KrajCelebryctwo

Celebryctwo

Dodano
Ostatnimi czasy celebryci i intelektualiści, często bez zażenowania, pasjami dystansują się od „polskiego chama”. Śmierdzi im, jest głośny, przepija socjal, okupuje ich morze i stolicę. Skąd bierze się pogarda, zamieniająca się powoli w chorobę cywilizacyjną polskich elit?

Życie polskich „znanych” to droga przez mękę. Chcieliby oazy ciszy nad Bałtykiem w środku sezonu, ale przeszkadzają im rubaszne tłumy „państwa Kiepskich”. Mieliby ochotę polecieć tanimi liniami do Anglii, ale śmierdzi kanapką z kurczakiem, otwieraną przez prowincjusza obok. Pragną wtykać kij w każde polityczne mrowisko, jednocześnie pozostając arbitrami elegancji, których krytyka się nie ima. Jak wiadomo bowiem, wszelka krytyka wymierzona w celebrytę to język nienawiści, który ustawowo należy ścigać. Czytając socjologiczne refleksje, którymi od czasu do czasu raczą nas rodzime gwiazdy i intelektualiści, odnosi się wrażenie, że największą wadą egzystencji w kraju nad Wisłą jest występujący stadnie polski cham. Panoszy się niczym barszcz Sosnowskiego i zatruwa atmosferę. Co dostanie z „500+”, to przepali i przepije, wypinając tyłek na pracę przy zbiorze truskawek i borówek za 5 zł za godzinę. (...)

FOT. BARTOSZ KRUPA/EAST NEWS

Okładka tygodnika Do Rzeczy: 31/2016
Cały artykuł dostępny jest w 31/2016 wydaniu tygodnika „Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
/ dtc
 0

Czytaj także