Leszek Miller o relacjach polsko-ukraińskich: Najgorsza jest hipokryzja

Leszek Miller o relacjach polsko-ukraińskich: Najgorsza jest hipokryzja

Dodano: 55
Leszek Miller, b. premier
Leszek Miller, b. premier / Źródło: PAP / Marcin Obara
Jeżeli doktryna Giedroycia dalej jest doktryną polskiej polityki zagranicznej, to oczywiście pana Parysa spotkają jakieś konsekwencje – stwierdził w rozmowie z DoRzeczy.pl Leszek Miller. W ocenie byłego premiera, wypowiedź Jana Parysa na temat Ukrainy to prawidłowa ocena sytuacji.

DoRzeczy.pl: Słowa Jana Parysa na temat Ukrainy wywołały wczoraj prawdziwą burzę w mediach społecznościowych. Pośród wielu negatywnych komentarzy, Pan jako jeden z nielicznych stanął w jego obronie. Dlaczego w Pańskiej ocenie były to właściwe słowa, dlaczego należało je powiedzieć?

Leszek Miller: Uważam, że ocena Jana Parysa jest właściwa, bo – jak rozumiem – on po prostu powiedział tyle, że Ukraina bardziej potrzebuje Polski, bo Polska bez Ukrainy sobie poradzi; i że politycy ukraińscy niesłusznie traktują nas jako kraj słaby, izolowany w Europie. Oczywiście, lepiej dla Polski, jeśli Ukraina jest silnym i praworządnym państwem, jednak nasz kraj będzie istniał niezależnie od tego, co dzieje się u naszego wschodniego sąsiada. Doktryna Giedroycia uformowana jeszcze w latach 60. ubiegłego stulecia – zwłaszcza po tym, jak weszliśmy do NATO i Unii Europejskiej jest anachroniczna. Ja całkowicie ten punkt widzenia podzielam.

Jak w takim razie ustosunkuje się Pan premier do argumentów, mówiących że tego rodzaju stwierdzenia to realizacja scenariusza Kremla czy "puszczanie oka" do Władimira Putina?

To są ulubione argumenty części polskich polityków i publicystów. To właściwie taki szantaż: Nie wolno mówić prawdy, bo jak powiecie to zostaniecie oskarżeni o to, że działacie na rękę Putinowi. Nie wolno takiemu szantażowi ulegać i kiedy mamy taką ocenę, jak Parys, to trzeba po prostu o tym mówić. Niezależnie od tego co się powie, zawsze jednym się to spodoba, innym nie. No i trudno. My mamy przede wszystkim kierować się polskim interesem, polską racją stanu, a nie racjami ukraińskimi. Niestety ta doktryna Giedorycia, którą polskie elity przez długi czas się kierowały i myślę, że dalej się kierują, doprowadziła do tego, że interesy obcego państwa stawia się wyżej niż interesy własnego państwa. Tak przecież nie może być.

Patrząc na i tak trudne relacje z Ukrainą, czy słowa te nie zaostrzą tych stosunków jeszcze bardziej?

Uważam, że te relacje są już tak zaostrzone, że tu już nic ostrzejszego nie będzie. Mam tylko nadzieję, że minister Waszczykowski nie odetnie się od słów swojego współpracownika, bo to byłby dopiero problem wewnętrzny. To jest jednak naprawdę dziwne, że polskie władze tolerują sytuację, w której na Ukrainie kwitnie najbardziej agresywny antypolski nacjonalizm, że czci się zbrodniarzy i ludobójców, że widzi się tam weteranów nie tylko UPA, ale i SS Galizien. Nie może tak być, że się na to nie reaguje. Najwyższy czas, żeby polski premier, polski prezydent i polski minister spraw zagranicznych się obudzili. Waszczykowski ostatnio powiedział parę rzeczy, które należy przyjąć z uznaniem.

Ale głos Jana Parysa chyba jest jednak pierwszym tak mocnym w tym temacie…

Tak, chociaż pamiętam, że i Jarosław Kaczyński powiedział w ubiegłym roku, że z Banderą Ukraina nie wejdzie do Unii Europejskiej. Najgorsza jest hipokryzja. Bo jeżeli ważnym punktem polskiej polityki jest teza, że działamy na rzecz Ukrainy, która niedługo wejdzie do Unii Europejskiej czy NATO, to przecież wszyscy wiedzą, że to nieprawda. Ale Polacy, a także i Bruksela uparcie te rzeczy powtarzają. To jest hipokryzja, która nie powinna mieć miejsca. Więc jeżeli z Polski płyną od czasu do czasu jakieś słowa prawdy, to bardzo dobrze.

Po nagłośnieniu tej wypowiedzi w mediach, wielu komentatorów domagało się odwołania go z funkcji szefa Gabinetu Ministra Spraw Zagranicznych. Sam resort miał wyrazić zaskoczenie tymi słowami. Myśli Pan Premier, że są możliwe jakieś konsekwencję?

Jeżeli doktryna Giedroycia dalej jest doktryną polskiej polityki zagranicznej, to oczywiście pana Parysa spotkają pewnie jakieś konsekwencje. Ale zobaczymy. Za dzień, za dwa przekonamy się. W każdym razie, jeżeli Parys poniósł jakieś konsekwencje, to będzie świadectwo, że poniósł konsekwencje za prawidłową ocenę sytuacji i za właściwe słowa, które zostały powiedziane.

Czytaj też:
Jan Parys: Istnienie Ukrainy nie jest niezbędnym warunkiem istnienia wolnej Polski

Rozmawiała: Anna M. Piotrowska
Źródło: DoRzeczy.pl
+
 55
Czytaj także