KrajNo co ty? Przecież to nasz!

No co ty? Przecież to nasz!

Dodano

Po wstrząsającym materiale tygodnika „Wprost” o telewizyjnej prezenterce napastowanej przez swojego przełożonego w mediach zaroiło się od ostrych komentarzy jej koleżanek dziennikarek, znanych feministek, posłanek lewicy. Wszystkie jednym głosem mówiły o niebywałym skandalu, domagając się ujawnienia nazwiska owego potwora, pracującego w „jednej z telewizji komercyjnych”. By poddać go zasłużonemu – zawodowemu i społecznemu – ostracyzmowi. Pojawiły listy protestacyjne, apele, a postępowi publicyści prześcigali się w potępianiu ekscesów „samczej kultury”.

Oczywiście nic takiego się nie wydarzyło. Być może dlatego, że wszyscy od początku się domyślali, o którą dziennikarkę chodziło, o którego szefa i o którą telewizję. A uderzenie akurat w tę stację i w tego konkretnego dziennikarza erotomana oznaczałoby, iż ktoś musiałby się wznieść ponad środowiskowe podziały. Powiedzieć coś niemiłego na temat kolegi z salonowej kanapy. Wykazać się odwagą i resztą kręgosłupa. Albo przynajmniej resztkami przyzwoitości.

Nic takiego jednak się nie wydarzyło, gdyż nie można było przyłożyć pałką tym, którym przykłada się zazwyczaj. Nie można było się oburzyć bez ryzyka, iż towarzysze i towarzyszki z saloniku nie kopną nierozważnego moralisty w kostkę pod stołem: „No co ty? Przecież to nasz!”. A skoro nasz, to należy sprawę przemilczeć, przeczekać, a już na pewno nie przykładać do niej tych samych miar, które stosujemy do prawicowej i katolickiej tłuszczy, która – jak przecież powszechnie wiadomo – cechuje się niezgłębioną hipokryzją.

A nasza hipokryzja? Cóż, nasza hipokryzja jest po prostu tamą, która zatrzyma kaczyzm. Jasne?

Okładka tygodnika Do Rzeczy: 7/2015
Cały wywiad opublikowany jest w 7/2015 wydaniu tygodnika „Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
/ dtc
 0

Czytaj także