KrajZ "Do Rzeczy" przechodzę do rzeczy

Z "Do Rzeczy" przechodzę do rzeczy

Dodano

Sprawa jest kłopotliwa, bo wprawdzie kilka razy w życiu witałem się i żegnałem z czytelnikami różnych gazet oraz tygodników, lecz nigdy nie na zawsze.

Sprawa jest poważna, gdyż ciężko przychodzi pożegnać się z zawodem uprawianym od ponad 20 lat.

Opuszczam pokład "Do Rzeczy" i zaczynam pracę w Kancelarii Prezydenta RP. Nie była to łatwa decyzja - zdaję sobie sprawę, że do mojego ukochanego zajęcia powrotu już nie ma. Kto wie, może kiedyś napiszę jeszcze jakiś tekst, jako "autor zewnętrzny" i "urzędnik". Po odpowiednim stępieniu stalówki, rzecz jasna... Zresztą, któż miałby ochotę na czytanie wynurzeń biurokratów?

Żegnam się z moimi kolegami, z którymi przeżyłem w ostatnich latach fantastyczną, intelektualną przygodę, przechodząc szlak bojowy od "Rzeczpospolitej", przez "Uważam Rze", po "Do Rzeczy": Pawłem Lisickim, Piotrkiem Semką, Rafałem Ziemkiewiczem, Piotrkiem Gabryelem, Czarkiem Gmyzem. I wieloma innymi, których zachowam w serdecznej pamięci.

Żegnam się z Wami, drodzy Czytelnicy. Podkreślam z całą mocą: wszystkie błędy faktograficzne, literówki i grafomańskie akapity biorę na siebie. W szczególności chciałbym przeprosić wszystkich tych, którzy zmuszali się do czytania moich tekstów o Unii Europejskiej, o kryzysie wspólnej waluty, o Barroso, Schulzu, o Junckerze i Ciprasie. W ramach pokuty obiecuję, iż raz jeszcze przeczytam traktat lizboński.

Nadal wierzę, że dobre, profesjonalne, uczciwe dziennikarstwo ma przyszłość. Jestem przekonany, że publicyści piszący o stosunkach międzynarodowych, z którymi czułem zawsze szczególną więź - niezależnie od sporów naszych macierzystych redakcji - wciąż będą znajdować wiernych, chłonnych wiedzy czytelników. Ja na pewno będę do nich należał.

W nowej roli skupię się na skromnym odcinku kształtowania - głównie za granicą - dobrego wizerunku Polski oraz prezydenta, jako jej najwyższego przedstawiciela. Trzymajcie kciuki.

/ dtc
 0

Czytaj także