• Maciej PieczyńskiAutor:Maciej Pieczyński

WC na pustyni

Dodano:   /  Zmieniono: 
 
Z Wojciechem Cejrowskim, podróżnikiem rozmawia Maciej Pieczyński

MACIEJ PIECZYŃSKI: Sawanna, step, pampa, pustynia… Wielkie otwarte przestrzenie działają na wyobraźnię. Które z tego typu miejsc zrobiło na panu największe wrażenie?

WOJCIECH CEJROWSKI: Księżyc. Kolosalne zaskoczenie! Spodziewałem się sensacji, gdy tymczasem tam jest zupełnie zwyczajna pustynia żwirowa. To już lepiej pojechać na pustynię do Arizony, bo przynajmniej nie jest szaro, lecz rudoczerwono. A jakby ktoś chciał pooglądać pejzaże Księżyca bez opuszczania Ziemi, niech się uda na pustynię Atacama (do Peru, Boliwii lub Chile) – szaro, buro, kurz. Atrakcja taka sama, a taniej niż latanie na Księżyc.

Dla pańskiej jasności: na Księżycu nie byłem, ale byłem w ośrodku kosmicznym NASA i tam są doskonałe imitacje, symulacje oraz trochę prawdziwego żwiru i kamieni, więc uznaję, że Księżyc zasadniczo widziałem.

Jak udaje się znosić olbrzymie różnice temperatur między dniem a nocą? Pytam o klimat na pustyni, niekoniecznie na Księżycu…

Koc. Słyszał pan o kocach na chłody nocy, prawda? A na westernach być może oglądał pan derki, pod nerki, niezbędne na prerii. Mamy też na pustyniach pociąg do nocnego ogniska, które załatwia sprawę chłodu, mroku i poczucia... przytulno- ści w otwartej przestrzeni.

Jednak przede wszystkim na pustyni jest SUCHO, więc żar dnia doskwiera mniej niż w wilgociach tropiku – nic się nie lepi, pot szybko paruje, studzi ciało. Chłody nocy także doskwierają mniej, gdy nie ma w powietrzu wilgoci. Bo chłód wchodzi w kości z wilgocią, a nie sam z siebie.  (...)

Cały wywiad dostępny jest w 29/2016 wydaniu tygodnika Do Rzeczy.

Czytaj także