KrajNiezłomny

Niezłomny

Dodano
W liceum pierwszy raz trafił za kratki – za działalność antysocjalistyczną. Drugi raz chciano go wsadzić w wolnej Polsce – za walkę z korupcją. Po ułaskawieniu przez prezydenta Mariusz Kamiński wraca do gry.

Nie ma w nim żadnego rysu kombatanctwa, choć przecież ma się czym pochwalić. Woli jednak żyć teraźniejszością i wybiegać w przyszłość – tak o Mariuszu Kamińskim mówi Andrzej Papierz, polski konsul generalny w Ałma Acie w Kazachstanie. Znają się od czasów wspólnej działalności w Niezależnym Zrzeszeniu Studentów na Uniwersytecie Warszawskim.

Jednak opozycyjna działalność Kamińskiego nie zaczęła się od NZS. Pierwszy raz za kraty trafił jeszcze w liceum za działalność w Samodzielnej Grupie Konspiracyjnej „Gniew”. Była to jedna z wielu organizacji młodzieżowych skupiających ludzi zbyt młodych na to, by działać w NZS, a tym bardziej w Solidarności. Służba Bezpieczeństwa zarejestrowała Kamińskiego 20 lipca 1981 r. do Sprawy Operacyjnego Rozpracowania „Pomnik”. Chodziło o napis „o treści antyradzieckiej”, jaki Kamiński zamieścił na pomniku Armii Czerwonej na cmentarzu sowieckim w rodzinnym Sochaczewie. Napis ten brzmiał: „Katyń pomścimy”. Miał wtedy niespełna 16 lat. Stanął przed sądem rejonowym. Dostał rok poprawczaka w zawieszeniu.

Dzień przed wprowadzeniem stanu wojennego Służba Bezpieczeństwa założyła Kamińskiemu tzw. kwestionariusz ewidencyjny, któremu nadała kryptonim Marek. W takich teczkach gromadzono informacje o tzw. figurantach, czyli osobach rozpracowywanych przez bezpiekę. Kamiński uniknął internowania tylko dlatego, że był zbyt młody. SB, zakładając mu kwestionariusz, podejrzewała, że mimo stanu wojennego może działać przeciw komunistycznym władzom. W ramach tej sprawy Kamiński był inwigilowany do stycznia 1988 r. (...)

Okładka tygodnika Do Rzeczy: 49/2015
Cały artykuł dostępny jest w 49/2015 wydaniu tygodnika „Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
/ dtc
 0

Czytaj także