  ________________________________________________
                  Całkowita zgoda. We współczesnym swiecie "miękkie formy wpływu na opinie publiczna" sa absolutnie najskuteczniejszym narzędziem budowania zgody, zrozumienia i porozumienia miedzy narodami. Kłopot w tym, ze to jest ostatnia rzecz, ktora pasuje do temperamentu PiS (ktory celuje w defiladach, tromtadracji i sztandarach). Sa jednak pozytywy. Jeśli jest prawdziwa pretensja posla Kukiza, ze "Ukrainiec wystarczy, ze przyjedzie do Polski na kilka miesiecy legalnie pracowac tuz przed emerytura, to dostaje potem polska emeryture takze za okres pracy na Ukrainie" - to znaczyloby, ze nie jest zle. We Francji setki tysiecy przybyszow z Margrebu i Afryki pobieraja podstawowe swiadczenie spoleczne, ktore kazdemu sie nalezy, jesli nie pracuje, pod warunkiem ze mieszka sie we Francji, a oni czesto mieszkaja jedna noga we wlasnym kraju. Francuzi o tym wiedza, a jednak placa (przymykajac na oko na liczne naduzycia). Tak kupuje sie bowiem, globalnie za niezbyt wygorowana cene (nawet jesli sa to dzisiatki milionow euro), przychylnosc, sympatie, a przede wszystkim wlasne wplywy w sasiedzkich krajach. Najtrwalsze, bo zakorzenione w spoleczenstwach. Dla polskiego ucha taka sytuacja jest w pierwszym odruchu nie do zaakceptowania (wszystko ma byc czarno-biale), ale proponuje sie nad tym zastanowic. Tym bardziej, ze w podobny sposob Niemcy kolonizowali nasze dusze przyznajac nam zasilki u siebie, tez czesto przymykajac oko na naduzycia. Wiec czemu nie mamy teraz ruszyc w podobny sposob na podboj ukrainskich dusz? A sprzyja temu ukrainska obecnosc w Polsce (no i koniuntura ekonomiczna w Polsce). Skoro zarejstrowanych jest ponad pol miliona prawcownikow z Ukrainy, to de facto jest ich pewno dwa razy wiecej. Row niecheci naszego spoleczenstwa do niemieckiego, jako sie juz rzeklo, zasypany zostal przez nasze wypady na saksy w Niemczech. Z Ukraina jest lepiej, gdyz takiego glebokiego rowu niecheci - jaki istnial z Niemcami - nie ma. Fakt, po obu stronach, sa srodowiska, ktore intensywnie pracuja nad jego wykopaniem - i to one moga wszystko zepsuc i zniszczyc. Ale spoleczenstwa polskie i ukrainskie same z siebie wojny nie wywolaja. Wspolne interesy ekonomiczne moga tylko integracje budowac. I tym zdaniem w sztambuch red. Lisickiego na koniec ku pamieci sie wpisuje.
                  Dodaj odpowiedź 10 5
                    Odpowiedzi: 0
                  • Zuber IP
                    Główne rezuny upainy chwalą się w ichniej tv że znają listę nongratów i będą ja "optymalizować ". Śmieją się z tego.
                    Dodaj odpowiedź 15 1
                      Odpowiedzi: 0
                    • solozzo IP
                      Z polskiego punktu widzenia, jeżeli Ukraina ma być banderowska, to lepiej żeby nie istniała w ogóle albo została podzielona na kilka mniejszych, niegroźnych państewek.
                      Dodaj odpowiedź 35 3
                        Odpowiedzi: 0
                      • tymczasem IP
                        Rumunia może być w przyszłości liderem centralnej Europy.

                        Prezydent Rumunii Klaus Iohannis: zbliżenie Rumunii z Grupą Wyszehradzką jest dziś nierealne, mamy całkowicie odmienne opinie na temat przyszłości Europy
                        19. Nov. 2017 

                        Warto też pamiętać, że Rumunia ma dziś najwyższy wzrost gospodarczy w UE. Ostatni odczyt: prawie 9%! Dużo wyższy niż w PL.
                        Czyli trójmorze ch u  j strzelił .Tylko ojcowie narodu z PiSu nic o tym nie wiedzą .
                        Dodaj odpowiedź 13 15
                          Odpowiedzi: 2
                        • qwerty IP
                          "O ile trudno było – i jest – sobie wyobrazić porozumienie z Rosją, państwem dokonującym agresji na Ukrainę" jakoś USA atakujące Afganistan, Irak, Libię i Syrię a teraz grożące Korei PŁn nie jest przeszkodą w "porozumieniu". POpisiory popieraja w ciemno wszystkie amerykanskie wojny czego przyczyną jest kryzys imigracyjny w Europie.
                          Dodaj odpowiedź 21 7
                            Odpowiedzi: 0

                          Czytaj także