Stankiewicz: Po wyborach Jarosław Kaczyński może zastąpić Morawieckiego

Stankiewicz: Po wyborach Jarosław Kaczyński może zastąpić Morawieckiego

Dodano: 284
Andrzej Stankiewicz
Andrzej Stankiewicz / Źródło: PAP / Marcin Obara
Budowany przez Kaczyńskiego plan sukcesji, w którym twarzą PiS po odejściu prezesa byłby Morawiecki, a takim drugim przywódcą, bardziej z boku byłby Joachim Brudziński, poważnie się zachwiał. Na pewno będzie rozgrywka w obozie rządzącym. Jak się zakończy, zobaczymy po wyborach. Ale zmiany na stanowisku premiera wykluczyć nie można – mówi portalowi DoRzeczy.pl Andrzej Stankiewicz, publicysta Onet.pl.

Czy kryzys wizerunkowy premiera po publikacji taśm został już opanowany?

Andrzej Stankiewicz: Gdzie tam opanowany! Coś pękło, coś się skończyło. Morawieckiemu trudno będzie prezentować się teraz jako ktoś, kto z orbity kosmicznej zjawił się w Polsce wraz ze zwycięstwem PiS na białym koniu. Ciężko mu będzie krytykować Platformę Obywatelską. Bo z taśm wyraźnie wynika, że był z tą Platformą wcześniej posplatany. Używał dokładnie takiego samego języka, jak goście z Platformy. Planował dokładnie takie deale, jak goście z Platformy. Dziś jest o wiele mniej dla własnego elektoratu wiarygodny. Proszę zwrócić uwagę, że odkąd wypłynął temat taśm premier ani razu nie zaatakował tak mocno Platformy Obywatelskiej. Jest jeszcze jedna kwestia.

Jaka?

Premier mocno traci w elektoracie socjalnym. Słowa o pracy za miskę ryżu, że nie podoba mu się państwowa edukacja i służba zdrowia, kłócą się z wizerunkiem, jaki Morawiecki budował przez ostatnie lata. Wizerunkiem uczciwego bankiera, który zdecydował się wejść do polityki w proteście przeciwko nieuczciwości Platformy i razem z PiS-em naprawia Polskę, rozdaje socjal. Teraz okazuje się, że to nie jest prawda.

PiS na razie skazane na Morawieckiego

Jarosław Kaczyński twierdzi jednak, że Mateusz Morawiecki konsultował swoje decyzje z PiS-em, między innymi propozycję bycia ministrem w rządzie Donalda Tuska?

PiS musi bronić Morawieckiego. Nie może go teraz wymienić, bo zostały dwa tygodnie do wyborów, a nie zmienia się koni w trakcie przeprawy. Jednak doraźnie PiS musi zmienić kampanię. A długofalowo sprawa mocno zachwieje pozycją Morawieckiego i w notowaniach opinii, i w samym PiS. A na razie Kaczyński musi robić to, co robi. Elektorat jest zdezorientowany. Bo Morawiecki przeklina na tych taśmach bardziej niż inni, w dodatku robi to przy damie. Do tego rozmawia z ludźmi z obozu PO i robi z nimi jakieś deale. A więc prezentuje dokładnie to, za co PiS krytykował poprzedników. A tu Morawiecki okazuje się taki sam jak ci poprzednicy. Elektorat zdębiał. Więc Kaczyński wysłał komunikat pt. Morawiecki to Hans Kloss, Konrad Wallenrood i Stirlitz w jednym.

Nie wierzy Pan w to, że Morawiecki jeszcze przed 2015 roku był dogadany z PiS-em?

Nie brzmi to dla mnie wiarygodnie. Moim zdaniem to bardziej taki komunikat uspokajający ze strony prezesa do wyborców. Wygląda raczej na to, że Morawiecki grał w okresie rządów PO – PSL na dwa fronty. Był bardzo blisko z Janem Krzysztofem Bieleckim, o czym zresztą niedługo będziemy pisać. Był blisko z Tomaszem Arabskim. W 2014 roku, gdy stało się jasne, że Platforma Obywatelska przegra, Morawiecki jednoznacznie postawił na PiS. Z punktu widzenia własnego interesu i osobistej kariery wybrał dobrze.

Dobrze, ale w tych ujawnionych nagraniach nie ma – poza językiem i poglądami niekoniecznie zgodnymi z linią PiS – nic, co by tak naprawdę sugerowało jakieś niezgodne z prawem działania. Więc chyba jednak burza w szklance wody…

Ja bym nie lekceważył zeznań kelnerów, którzy na początku śledztwa zeznali, że istnieje jeszcze druga taśma, której zawartość jest dla premiera bardzo niewygodna. Nagrania, jak i pierwsze zeznania powstały w czasie, gdy nikomu nie przyszło do głowy, że Morawiecki będzie politykiem, a tym bardziej nikomu nie przyszło do głowy, że będzie na tak eksponowanym stanowisku. Przez te lata nikt z tymi zeznaniami nic nie zrobił. Nawet czasie, gdy Morawiecki został wicepremierem, a potem premierem. To o tyle bulwersujące, że każdy, kto kandyduje na tak eksponowane stanowisko, jest poddany tzw. wirówce – to znaczy jest sprawdzany przez służby pod kątem nie tylko karalności, ale też jakichkolwiek podejrzeń, problemów, sytuacji osobistej. Tu wygląda to tak, jakby obecny premier procedury tej nie przeszedł. I to każe pytać o kondycję polskich służb. Bo gdybym ja był rezydentem wrogiego, a nawet zaprzyjaźnionego państwa i wiedział, że są gdzieś nagrania stawiające w złym świetle premiera kraju, w którym przebywał robiłbym wszystko, żeby je odnaleźć. Choć moim zdaniem najpewniej te taśmy trafią albo do dawnych służb, które nienawidzą PiS-u, albo do służb obecnych.

Co ocali Morawieckiego?

Niekoniecznie. Pamiętajmy, że u nas prokuraturę nadzoruje Zbigniew Ziobro, a nie jest tajemnicą, że jego relacje z premierem nie są najlepsze. Z kolei koordynatorem służb specjalnych jest Mariusz Kamiński, który, jak słyszałem też w jakiejś wielkiej przyjaźni z Morawieckim nie żyje. Niewykluczone, że w PiS rozpocznie się dziś walka o władzę. Jedno nie ulega wątpliwości. Budowany przez Kaczyńskiego plan sukcesji, w którym twarzą PiS po odejściu prezesa byłby Morawiecki, a takim drugim przywódcą, bardziej z boku byłby Joachim Brudziński, poważnie się zachwiał. Na pewno będzie rozgrywka w obozie rządzącym. Jak się zakończy, zobaczymy po wyborach. Ale zmiany na stanowisku premiera wykluczyć nie można.

Prezes może być zmuszony stanąć na czele rządu

Kto miałby zostać następcą Mateusza Morawieckiego – Zbigniew Ziobro?

Prezes nigdy nie da mu tak wielkiej władzy. Nie wiem, kogo wskaże, być może Joachima Brudzińskiego, choć wcale nie wykluczam, że sam Jarosław Kaczyński stanie na czele rządu. Niezależnie od problemów zdrowotnych raczej sobie poradzi. Przypomnę, że gdy już raz był premierem, pracami rządu faktycznie kierował minister, potem wicepremier Przemysław Gosiewski. Jarosław Kaczyński pojawiał się jedynie na krótkich posiedzeniach Rady Ministrów, wytyczał kierunki. Teraz mogłoby być podobnie, rolę taką jak Gosiewski mógłby dziś pełnić wspomniany Brudziński.

Wróćmy do Panów publikacji. Pojawia się zarzut, że jako niemiecki portal atakujecie brutalnie polski rząd na niemieckie zlecenie. Jak odniesie się Pan do tych zarzutów?

To wszystko po mnie spływa. Ale na serio, to tuż przed publikacją artykułu robiłem wywiad z Grzegorzem Schetyną, który wrócił z Berlina. Z kolei kanclerz Angela Merkel wcześniej widziała się z Władimirem Putinem. Przekaz jest gotowy – Putin dał nagranie Morawieckiego Merkel. Niemiecka kanclerz przekazała je Grzegorzowi Schetynie, a lider PO przekazał ją Stankiewiczowi. Świetne.

Czytaj też:
Poseł PiS: Premier na nagraniach świetnie przewidział rzeczywistość

Autor: Przemysław Harczuk
Źródło: DoRzeczy.pl
 284
Czytaj także