KrajJaka brzydka katastrofa

Jaka brzydka katastrofa

Dodano
Platformie chodzi o to, żeby w czasie kampanii wyborczej mieć sterowną politycznie telewizję. I ma, bo prezes Janusz Daszczyński jej to gwarantuje

Media publiczne to olbrzymie pieniądze do przerobienia „dla swoich” i znaczne wpływy polityczne. Nic więc dziwnego, że ich obsada zawsze budzi emocje. Jeszcze parę miesięcy temu wydawało się, że wicepremier Tomasz Siemoniak (PO) i Włodzimierz Czarzasty (SLD) uzgodnili wszystko, co trzeba. Miała być kontynuacja zarządów TVP i Polskiego Radia SA z reprezentacją w każdym z nich trzech partii: PO, SLD i PSL, czyli układ, który od wielu lat – z wyjątkiem czasów rządu PiS – rządzi mediami w Polsce. Rady nadzorcze TVP i Polskiego Radia wykonały zlecone im przez polityków zadanie, oczywiście nazywając to „konkursami”. Jednak formalnie rzecz biorąc, decyzje rad nadzorczych musi zatwierdzić Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji. W niej jest taki sam układ partyjny: PO, SLD i PSL, ale interesy okazały się nieco inne. Przewodniczący KRRiT Jan Dworak to kość z kości i krew z krwi człowiek środowiska filmowych producentów. A środowisko to chciałoby samo rządzić telewizją, zwłaszcza jej pieniędzmi, oczywiście pod szczytnymi hasłami misji publicznej. W Polskim Radiu też jest tort finansowy do zagospodarowania, gdyż można za olbrzymie publiczne pieniądze na przykład robić cyfryzację, z której jeszcze przez kilkadziesiąt lat nie będzie żadnych korzyści dla słuchaczy. Nikt przecież nie kupi drogich odbiorników cyfrowych, skoro UKF zapewnia znakomitą jakość dźwięku. Jednak zaprzyjaź- nione firmy na cyfryzacji się utuczą. Coś mi się wydaje, że te kwestie to całkiem niezły temat dla CBA? (...)

Okładka tygodnika Do Rzeczy: 31/2015
Cały artykuł dostępny jest w 31/2015 wydaniu tygodnika „Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
/ dtc
 0

Czytaj także