KrajKaczyński nie musi naśladować Orbána

Kaczyński nie musi naśladować Orbána

Dodano
Z Attilą Szalaiem, byłym dyrektorem Węgierskiego Instytutu Kultury w Warszawie i byłym radcą ambasady węgierskiej w Polsce rozmawia Łukasz Zboralski

ŁUKASZ ZBORALSKI: Był pan niedawno w Warszawie na promocji swojej książki. Jednak i u siebie śledzi pan na bieżąco to, co się u nas dzieje, bo pracował pan tu wiele lat. Rząd PiS często porównuje się do węgierskiego Fideszu, a Jarosławowi Kaczyńskiemu zarzuca się wierne naśladowanie Viktora Orbána. Dostrzega pan takie naśladownictwo?

ATTiLA SZALAI: Mówienie, że PiS naśladuje partię Orbána, to zbyt duże uproszczenie. Owszem, są pewne posunięcia, które służą odzyskaniu kromki suwerenności. I jeśli my, Węgrzy, tego chcemy i chce też tego Polska, to oba kraje będą podejmowały często te same kroki. Mimo że Fidesz jest w Parlamencie Europejskim w innej frakcji niż PiS, to programy tych partii mają wiele wspólnego.

Byłoby czymś niegodnym mówienie, że Jarosław Kaczyński nie ma własnych pomysłów i musi naśladować węgierskiego premiera. On ma własne koncepcje, może podobne. A jeśli polscy i węgierscy politycy mają podobne pomysły, to dzięki Bogu niewiele może stanąć na przeszkodzie w tym, byśmy mogli bez zgrzytów współpracować.

To podobieństwo wytyka się np. w podejściu do mediów. Chociaż u nas w kraju PiS podporządkował sobie media publiczne – tak jak robiła to każda kolejna władza. Natomiast Orbán odpowiednim przepisem pogroził też prywatnym mediom na Węgrzech. Czy dziennikarze czują u was jakąś presję?

Wytrawni politycy mają taką metodę, że rozpuszczają wieść o radykalnych zamiarach i gdy rozpętuje się histeria, wycofują się z połowy tych groźnych zapowiedzi. Wtedy wszyscy są zadowoleni, że jednak nie jest tak źle, jak miało być. 

Jeśli chodzi o media węgierskie, to – w dużym skrócie – te wszystkie, które doczekały do transformacji politycznej i gospodarczej, były w rękach postkomunistów. A oni szybko związali się z lewicowymi liberałami. W ten sposób panowali nad powierzchnią medialną w kraju gdzieś w 85 proc. Dotyczyło to i mediów publicznych, i powstających prywatnych. Na przykład centralny organ medialny węgierskiej partii komunistycznej WSPR został kupiony przez niemiecki Bertelsmann. Wszystkie krajowe dzienniki też przechodziły w ręce niby-prawicowego niemieckiego koncernu, ale z taką umową, że cały ich personel pozostanie nietknięty. To co takie media mogły pisać o prawicowych rządach na Węgrzech? (...)

Attila Szalai – były dyrektor Węgierskiego Instytutu Kultury w Warszawie, były radca ds. kultury i prasy Ambasady Węgier w Polsce, autor dwujęzycznego albumu „Polonica Varietas – śladami Mártona Szepsi Csombora”. 

Okładka tygodnika Do Rzeczy: 24/2016
Cały wywiad dostępny jest w 24/2016 wydaniu tygodnika „Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
/ dtc

Czytaj także

 0

Czytaj także