KrajKomorowski o polowaniach: Uczestniczę w pewnych miłych sytuacjach

Komorowski o polowaniach: Uczestniczę w pewnych miłych sytuacjach

Dodano 2
Bronisław Komorowski przyznal w czwartkowym wywiadzie dla „Faktów po faktach”, że nadal bierze udział w polowaniach. – Poluję z synami, z zięciem, przyjaciółmi, ale to nie musi oznaczać strzelania. Uczestniczę w pewnych miłych sytuacjach, ale wie pan, to jak piwo bezalkoholowe – powiedział prezydent.

Tym samym Komorowski postawił w trudnej sytuacji swoich urzędników, którzy mijali się prawdą zaprzeczając informacjom podanym przez nas w styczniu tego roku. – To political fiction. Trudno, żeby Kancelaria Prezydenta komentowała fantazje redaktora Gmyza – mówiła Joanna Trzaska-Wieczorek z Kancelarii Prezydenta po ujawnieniu przez „Do Rzeczy”, że prezydent nie dotrzymał obietnicy złożonej w kampanii 2010 roku.

– To nie jest podobne do prezydenta Komorowskiego, żeby on coś chyłkiem po nocy robił. Moim zdaniem gdyby ta pasja była w nim aż tak silna, żeby doprowadzić do zmiany tego słowa, to na pewno by o tym powiedział – mówił z kolei Tomasz Nałęcz w ubiegłym roku, kiedy o prezydenckich polowaniach napisał „Fakt”

Sam prezydent też w tej sprawie oszczędnie gospodaruje prawdą. Twierdził, że informację o jego rezygnacji z polowań ogłosił nie on a jego sztab. Nie jest to prawdą. To słowa wypowiedziane przez samego Komorowskiego wypowiedziane w 2010 w Hajnówce po tamtejszych Dniach Muzyki. – Dostałem od dzieci i wnuków aparat fotograficzny z taką prośbą, bym przestał polować, a zaczął robić zwierzętom zdjęcia. Spróbuję się do tej prośby zastosować – powiedział prezydent.

Dziś przypominamy obszerne fragmenty tekstu, który w styczniu br. ukazał się na łamach „Do Rzeczy”.

Komorowski znowu poluje


Najpierw pojawia się helikopter z biało-czerwoną szachownicą, potem słychać ujadanie psów i strzały z broni myśliwskiej. Dziennikarskie śledztwo „Do Rzeczy” wykazało, że prezydent nie zrezygnował z łowiectwa

– Namawiałem prezydenta Bronisława Komorowskiego, by – tak jak ja – przestał polować. Cóż, nawet nie będę mówił z jakim skutkiem – stwierdził. Jak ustalił tygodnik „Do Rzeczy”, prezydent Komorowski nadal bierze udział w polowaniach. Z naszego dziennikarskiego śledztwa wynika, że organizuje je dla prezydenta firma Biuro Polowań Niwa Jerzy Golbiak. – Ludzie robią z igły widły. Jeśli to ma być dowcip, to nieciekawy – zaprzecza w rozmowie z „Do Rzeczy” wyraźnie podenerwowany Golbiak. Jednak zupełnie co innego mówią mieszkańcy miejscowości Krzesk- -Królowa Niwa, gdzie mieści się Biuro Polowań Niwa. Proszą o zachowanie w tajemnicy ich nazwisk, ale o polowaniach opowiadają chętnie. – Wiele razy widzieliśmy tu helikopter z biało-czerwoną szachownicą. Wkrótce potem słyszeliśmy z lasu odgłosy polowania, czyli ujadanie psów i strzały z broni myśliwskiej – opowiada mieszkaniec miejscowości. Komorowski do Krzeska zaczął przyjeżdżać, zanim jeszcze został prezydentem. Wówczas nie robiono z tego takiej tajemnicy jak teraz. Mieszkańcy nawet opowiadają, że jako marszałek interweniował w sprawie budowy jednej z dróg na terenie gminy. Z tego powodu przez niektórych zwana jest żartobliwie Marszałkowską. Kiedy został prezydentem, polowania nie ustały, lecz otoczono je tajemnicą.

Nadlatuje helicopter

Jerzy Golbiak ma olbrzymią posiadłość widoczną z drogi krajowej numer dwa. Naprzeciw niej znajduje się kolejna należąca do niego posiadłość. Na skraju posesji stoi zabytkowy, pięknie odrestaurowany wiatrak. W środku urządzono pokoje gościnne. Starannie zadbano o zachowanie wszelkich elementów konstrukcyjnych i mechanicznych tego dzieła techniki. Ozdobą jest obszerny barek urządzony z olbrzymiej przeciętej na pół beczki. Wiatrak z drogi krajowej jest niewidoczny. Golbiak nie chwali się nim też na stronie internetowej swojego biura polowań. Przytulony do lasu zapewnia dyskrecję. Można za nim zaparkować samochody, które także nie będą widoczne z drogi. To prawdopodobnie właśnie tam zatrzymuje się prezydent. Mieszkańcy wskazują dwa miejsca, w których ląduje helikopter przewożący najważniejsze osoby w państwie. Jedni twierdzą, że maszyna siada na nieczynnym już byłym lotnisku wojskowym w Krzewicy odległej od Krzeska o około 5 km. Inni widzieli helikopter lądujący na polach nieopodal wsi Grochówka. Zapowiedzią wizyty prezydenta jest też sygnał, jaki z Biura Ochrony Rządu otrzymują pobliskie szpitale. Funkcjonariusze proszą, by zabezpieczyły one na czas wizyty dwie jednostki krwi grupy, jaką ma właśnie głowa państwa.

Tajemniczy organizator

Same polowania otoczone są tajemnicą. Wiadomo, że okolica obfituje między innymi w dziki. Miejscowi twierdzą też, że Golbiak ma sprowadzać zwierzynę płową z OHZ, czyli Ośrodek Hodowli Zwierzyny. OHZ prowadzone są przez lasy państwowe. Hoduje się w nich zwierzęta w stanie półdzikim, między innymi regularnie je dokarmiając. Są one o wiele łatwiejsze do upolowania, bo bardziej ufne i mniej bojące się ludzi. Golbiak w Krzesku uchodzi za osobę majętną i raczej nie cieszy się sympatią. Skupuje w okolicy nieruchomości. Na drugim końcu wsi urządził masarnię, która specjalizuje się w wyrobach z dziczyzny. – Osobiście słyszałem, jak się chwalił, że zaopatruje Pałac Prezydencki – mówi jeden z mieszkańców. Mieszkańcy nie potrafią w sposób jednoznaczny wskazać źródeł pochodzenia jego majątku. Pamiętają, że swego czasu miał bar, który jednak się spalił. Inni twierdzą, że dorobił się na handlu z państwami postsowieckimi i ma bardzo rozległe znajomości w Rosji. Poniekąd potwierdza to jego strona internetowa. Wynika z niej, że jego firma organizuje polowania między innymi na niedźwiedzie na Kamczatce, w okręgu twerskim, a także na terenach państw pozostających w orbicie wpływów rosyjskich – Kirgizji, Tadżykistanu czy Osetii. – W PRL tzw. polowania dewizowe były pod ścisłą kontrolą służb specjalnych. W Rosji tak pozostało do dziś. Nie ma mowy, by ktoś przypadkowy mógł tam organizować polowania na niedźwiedzie. Żeby móc urządzać takie polowania, trzeba mieć naprawdę bardzo dobre znajomości – mówi nam jeden z myśliwych. Prosi, by nie wymieniać jego nazwiska, bo Polski Związek Łowiecki to też przechowalnia ludzi służb specjalnych.

Kampania i łowy

O samych polowaniach wiadomo niewiele. Ochrona prezydencka podczas pobytu głowy państwa w okolicy jest bardzo dyskretna, właściwie niewidoczna. Bronisław Komorowski ograniczył ją zresztą do minimum jeszcze za rządów Donalda Tuska. Nieoficjalnie wiadomo, że Komorowski nie przepada za liczną ochroną, bo funkcjonariusze są świadkami spotkań, które prezydent chce zachować w tajemnicy.

Łowiecka pasja prezydenta była jednym z najpoważniejszych wyzwań podczas ostatniej kampanii prezydenckiej. Sztab wyborczy robił wszystko, by w czasie jej trwania nie wyszło na jaw żadne zdjęcie Komorowskiego z martwym zwierzęciem. Media sprzyjające kandydaturze Komorowskiego w starciu z Jarosławem Kaczyńskim temat ten przemilczały. Jedyne pytanie, jakie udało się w tej sprawie zadać, padło z ust Roberta Mazurka w rozmowie z rzeczniczką sztabu Małgorzatą Kidawą-Błońską. Warto przytoczyć ten dialog. „– Bronisław Komorowski też ma zwierzęta. Głównie wypchane. – Nie ma wypchanych zwierząt. – Wiem, ma psa. Jest myśliwym. – Proszę pana, myślistwo jest z człowiekiem związane od początków naszej historii! Ludzie tak zdobywali pożywienie. – Chce pani powiedzieć, że marszałek poluje z głodu? Profesor Środa mówi po prostu, że Kaczyński zwierzęta kocha, a Komorowski kocha je zabijać”. Nawiasem mówiąc, rzecznik nie do końca mówiła prawdę. Komorowski dwa lata po wyborach w rozmowie z „Faktem” przyznał bowiem, że ma trofea myśliwskie i wiszą one w jego prywatnym gabinecie urządzonym w Belwederze. Dopiero po kampanii wyborczej usiłowano elektorat oswoić z myśliwską pasją głowy państwa. TVP wyprodukowała nawet film, w którym przyjaciele Komorowskiego opowiadali o łowieckim hobby prezydenta. Tabloidom udało się dotrzeć do archiwalnych zdjęć Komorowskiego ze zwierzyną i podawały one, że Komorowski wrócił do polowań. Nie udało im się jednak ustalić żadnych bardziej szczegółowych informacji. Jednak wiadomość o tym, że Komorowski znów poluje, nie została zdementowana.

Do zamknięcia numeru [tamtego –red.] Kancelaria Prezydenta nie odpowiedziała na wysłane przez „Do Rzeczy” pytania. •

Okładka tygodnika Do Rzeczy: 2/2015
Cały artykuł dostępny jest w 2/2015 wydaniu tygodnika „Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
/ atr
 2
  • niepatriota IP
    Przyganiał kocioł garnkowi. Biorąc pod uwagę upodobania ministra Szyszki i jego projekty nowelizacji prawa łowieckiego to myśliwy Komorowski jest małym Pikusiem. (Szyszko proponuje aby myśliwi mogli wyprosić z lasu każdego, nawet właściciela prywatnego lasu pod pretekstem utrudniania polowania)
    Dodaj odpowiedź 3 8
      Odpowiedzi: 1

    Czytaj także