Kraj"Był zawsze otwarty wobec ludzi". Jan Parys wspomina Jana Olszewskiego

"Był zawsze otwarty wobec ludzi". Jan Parys wspomina Jana Olszewskiego

Jan Parys
Jan Parys / Źródło: YouTube
Dodano
JAN PARYS | | Jan Olszewski nie był zawodowym politykiem. Na jego profilu politycznym bardzo odcisnęła się praca prawnika i adwokata, czyli pomoc innym. Jako adwokat bronił pokrzywdzonych, tych którym działa się krzywda. Był zawsze otwarty wobec ludzi. Jego postawa i podejście do życia są zaprzeczeniem gry politycznej, którą się utożsamia z wysokimi funkcjami publicznymi, jak np. premiera – pisze specjalnie dla portalu DoRzeczy.pl Jan Parys, minister obrony narodowej w rządzie Jana Olszewskiego.

Miał niewątpliwie zdolność analizy, umiejętność patrzenia na rzeczywistość przez pryzmat prawa – to bardzo ważny element instytucji państwa. Jednak nie był rasowym, czystym politykiem. Należało by zapytać: ale kto wtedy miał doświadczenie w polityce? Niewątpliwie wszyscy Ci, którzy w czasach PRL należeli do PZPR, oni przeszli trening gry politycznej, jak np. Geremek czy Olechowski. Jan Olszewski nie był członkiem PZPR ale niemal całe życie uczestniczył w życiu publicznym, począwszy od październikowej odwilży.

"To człowiek, który poczuwał się do pewnej misji"

To człowiek, który poczuwał się do pewnej misji. Środowiska opozycyjne, patriotyczne, związane z dawnym PPS-owskim ruchem, wysuwały Go na godne funkcje, one mu zawierzyły starania o poprawę sytuacji Polski i to stało się jego celem - wypełnienie tego zobowiązania. Nie chciał posiadania władzy dla władzy, czy władzy dla swojego środowiska. Jak został premierem nie miał własnej partii, nie miał własnego zaplecza. Nie był chyba nawet członkiem Porozumienia Centrum. To była bardzo nietypowa sytuacja. Duża część klasy politycznej darzyła go szacunkiem, również jego przeciwnicy.

Działał czasem bardzo pryncypialnie. Pokazywał, że są pewne granice kompromisu, jak chociażby podczas rozmów Okrągłego Stołu, co do których się mocno dystansował.

Nie miał doświadczenia biurokratycznego. Machina państwowa była mu obca. Widziałem, jak z trudem się przełamywał by zacząć pracować blisko z ludźmi, którzy nie są mu dobrze znani. Przez lata pracował indywidualnie, a kiedy został premierem musiało dojść do dużej zmiany, zderzenia z tą całą machiną administracji.

Rząd Jana Olszewskiego nie miał większości w parlamencie. Wsparcie parlamentarne dla Jego rządu było bardzo ograniczone. Lech Wałęsa nie był jego zwolennikiem. Życzliwość prezydenta była znikoma, ulatniała z każdym dniem. Bycie premierem w takiej sytuacji było niezwykle trudne.

"Gazeta Wyborcza od samego początku była Janowi Olszewskiemu nieżyczliwa"

Dodatkowo Jan Olszewski był przekonany, że polityka ekonomiczna Leszka Balcerowicza niesie za duże koszty społeczne, że prowadzi do upadku setek przedsiębiorstw. Okres ochronny dla rządu Olszewskiego właściwie nie istniał. Leszek Balcerowicz miał dobrą prasę polską, jak i zagraniczną. Premier chciał prowadzić inną politykę ekonomiczną. Wsparcie znalazł w osobach bardzo fachowych znających tę sferę – Jerzym Eysymonttcie i Tomaszu Gruszeckim. Media podkreślały, że nie ma innej drogi niż ta, którą wyznaczył Balcerowicz. Przeciwstawienie się temu było tym bardziej trudne. My w rządzie wiedzieliśmy, że dróg naprawy stanu gospodarki jest wiele, nie tylko ta jedna liberalna.

Media były w niemałym stopniu pod wpływem dziennikarzy, którzy prezentowali interesy komunistyczne. Największa i dominująca Gazeta Wyborcza od samego początku była Janowi Olszewskiemu nieżyczliwa.

Nie miał wielkiego serca by jako premier reformować swoją Kancelarię, ale próbował stworzyć swój mini zespół zaufanych ludzi. Sądzę, że wobec tego wszystkiego objęcie funkcji premiera było dla Niego ryzykowne i dosyć nieprzyjemne.

Upadek rządu Jana Olszewskiego nie jest dowodem na brak skuteczności. To był rezultat pewnej gry politycznej. Tej gry, za wszelka cenę, premier Olszewski prowadzić nie chciał. Nie chciał trwać na stanowisku za cenę wygórowanych kompromisów. On nie myślał w kategoriach: trzymamy się władzy i kiwamy naszych przeciwników.

Pokazał, że może być inna polityka gospodarcza. Przygotowano budżet, który się okazał bardzo dobry. Wskaźniki gospodarcze zaczęły się poprawiać.

"Akcja lustracyjna była pewnym impulsem do uderzenia w rząd przez środowiska prorosyjskie"

Dokonano rewolucyjnych posunięć – czyli cała polityka zbliżenia do NATO. Wszystkie moje pomysły, które to miały na celu, spotykały się ze strony premiera z zadowoleniem i poparciem: m. in nacisk na suwerenność, na zmiany w wojsku. Nawet za cenę awantury polityczno-medialnej. Premier Olszewski chciał związać nasze struktury militarne z Zachodem. Opinia publiczna przyjmowała te cele z dużym zadowoleniem. Następne ekipy już nie mogły się z tego wycofać, choć było to wbrew ich chęciom (rząd Pani Suchockiej nigdy by nie kontynuował zbliżenia z NATO, gdyby nie rozumiano, że cofnięcie się z tej drogi będzie natychmiast odebrane w oczach społeczeństwa jako zdrada). Podobnie budowa polityki niezależności od Rosji pozostała trwałym wkładem rządu Olszewskiego w budowę suwerenności.

Akcja lustracyjna była pewnym impulsem do uderzenia w rząd przez środowiska prorosyjskie Największym zaskoczeniem dla naszych przeciwników była bardzo szybka zmiana miejsca Polski na geopolitycznej mapie Europy. To była rewolucja. Nic nie było uzgadniane z żadnym krajem poza USA.

Nie mieliśmy czasu, by prowadzić subtelną grę polityczną. Nie było czasu, by rządy innych państw powoli oswajać, że my reorientujemy naszą politykę bezpieczeństwa. Skutki tego były nie mniejsze niż zjednoczenie Niemiec, to była rewolucja, nowa sytuacja w Europie. Prowadziłem wiele rozmów z zagranicznymi dyplomatami, ale to był i tak szok.

Lustracja miała charakter wewnątrzkrajowy, która dla innych państw nie miała dużego znaczenia. Prawdziwa rewolucja to były stosunki z NATO i nowy układ relacji z Rosją. Służby specjalne w Rosji szybko zorientowały się, że to nie są tylko zmiany deklaratywne. Nasza polityka to były bardzo konkretne i nieodwracalne kroki. Zmiana polityki militarnej budziła przerażenie na Kremlu a w kraju u tych którzy zmontowali okrągły stół, którzy byli za utrzymaniem porozumień z komunistami czyli z ludźmi Moskwy.

"Nienawiść ludzi z Unii Demokratycznej i środowiska Wyborczej wzięła się z powodu polityki zbliżenia z NATO"

Nienawiść ludzi z Unii Demokratycznej i środowiska „Wyborczej” wzięła się nie z powodu lustracji, a z powodu polityki zbliżenia z NATO, co burzyło porozumienia z Okrągłego Stołu, które zakładały, że Polska zostanie w tym miejscu geopolitycznym gdzie była, jako miejsce gdzie komunistów się nie ściga, a jedyne co może Polska zrobić, to pozostawać w pasie neutralnym między wschodem a zachodem. Przypomnę że polska delegacja głosowała przeciwko rozwiązaniu Układu Warszawskiego, a robił to w imieniu Polski działacz UD minister Janusz Onyszkiewicz. Robił to w pełni świadomie. Polska miała pozostać w pozycji, gdzie Moskwa nadal ma prawo veta. Podjęta przez rząd Olszewskiego budowa pełnej suwerenności burzyła punkt widzenia i interesy wielu środowisk w kraju, nie tylko jawnych komunistów. Gazety pisały o lustracji, ale tak naprawdę gra toczyła się o coś zupełnie innego.

Wtedy była taka ordynacja, która sprzyjała rozbiciu parlamentu. Może też różni ludzie mieli za duże ambicie, może robicie polityczne to była także kwestia osobowości pewnych osób.

KPN – przywódca i parę osób wokół niego było uzależnionych od bezpieki. Warunkiem poparcia dla rządu było przejęcie MON-u. KPN nie chciał żadnego innego resortu. Chcieli mieć kontrolę nad zmianami jeśli chodzi o kurs w kierunku Zachodu bo nie chcieli do tego dopuścić. To była próba dyktatu Leszka Moczulskiego wobec rządu. Jan Olszewski na to się nie godził.

Negocjacje z Mazowieckim też się załamywały, z powodu Balcerowicza, choć nie tylko. Różne były mechanizmy obrony status quo. Jan Olszewski nie czuł się zobowiązany utrzymywać układy Okrągłego Stołu bo uważał, że dobro kraju jest ważniejsze niż układy zawierane nieformalnie. Było wtedy poczucie, że bez względu jaki byłby wynik wyborów, to cały czas, tych samych kilkanaście osób będzie decydowało co się robi i kto rządzi – to mieli być ludzie z Magdalenki. Wszyscy inni, którzy nawet byli wybrani na posłów, mieli się im podporządkować. To mafijne rozwiązanie, które UD chciała kontynuować.

"Jan Olszewski nie czuł się dobrze na wiecach, nie chciał być trybunem ludowym"

Jan Olszewski nie miał umiejętności organizacyjnych, woli prowadzenia gry politycznej. Chociaż był popularny to nie czuł się dobrze na wiecach, nie chciał być trybunem ludowym, nie brał udziału w dużych manifestacjach. To raczej polityk gabinetowy, działający w kuluarach. To nie była osoba wymarzona na pozycję lidera. Umiejętność pracy w grupie nie była jego atutem, co wyszło po obaleniu jego rządu. Nigdy nie miał woli kontynuowania współpracy z zespołem. Nie zbudował również wielkiej partii politycznej.

Jego osiągnięcia to pewne inicjatywy, których rząd nie zdołał do końca zrealizować. Zostaje po tym rządzie pewien wzór działania politycznego. Dla jednych jest to wzór pozytywny, dla innych trudny do akceptacji. Co było dla premiera Olszewskiego charakterystyczne:

Do godnych celów dochodzi się godnymi środkami.

Nie należy dbać o prywatne korzyści.

Liczy się dobro państwa a nie dobro partii.

Był także u premiera Olszewskiego ogromny nacisk na sprawy niepodległości i suwerenności, co było związane z prozachodnia polityką.

Prospołeczna wrażliwość – reformy nie są celem same w sobie, a zawsze należy patrzeć na koszty społeczne reform ekonomicznych. Gospodarka jest dla ludzi a nie odwrotnie, jak to się Balcerowiczowie wydawało.

Sądzę po latach, że te założenia były podstawą uprawiania polityki przez premiera Olszewskiego. To Go istotnie różniło od tych co byli przed nim i tych, którzy przyszli po nim na stanowisko prezesa rady ministrów.

Zaletą Jana Olszewskiego było zrozumienie podstaw suwerenności – rola wojska, kościoła, szkoły, itd. Patrzył na te instytucje przez pryzmat budowy państwa suwerennego.

Wadą był brak talentów organizacyjnych. Brak umiejętności walki politycznej, kiwania i oszukiwania. To dla jednych jest wadą, ale dla drugich zaleta.

Jan Olszewski miał idealistyczny styl uprawiania polityki, gdzie jest ona związana z moralnością. Nie wszystko można, nawet jeśli się ma władzę. On pojmował politykę jako działalność w której obowiązują pewne granice tj. zasady. To dziś rzadkie.

Poza posiedzeniami rządu, Olszewski miał zwyczaj spotykania się z kilkoma ministrami również nieformalnie. Zawsze w poniedziałki. Zdawaliśmy sobie sprawę, że to, co jest na terenie URM może być nagrywane, poza tym nie do wszystkich w rządzie było pełne zaufanie.

Tytuł i śródtytuły pochodzą od redakcji.


Jan Parys - polski polityk, socjolog i publicysta. W latach 1991–1992 był ministrem obrony narodowej w rządzie Jana Olszewskiego. W latach 2015–2018 był szefem gabinetu politycznego ministra spraw zagranicznych Witolda Waszczykowskiego.

Rozmowa red. naczelnego portalu DoRzeczy.pl Antoniego Trzmiela z Janem Parysem w Polskim Radiu 24.

Czytaj także:
Prof. Antoni Dudek: Pierwszy premier z w pełni demokratycznym mandatem

Czytaj także:
"Wielki patriota", "kochał Polskę", "obrońca opozycjonistów". Politycy i dziennikarze żegnają byłego premiera

/ Źródło: DoRzeczy.pl
/ kga

Czytaj także