KrajMit 4 czerwca 1992 – i jak to było naprawdę

Mit 4 czerwca 1992 – i jak to było naprawdę

Jan Olszewski
Jan Olszewski / Źródło: PAP / Ireneusz Radkiewicz
Dodano 109
Są dwa powody, uważam, żeby w szczególny sposób uczcić śp. Jana Olszewskiego. Po drugie, był on człowiekiem autentycznie prawym (prawym, mimo lewicowych poglądów, jak pozwoliłem sobie zauważać we „W Tyle Wizji”). Bez żadnych trupów w szafie, teczek, wstydliwych czy niejasnych uwikłań. To w dzisiejszych czasach rzadkie, więc godne szacunku.

Po pierwsze zaś, Olszewski, pośród innych, pomniejszych, położył dla Polski ogromną zasługę historyczną. Jako premier wyznaczył kurs ku członkostwu w NATO i Wspólnocie Europejskiej w czasach, gdy dzisiejsi „europejczycy”, wówczas będący wyznawcami „finlandyzacji”, ujadali jednym głosem, że to skrajna głupota, oszołomstwo i nieodpowiedzialne drażnienie Kremla – co więcej jeszcze, umożliwił późniejszą realizację tego kursu. Gdyby nie zablokował starań Wałęsy, głoszącego wtedy iście agenturalne brednie o jakimś „NATO-bis” i „EWG-bis”, gdyby Wałęsa podpisał, tak jak chciał, porozumienie instalujące eksterytorialnie w byłych bazach sowieckich jakieś szemrane rosyjskie spółki, pozostające poza polską kontrolą, zrealizowałby się scenariusz z mojego „Pieprzonego losu Kataryniarza”: członkostwo w NATO, a więc i w UE, zostałoby uniemożliwione metodą faktów dokonanych i pozostalibyśmy trwale w „strefie wpływu” Moskwy, o którą tak zawzięcie walczy ona od ponad ćwierć wieku.

Natomiast nie uważam wcale, żeby powodem do wynoszenia Olszewskiego na ołtarze było obalenie jego rządu podczas „Nocnej Zmiany” 4 czerwca 1992. Fakt, że z licznych wypowiedzi wnosić można, iż to właśnie w oczach stronników rządzącej formacji stanowi największy z powodów jego chwały, bardzo mnie zasmuca, bo widzę w nim jeden z wielu przejawów polskiej politycznej niedojrzałości, z którą od dawna toczę, wraz z innymi realistami, publicystyczne boje.

Może i nie czas spierać się o to w tej chwili, ale uczciwość każe przypomnieć fakty.

Legenda 4 czerwca

Otóż, wbrew legendzie, eksponującej nagły wniosek o natychmiastowe obalenie rządu Olszewskiego, przysłany do Sejmu przez Wałęsę wczesnym przedpołudniem 4.06.1992, zmiana gabinetu uzgodniona została ponad tydzień wcześniej. Rozwścieczony szyfrogramem cofającym mu pełnomocnictwo do podpisania traktatu Wałęsa wysłał do Marszałka Sejmu pismo informujące o „utracie zaufania do rządu” 26 maja, zaraz po powrocie z Moskwy, dzień później koalicja UD, KLD i większej części Partii Przyjaciół Piwa (tzw. biznesmenów, którzy tym piwem „na małpę” weszli do Sejmu i stali się de facto częścią KLD) złożyła formalny wniosek o wotum nieufności. Procedowany normalnie, doprowadziłby on na najbliższym posiedzeniu do nieuchronnego odwołania rządu, który nigdy nie miał większości i mógł zostać powołany tylko dzięki „obrotowej” zagrywce PSL.

Rząd nie upadłby w legendotwórczej atmosferze skandalu, w nocy, tylko po prostu, pod pozorem gospodarczej nieudolności.

Dlaczego tak się nie stało? Bo dzień później, 28 maja, poseł Korwin-Mikke, wykorzystał lenistwo posłów udecji i postkomuny, którym nie chciało się przyjść na posiedzenie, zwołane z jakichś powodów reprezentacyjnych (ktoś tam akurat chciał do polskiego parlamentu przemówić, bodaj premier Izraela) i zgłosił uchwałę lustracyjną, która w tej sytuacji nieoczekiwanie przeszła. Ważne przypomnienie: w pierwotnej wersji uchwała nie zawierała postulatu lustracji prezydenta. Ten „brak” został uzupełniony przez stronników rządu.

Nikt oczywiście nie wierzył, że Korwin wyskoczył z tym sam z siebie, chcąc uciąć ciągle pojawiające się i zatruwające politykę spekulacje. Uznawano za pewnik, że został zainspirowany przez Macierewicza. A więc – że upadający rząd podjął śmiałą akcję polityczną. Akcję, na której – zależnie od jej przebiegu – skłócone środowiska mogły wiele zyskać, choć też wiele stracić.

Dlatego właśnie, w oczekiwaniu, aż wyjaśni się, w co grają Olszewski i jego szef MSW Macierewicz, zgodnie wstrzymano przesądzoną już egzekucję.

Lista Milczanowskiego

Bardzo ważne jest to, że ponad wszelką wątpliwość, wszyscy zainteresowani gracze doskonale wówczas wiedzieli, co jest w teczkach MSW. Wałęsa miał tzw. listę Milczanowskiego, sporządzoną dla niego poufnie, która od opublikowanej później „listy Macierewicza” różniła się tylko tym, że była dłuższa o 3 nazwiska. Te trzy nazwiska (m.in. Bronisława Geremka) zespól Macierewicza pominął, uznając, wobec całkowitego zniszczenia, czy raczej wykradzenia dokumentów papierowych, zapisy w ewidencji komputerowej, na których oparł się Milczanowski, za niewystarczający dowód współpracy. O ile wiem – ale to dygresja – nigdy nie zbadano, czy w czasie przetrząsania archiwów przez tzw. komisję Michnika te dokumenty jeszcze tam były, czy już nie, a jeśli tak, to czy Michnik je z archiwum pobierał.

Wałęsa miał więc wiedzę od Milczanowskiego, postkomuniści bezpośrednio od tych, którzy badane przez zespół Macierewicza archiwa wytworzyli; co do UD i KLD oraz KPN nie ma pewności, ale można sądzić, że także się orientowali.

Ich postawa zresztą nie miała znaczenia, piłka znajdowała się w tym momencie w Belwederze. Wałęsa niewątpliwie – niewątpliwie, bo każdy polityk na jego miejscu tak by na to patrzył – analizował sprawę następująco. Rząd ma dwa kierunki, żeby poszerzyć swe poparcie i przetrwać. Albo się dogada z UD, albo z KPN.

To pierwsze uparcie od miesięcy lansował Jarosław Kaczyński. Moim skromnym słusznie – rozczarowana wynikiem wyborczym grubo poniżej oczekiwań („pompowane” sondaże nie są nowym wymysłem – UD uwierzyła w nie i spodziewała się miażdżącego zwycięstwa, a nie marnych 12 proc.) była do wzięcia za stosunkowo niewielkie ustępstwa.

Olszewski jednak współpracę z UD, zupełnie jawnie uznającą postkomunizm za mniejsze zagrożenie dla młodej demokracji niż antykomunizm, odrzucał ze względów pryncypialnych. To znaczy, pozycja Kaczyńskiego w koalicji była na tyle silna, że nie mógł odrzucić jej otwarcie, ale rozmowy o poszerzeniu koalicji przeciągał w nieskończoność. To zresztą anegdotyczne, rozmawiałem ze świadkami tych rozmów. Z jednej strony Jan Olszewski, z drugiej Tadeusz Mazowiecki – wyobrażacie sobie? Samo powiedzenie sobie nawzajem „dzień dobry” zajmowało im ponad godzinę.

Skoro nie UD, to KPN, który do rządu się chętnie zgłaszał, ale stawiał jasny warunek: MON dla Moczulskiego. Tego warunku Olszewski nie chciał spełnić również ze względów pryncypialnych – wiedział o obciążających Moczulskiego papierach.

Wałęsa jednak spodziewał się, bo każdy na jego miejscu by się spodziewał, że przeciwnicy myślą racjonalnie. Musiał więc czekać, na których agentów centroprawica zamknie oczy – czy rozwali KPN, czy UD z KLD. Czy może – i jednych i drugich, by sięgnąć po hegemonię w obozie „postsolidarnościowym”, co oczywiście mogłoby się udać tylko przy zaoferowaniu jakichś koncesji albo Wałęsie, albo postkomunistom.

W zależności od tego otwierały się dla prezydenta oraz liderów SLD i PSL różne pola do gry i różne korzyści do osiągnięcia.

Rozmiecie więc – dopóki zagadka „których ujawnią, których ukryją” nie została wyjaśniona, wotum nieufności nie mogło być przegłosowane.

Tymczasem ze strony Olszewskiego i Macierewicza nie było ŻADNEJ gry. Po prostu uczciwie ujawnili WSZYSTKICH na których były papiery. Włącznie z ważnym dla nich Marszałkiem Sejmu i liderem ZChN oraz samym Wałęsą. Ten najpierw zgłupiał, widocznie uznał, że Olszewski wykombinował jakiś super wymyślny plan (uporczywie pojawiła się wtedy teza o rzekomych przygotowaniach do siłowego zamachu stanu) i w chwili słabości przyznał się. Ale potem szybko zrozumiał, że ma przeciwko sobie nie politycznych raczy, tylko – jak ich później nazwał – „popaprańców”, którzy sami zjednoczyli przeciwko sobie wszystkich, od KPN po SLD. I trafnie ocenił, że kluczem do sukcesu jest taktyczne zakończenie „wojny na górze” i kupienie premierostwem postkomunistów.

Mit "Nocnej zmiany"

„Nocna zmiana” zmitologizowana została przez propisowską publicystykę jako szlachetna klęska, poniesiona w sytuacji, gdy wygrać się, wobec ogromu sił wroga, nie dało, ale trzeba było „dać świadectwo”. I ten mit w chwili obecnej święci triumfy. Po prostu – kolejne polskie powstanie, poszli chłopcy w bój bez broni, bo nie mogło być inaczej, bo broni nie było.

Otóż – mogło być inaczej. Centroprawica mogła się wtedy utrzymać u władzy, Okrągły Stół można było rozmontować w ciągu kilku następnych lat krok po kroku, zamiast próbować go obalić jednym tyleż heroicznym, co bezsilnym ciosem, postkomunistyczne patologie PRL-bis nie musiały wcale zostać zakonserwowane na następnych ponad dwadzieścia lat, ze wszystkimi tego fatalnymi konsekwencjami, które odczuwamy do dziś.

Sprawa była do wygrania, wymagała tylko minimalnej elastyczności, działania według zasad polityki, ale nie etyki. Po pierwsze, można było, i należało, jak chciał Kaczyński, wziąć wcześniej UD do rządu za cenę MSZ i finansów, których i tak centroprawica nie kontrolowała i nie była zdolna kontrolować, by za tę cenę stwarzać kolejne fakty dokonane. Po drugie – można było, i należało, przyjąć uchwałę lustracyjną w wersji zgłoszonej przez Korwina, a więc odkładając lustrację Wałęsy na później. Nie kłamać, nie udawać, że się nie wie o „Bolku” – tylko po prostu na razie załatwić się z udecją i jej liberalną przystawką, a bój z Wałęsą zostawić sobie na lepsze czasy. Można było też, jak się tego wszyscy spodziewali, zagrać papierami, czyli – jak publicznie pouczył Wałęsa Macierewicza – „ujawnić je w sposób odpowiedzialny”. W ostateczności, jeśli się chciało walczyć i z UD-KLD, i z KPN, i z Wałęsą, trzeba było dogadać się z postkomunistami, którym wtedy jeszcze w najśmielszych snach nie marzyło się, mogą wrócić do władzy, i to niebawem.

W tym sęk, że tego wszystkiego nie można było, bo u steru stanął człowiek bezwzględnie uczciwy, dla którego najważniejsze było, żeby, jak to pięknie powiedział, móc po odejściu z urzędu bez wstydu patrzyć Polakom w oczy. A, jak kiedyś napisałem, uczciwość u polityka to jak niski wzrost u koszykarza. Może i nie eliminuje, ale, delikatnie mówiąc, nie pomaga.

Na co liczył Olszewski, wysyłając do Sejmu listę Macierewicza? Na to samo, na co kiedyś liczyli Bobrowski, Beck czy Bór-Komorowski. Na to, że słuszna sprawa zwycięży, bo przecież nie może być tak, by dobro przegrało ze złem. Być może naprawdę wierzył, że jeśli wystąpi z sejmowej mównicy z prawdą, to szeregowi posłowie KPN, UD i KLD, a może i ci z PSL i SLD, poruszeni nią zagłosują tak, jak im każe sumienie i dobro Polski.

I właśnie to podobieństwo heroicznej klęski „nocnej zmiany” do wyżej wspomnianych wielkich klęski naszej historii czyni ją tak atrakcyjną dla umysłów zaczadzających się od lat patriotycznym brązownictwem. I to ono sprawia, że istotna, rzeczywista zasługa Olszewskiego, znika wobec faktu, że jego rząd nie zdołał zrobić tego wszystkiego, co miał, bo został obalony. Zdradziecko. Po nocy. Ku wiecznej hańbie zwycięzców i chwale pokonanych.

I tak nizany jest właśnie kolejny paciorek w patriotycznym różańcu wzruszeń, na którym kolejne pokolenie uczy się polityki tak, by się z niej, Boże broń, niczego nie nauczyć.

Czytaj także:
Wałęsa grozi IPN. "Dysponuję wystarczającą ilością niepodważalnych dowodów"
Czytaj także:
Rozpłochowski: Tusk z Pawlakiem obalali Olszewskiego. A potem rządzili Polską

/ Źródło: DoRzeczy.pl
/ jfi

Czytaj także

 109
  • Kp@WP.pl IP
    Bredzisz pan panie redaktorze........
    A fe.
    Dodaj odpowiedź 0 2
      Odpowiedzi: 0
    • ROMAN KRASINSKI IP
      stare ale JAN OLSZEWSKI to takiego ktorego nalezy podziwiac
      Dodaj odpowiedź 1 0
        Odpowiedzi: 0
      • tylko ja znam prawdę i wiem :) IP
        JAK TO BYŁO NAPRAWDĘ - raczył napisać pan RAZ.
        Monopol na prawdę pan ma ?
        To pana subiektywna opinia - nic więcej...
        Dodaj odpowiedź 16 31
          Odpowiedzi: 1
        • Paweł Z. IP
          To, co napisał Ziemkiewicz, niemal jest zgodne z tym, o czym kilka razy tu napomknąłem, zaliczając oczywiście dziesiątki minusów. Lustracja w wykonaniu Olszewskiego i Macierewicza była fatalnym pomysłem, który rozłożył na lata ideę lustracji i dekomunizacji Polski. Jedyna głębsza różnica między tym, co miałbym do powiedzenia, a tym, co napisał Ziemkiewicz, jest taka, że ustawa Korwina była głupia – i z poprawką dotyczącą Wałęsy, i bez niej. Trzeba było dać więcej czasu na jej wykonanie i skrupulatniej przejrzeć papiery. To, że zawierała dużo błędów i przekłamań, tylko ułatwiło atak na lustrację i zahamowanie procesu dekomunizacji. Uważam, że zrobiono świństwo kilku osobom, ale przede wszystkim Polsce. Robienie z pamiętnej nocy symbolu przegranej antykomunistycznej części dawnej opozycji z agentami i zwolennikami grubej kreski nie ma żadnego odbicia w rzeczywistości. Upadek rządu Olszewskiego wynikał z jego niezdolności do zbudowania większości parlamentarnej, a bezpośrednio – ze źle przeprowadzonej przez Macierewicza lustracji, na podstawie fatalnej ustawy.
          Dodaj odpowiedź 20 22
            Odpowiedzi: 1
          • Waldi IP
            Korwin sam później mówił, że uchwała to był dla agentury "zbawienny" przełom. Przed nią donosiciele siedzieli z uszami po sobie, po uchwale uświadomili sobie jak wielu ich jest u władzy i postanowili zjednoczyć siły.
            Nie dało się z nimi wtedy wygrać, nawet dając im dupy panie Doradco.
            Dodaj odpowiedź 10 4
              Odpowiedzi: 0
            • Piotrek IP
              Panie Redaktorze,
              1. Gdyby Jan Olszewski zagrał poprzez niewskazywanie Wałęsy jako TW, to może i nie byłoby jego wniosku o odwołanie rządu, ale za to byłby wniosek o wotum nieufności i rząd jako mniejszościowy by upadł.
              2. Wachowski mógłby podpowiedziec Wałęsie że skoro wytropili TW wszędzie dookoła to i napewno kwity na Wałęse też mają i byłoby to samo co w nocnej zmianie.
              Tak samo gdyby rząd zagrał nieujawniając TW w którejś innej partii, to przywódcy by się dogadali o ryzyku haków na nich i przegłosowaliby wotum nieufności dla rządu.
              3. Wałęsa składając wniosek o odwołanie rządu musiał wskazać kolejnego premiera. Ale gdyby znowu wskazał kogoś kto byłby za ujawnieniem listy TW to parlament by go odrzucić a wtedy kandydatura przyszłaby z sejmu i większość poparłaby wroga lustracji.
              Dodaj odpowiedź 25 2
                Odpowiedzi: 0
              • abcde IP
                Panie Ziemkiewicz, dlaczego w latach 80 tych siedział pan pod kołdrą ze strachu zamiast działać w opozycji? Zabrakło odwagi?
                Dodaj odpowiedź 16 39
                  Odpowiedzi: 2
                • 0303003 IP
                  a skąd Ziemkiewicz wie "jak to było naprawdę"?
                  bo ja na ten przykład pamiętam to zupełnie inaczej...
                  Dodaj odpowiedź 27 13
                    Odpowiedzi: 1
                  • cesia IP
                    sowiecką armię wyprowadził z Polski Wałęsa , brawurowo wyprowadził , bez jakichkolwiek rekompensat ! Jakiekolwiek pojękiwania jego nienawistników faktów nie nie zmienią . Pan Olszewski był porządnym człowiekiem, o zmarłych nie powinniśmy źle pisać.
                    Dodaj odpowiedź 19 61
                      Odpowiedzi: 1
                    • Dobre :) IP
                      + Mamy takie przekleństwo, że ci którzy mieli lepsze koncepcje polityczne byli zerami z ekonomii a ci którzy sensownie ogarniali ekonomię byli dziadowscy w reprezentowaniu Polskiego interesu...

                      No i Korwin który potencjalnie miał pojęcie i o tym i o tym ale z jakichś powodów przez 30 lat robi z siebie idiotę i świra więc g osiągnął...
                      Dodaj odpowiedź 58 6
                        Odpowiedzi: 0
                      • Real1 IP
                        "„Nocna zmiana” zmitologizowana została ..." dużo później. JK przez wiele lat krytykował JO za brak pragmatyzmu. Przekuwanie "klęski" w sukces to polska specjalność, której nie rozumie np. Norman D. (trudno się dziwić - inne doświadczenia historyczne) i, z którą zawzięcie walczy RAZ, a być może dzięki tej umiejętności przetrwaliśmy jako naród...
                        Dodaj odpowiedź 30 6
                          Odpowiedzi: 0
                        • Jeremi IP
                          RAZ ma talent pisarski i ten często przeważa. Niemniej; narody potrzebują niekiedy ludzi prawych i sytuacji całkowicie jednoznacznych. Tak samo jak potrzebujemy jednoznacznego wzorca metra. Poza tym zupełnie nie wiadomo, co by się stało, gdyby przestawić w przeszłości choć jeden element.Jak sądzę RAZ wie to doskonale.
                          Dodaj odpowiedź 48 6
                            Odpowiedzi: 0
                          • Średniak IP
                            Panie Redaktorze!

                            Jest Pan Wielkim Człowiekiem! Ale niestety nasi patrioci lubią prosto. "Książę" powinien być chyba lekturą co roku od żłobka, do tego "Utopia", odrobina historii gospodarczej na poważnie, nauka o cywilizacjach, o historii zaborów, o powstaniach, o najnowszych "majdanach" i być może w końcu coś nam się uda.

                            Na razie cieszmy się z Mitteleuropy bo to jest 100 razy lepsze od tego co zgotowaliby nam patrioci i prawi ludzie... Niestety!
                            Dodaj odpowiedź 14 10
                              Odpowiedzi: 2
                            • Bertold Czubek IP
                              Jedno jest pewne - rząd Jana Olszewskiego był wrzodem na czterech literach dla Ruskich, postkomuny oraz wszelkiej maści agentów, a więc Bolęsy, Oskaruska i innych. Dogadanie się Olszewskiego z jednymi agentami przeciwko innym nie było możliwe, po pierwsze dlatego, że mentalność Olszewskiego była zasadniczo odmienna od mentalności p. Ziemkiewicza, po drugie dlatego, że nie był idiotą, który mógłby zakładać, że agenci nie zorientują się w takiej grze, a więc różnica w ilorazie pomiędzy panami Olszewskim i Ziemkiewiczem, dodam jakby ktoś się nie domyślał na niekorzyść p. Ziemkiewicza, także miała znaczenie. Pan Ziemkiewicz zaczynał jako mierny pisarz s-f i najwyraźniej do dzisiaj z tej przypadłości nie wyrósł...
                              Dodaj odpowiedź 29 24
                                Odpowiedzi: 0
                              • gargamel IP
                                Dodam jeszcze tylko jedno. W tym artykule pan Ziemkiewicz stawia tezę, że prostolinijność pana Olszewskiego nie pozwoliła mu wówczas utrzymać centroprawicy przy władzy. Twierdzi, że sprawa była do wygrania, że można było stopniowo "rozmontować Okrągły Stół". Każdy kto widzi jak wielki dzisiaj PiS ma problem z osiąganiem zamierzonych celów, mając przewagę w sejmie i senacie, mając za sobą TVP i część pozostałych mediów niech pomyśli czy wówczas, w 1992 roku, z mniejszościowym rządem byłoby to możliwe. Moim zdaniem to czysta utopia i zbiór pobożnych życzen pana Ziemkiewicza. Nie przypominam sobie także, żeby Kaczyński optował wówczas za koalicją z UD.
                                Dodaj odpowiedź 72 8
                                  Odpowiedzi: 1

                                Czytaj także