KrajGdzie latał Borusewicz?

Gdzie latał Borusewicz?

Dodano
"Parlamentarne biuro podróży" to nie tylko problem szeregowych posłów. Za pieniądze podatnika lubi polatać sobie marszałek Senatu Bogdan Borusewicz (PO).

O nadużyciach związanych z zagranicznym podróżowaniem posłów i senatorów w kuluarach Sejmu było głośno od dawna. Można tylko żałować, że dziennikarze mainstreamowych mediów sprawą zainteresowali się dopiero w kampanii wyborczej i dopiero wtedy, gdy sprawa zaczęła dotyczyć posłów PiS. Z drugiej strony lepiej późno, niż wcale. I oby sprawa nie rozeszła się po kościach, bo problem nie sprowadza się do Adama Hofmana, Mariusza Antoniego Kamińskiego i Adama Rogackiego, nie sprowadza się wyłącznie do szeregowych posłów. 

Za pieniądze podatnika, o czym informowaliśmy już półtora roku temu - bo 1 lipca 2013 r, w tygodniku "Do Rzeczy" lubi sobie podróżować Bogdan Borusewicz (PO) marszałek Senatu. 

"Do Rzeczy" pisało wówczas, że 1 lipca 2013 roku, według stanu na koniec czerwca 2013 r, w 30 ostatnich miesiącach marszałek Senatu Bogdan Borusewicz 38 razy latał za granicę na koszt podatników. Według urzędników, wyprawy marszałka kosztowały około 90 tys. zł. W rzeczywistości cena eskapad Borusewicza mogła wynieść nawet 10 razy więcej. Dlaczego? Bo w odpowiedzi na pytanie o koszty podróży Borusewicza jego urzędnicy podali tylko wysokość kwoty, jaka została zapłacona ze środków, którymi dysponuje marszałek. Tymczasem większość podróży Borusewicz odbył rządowym samolotem, za który on sam fizycznie płacić nie musiał. Stąd wyliczenia urzędników kancelarii wyglądają kuriozalnie. Wliczając w podróże koszty lotu i eksploatacji rządowego samolotu, wojaże marszałka mogły kosztować podatnika nawet 900 tys. zł. Borusewicz za każdym razem podróżował jako przedstawiciel Senatu RP.
Wówczas, temat za "Do Rzeczy" podjął jedynie dziennik "Fakt". Nikt z kierownictwa PO, nikt z Prezydium Senatu nie zdecydował się wówczas zbadać sprawy i zasadności podróży Bogdana Borusewicza.
...
/ dtc

Czytaj także

 0

Czytaj także