KrajRzeczywiście, Piotr Duda jest skutecznym przywódcą

Rzeczywiście, Piotr Duda jest skutecznym przywódcą

Piotr Duda, szef NSZZ
Piotr Duda, szef NSZZ "Solidarność" / Źródło: PAP / Maciej Kulczyński
Dodano 27
Kiedy zostałem poproszony o napisane polemiki z tekstem Jana Fiedorczuka na temat Solidarności i Piotra Dudy, spodziewałem się tekstu, w którym, jak to się ostatnio niestety zdarza, Solidarność czy Piotr Duda byliby postponowani. Tylko w ostatnich dniach Piotra Dudę przepraszał Michał Kamiński, a wcześniej Monika Olejnik i Henryk Wujec i Newsweek. Zresztą, długo by wymieniać. Tymczasem, pomijając nieprawdziwą i obraźliwą dla Pana Prezydenta Andrzeja Dudy tezę, jakoby „w Polsce liczył się tylko jeden Duda i nie był to Duda Andrzej”, z poglądem o skuteczności Przewodniczącego NSZZ Solidarność, się zgadzam.

Głównym powodem, dla którego zająłem się solidarnościowym medium, nie było to, że byłem związkowcem, nadal nim nie jestem, ale to, że jestem Solidarności przyjacielem. Oczywiście również ze względów historycznych. Bodaj w 1988 czy 1989 roku dostałem od kolegi pierwszy plastikowy znaczek „S” i kilka gazetek Solidarności Walczącej (ani dla mnie, ani dla niego nie były wtedy jasne różnice między nimi). Miałem wtedy 14-15 lat. Z perspektywy czasu oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że pod koniec komuny to już nie byłą żadna afera, ale pamiętam jak byłem wtedy dumny, że dotknąłem czegoś o czym szeptali starsi koledzy w rozciągniętych swetrach i z wpiętymi opornikami na stołówce szkolnej.

A jeszcze ważniejsze jest to, że już jako dojrzały człowiek, doszedłem do wniosku, że mamy w Polsce zachwianą równowagę debaty społecznej. W zasadzie wszystkie główne media przyjmują narrację michnikowo-liberalną, wg. której w zasadzie jedynym uprawnionym do posiadania własnego interesu ma być przedsiębiorca, cała reszta zobowiązana jest do bycia mobilną, nieroszczeniową i znającą swoje miejsce w szeregu tanią siłą roboczą, ewentualnie po godzinach rynkiem zbytu (inna sprawa jak to wyglądało w praktyce i jak sobie poradziła na wolnym rynku pouczająca innych w jego zakresie gazeta Michnika).

Przy czym, żeby było jasne, to oczywiste, że przedsiębiorca jest ważnym motorem napędowym gospodarki. Jednak nie jest prawdą, że ludzi nie będący przedsiębiorcami nie mają swojego interesu. Mają i mają prawo go bronić. Jedyną zaś metodą jego obrony jest zrzeszanie się pracowników, którzy pojedynczo nie są oczywiście najczęściej żadnym partnerem do dyskusji, ani dla urzędnika, ani tym bardziej dla posiadającego przewagę ekonomiczną przedsiębiorcy. Po to żeby w procesach społecznych interesy wszystkich zostały uwzględnione, pracownicy występują z pozycji zrzeszonych w związkach takich jak Solidarność. Leży to w głębokim interesie państwa i narodu jako takiego, ponieważ tak się składa, że jednak większość Polaków to pracobiorcy, nie przedsiębiorcy i ich wyjście z roli taniej siły roboczej, na którą ich skazywano przez trzydzieści lat (chyba wystarczy?), jest elementem dekolonizacji Polski i Polaków.

Skuteczny przywódca

Tu wracamy do Piotra Dudy. Jan Fiedroczuk pisze o nim „Nadzwiązkowiec”, oraz, ze jego pozycja na scenie, choć to nie polityk, to chyba jednak politycznej, jest „niezrozumiała”. Być może dla red. Fiedorczuka, jedyną „zrozumiałą” pozycją przewodniczącego związku zawodowego, byłaby pozycja słaba, a tu proszę, jest to pozycja silna i skuteczna. No, ale po to właśnie Piotr Duda został wybrany przez członków Solidarności, wbrew temu co pisze redaktor Fiedorczuk, owszem, największego związku zawodowego w Polsce (zgodnie z informacjami składanymi rokrocznie do Międzynarodowej Konfederacji Związków Zawodowych przez centrale związkowe w 2017 roku OPZZ zadeklarowało liczebność 320 tys. członków, natomiast NSZZ Solidarność 580 tys), żeby skutecznie zabiegać o interesy pracowników, ze szczególnym uwzględnieniem członków Solidarności, organizacji historycznej, darzonej ogromną atencją na całym świecie, ze względu na swoje zasługi w obaleniu komunizmu. Tak, ponieważ Solidarność nie opiera się, jak sugerują niektórzy na „Kapitale” Marksa, tylko na społecznej nauce Kościoła katolickiego, począwszy od encykliki Leona XIII Rerum Novarum, a skończywszy na nauce Jana Pawła II. Cóż zatem dziwnego, że Solidarność jest ważną latarnią życia politycznego i społecznego?

Nie, nie jest prawdą, że premier Morawiecki „kilka dni temu de facto przyznał, że zakaz handlu okazał się pomyłką”, a przynajmniej ja nie znam cytatu, który by to potwierdzał. Choć owszem, rząd ma prowadzić „analizy skutków”. Sama nazwa „zakaz handlu” jest tutaj manipulacją i służy zniechęcaniu Polaków do pomysłu OGRANICZENIA handlu w niedziele, kto bowiem lubi „zakazy”? Na pewno nie Polacy. Jeśli jednak rząd nabiera wątpliwości to głównie pod presją lobbystów wielkich sieci handlowych i „wiodących mediów”, których kampanii wrogiej wobec wolnych niedziel jesteśmy świadkami. Mało takich już widzieliśmy? Choćby kampania przeciwko pomocy frankowiczom. Wiadomo było, że zostali przez banki oszukani, ale połączone siły lobbystów przekonujących, że „jeśli zmusimy banki by im to zrekompensowały to zawali się system bankowy” oraz kampania w mediach pt. „a dlaczego pomagać akurat frankowiczom, nie wiedzieli co podpisywali?” doprowadziła do tego, że ostatecznie biedne banki, którym nie może stać się, w odróżnieniu od ich kredytobiorców, krzywda, ostatecznie postawiły na swoim, a frankowicze zostali z dziwnym przekonaniem, ze wobec bankowych „doradców” i ich broni masowego rażenia w postaci „małego druczku” w umowach, pozostali bezbronni.

Ograniczenie handlu w niedziele

A ograniczenie handlu w niedziele, jest owszem pomysłem Solidarności, ale, o czym red. Fiedorczuk nie wie, ustawa solidarnościową nie jest, ustawa Solidarności została przez PiS praktycznie wyrzucona do kosza, a obecny projekt jest projektem autorskim Prawa i Sprawiedliwości. Co nie zmienia faktu, że co do zasady, Solidarność cieszy się, że wymuszanie na pracownikach handlu wielkopowierzchniowego, pracy w niedzielę uległo ograniczeniu.

Redaktor Fiedorczuk nie wie również, spieszę z wyjaśnieniem, że ograniczenie handlu w niedzielę popierają również drobni polscy kupcy. W grudniu zeszłego roku w siedzibie Naczelnej Rady Zrzeszeń Handlu i Usług w Warszawie przedstawiciele polskich organizacji kupieckich oraz związków przedsiębiorców z branży handlowej wzięli udział w konferencji prasowej dotyczącej wpływu ustawy o ograniczaniu handlu w niedziele na kondycję małych i średnich sklepów

– Chcieliśmy się spotkać w związku z medialną narracją i lobbingiem Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji na temat ustawy o zakazie handlu w niedziele. Zadziwia nas to, że tak często słychać głosy, iż ustawa spowoduje upadek małych sklepów, a gospodarka się zawali. Jednak jeśli porównać do poprzedniego roku, to w tym roku przychody w handlu wzrosły. Nie widać też żadnego zaniepokojenia, żeby ustawa szkodziła handlowi i gospodarce. Pojawiają się też głosy, że w tym roku padło 15 tys. sklepów, ale to nie jest w ogóle związane z ustawą. W ub. roku np. upadło niewiele mniej, bo 12 tys. sklepów – mówił Jan Rakowski, prezes Kongregacji Przemysłowo-Handlowej OIG.

Według Rakowskiego, jeśli chodzi o zaopatrzenie ludności, to sytuacja na rynku jest zadowalająca – Niepokojące jest natomiast to, co dzieje się w dni poprzedzające dni wolne od handlu. Wówczas dzieją się rzeczy niezgodne z prawem, jak chociażby sprzedaż towarów poniżej ceny zakupu – czyli owszem, sklepy mają kłopoty, ale nie ze względu na wolne niedziele, tylko ze względu na DUMPING HIPERMARKETÓW.

Ryszard Jaśkowski, prezes KZRSS Społem, który podkreślał, że w obowiązującej ustawie zbyt wiele jest wyłączeń, które placówki mogą handlować w wolne niedziele – Alfred Bujara z Solidarności proponował, by było ich 19, a są aż 32 wyłączenia. Naszym zdaniem przynajmniej o 10 za dużo. Dlatego przygotowaliśmy specjalne oświadczenie – mówił Jaśkowski.

W stanowisku podpisanym przez przedstawicieli polskich organizacji kupieckich oraz związków przedsiębiorców z branży handlowej można m.in. przeczytać, że właściciele większości polskich placówek handlowych z zadowoleniem przyjęli ustawę o ograniczeniu handlu w niedziele.

– Żadne przewidywane przez zagraniczne siedzi handlowe, negatywne skutki ustawy nie sprawdziły się, zarówno w obszarze bezrobocia, obniżenia płacy pracownikom handlu, zmniejszenia wpływów z tytułu podatków pośrednich, czy też pogorszenia koniunktury w handlu. W wyniku ustawy o ograniczeniu handlu w niedziele, poprawiła się sytuacja mikro firm z branży handlu wyrobami własnymi, towarami niskoprzetworzonymi, rozwija się gastronomia, a przede wszystkim aktywne formy wypoczynku oraz zdrowy styl życia. Jednocześnie potwierdzamy wzmożony proceder nagminnego omijania ustawy o ograniczeniu handlu, w większości przez zagraniczne sieci sklepów franczyzowych– czytamy w stanowisku Organizacji Handlu i Usług. Na koniec konferencji przedstawiciele zgromadzonych organizacji zaapelowali do Mateusza Morawieckiego o pilne procedowanie w Sejmie Ustawy o ograniczeniu handlu w niedziele i święta oraz w niektóre inne dni wolne.

Alfred Bujara, przewodniczący Krajowego Sekretariatu Banków, Handlu i Ubezpieczeń NSZZ Solidarność został również ostatnio wyróżniony statuetką „Zasłużony dla Kupiectwa Polskiego”.

Ciekawe, prawda? Tylko, że w „wiodących mediach” nie da się o tym poczytać, tam obowiązuje narracja o „upadających małych sklepach”. A ograniczenie handlu w niedziele ma też inne aspekty, takie jak obrona modelu tradycyjnej rodziny, nie bez powodu Solidarność w walce o wolne niedziele, wspierał Instytut Kultury Prawnej Ordo Iuris

Czy PiS stoi dziś przed poważnymi dylematami, związanymi również ze swoją narracją o „cudzie gospodarczym”? Tak, owszem, jako obywatel oczekuję, że potrzebne, również jako inwestycja w kapitał społeczny, programy takie jak 500+, rząd Prawa i Sprawiedliwości będzie miał na tyle policzone, że nie zrobi krzywdy ani budżetowi, ani innym niezbędnym programom, takim jak np. modernizacja armii.

W tej grze jednak każdy ma swoje role. Rząd ma pracować dla wspólnego dobra, inwestować w kapitał społeczny, ale też pilnować budżetu. Przedsiębiorca ma pilnować swojego interesu, bo jego biznes buduje za pośrednictwem podatków dobrobyt nas wszystkich. Związek zawodowy ma pilnować żeby rozwój nie odbywał się kosztem pracowników. A my z redaktorem Janem Fiedorczukiem mamy szukać dziury w całym, na wypadek, gdyby coś w tym wszystkim miało nie grać. I to jest OK, pod warunkiem, że odbywa się na zasadach wzajemnego poszanowania i poziomu dyskusji.

Artykuł wyraża poglądy autora i nie musi być tożsamy ze stanowiskiem redakcji.

Czytaj także:
W Polsce liczy się tylko jeden Duda

/ Źródło: DoRzeczy.pl
/ dcy

Czytaj także

 27
  • Oooo! IP
    Gościu - o groźnej minie, czyni wszystko, by doczekać wysokiego odznaczenia "Orła Białego" Widocznie jemu to obiecano, jak też miejsce nr 1 na liście w jesiennych wyborach.
    Dodaj odpowiedź 0 0
      Odpowiedzi: 0
    • podsumowanie IP
      Na zdjęciu autor tekstu sam śmieje się z tego co naPiSał :)
      Dodaj odpowiedź 17 1
        Odpowiedzi: 0
      • i tyle IP
        Gdzie rządzą związki zawodowe tam jest bida.
        Dodaj odpowiedź 23 1
          Odpowiedzi: 0
        • becks'a IP
          Chcemy dotować górników to będziemy mieć drogi prąd. Chcemy fundować pracownikom tych elektrowni dożywotnie zatrudnienie to huty musza zniknąć. Już dziś mamy z Niemcami deficyt ponad 100 tys ton stali bo opłaca sie bardziej u nich gdzie energia o 60% tańsza. Chcemy 1000+ będziemy mieli wyższe podatki. Nie ma ze będziesz młody zdrowy i bogaty
          Dodaj odpowiedź 15 1
            Odpowiedzi: 0
          • Pan M*rzyński - Filipiński IP
            Po pierwsze, jako 14-15 latek nie musiał mieć pan mieć świadomości, że ta "Solidarność" ma niewiele wspólnego z tamtą Solidarnością. To że tworzyli ja ludzie z tamtej, o niczym nie świadczy, bo  "odbudowany związek" działał już na całkowicie innych zasadach.
            Dzisiaj już powinien pan tą świadomość posiadać.
            Po drugie, powinien pan patrząc obiektywnie okiem dorosłego człowieka na to co stało się w roku 1989 dostrzec, że komuna w istocie "obaliła" się sama, ta "Solidarność" była potrzebna do tego by ten proces uwiarygodnić.
            Jak to celnie ujął Czarzasty oni "... się k****, przy Okrągłym Stole i 4 czerwca 1989 r. do-ga-da-li”
            Duda rządzi związkiem stworzonym "na miarę potrzeb i możliwości" ludzi którzy ją "odbudowali". To siła polityczna, w zasadzie nie wiem z jakiego powodu nazywana jest wciąż związkiem zawodowym
            Dodaj odpowiedź 25 1
              Odpowiedzi: 0
            • rozbawiony IP
              Skutecznym to on był ZOMOWCEM
              Dodaj odpowiedź 25 3
                Odpowiedzi: 0
              • AnalitykCOP IP
                Bzdury.

                Wszystkie związki zawodowe w obecnym wydaniu są szkodliwe dla państwa. Ba, w ogóle się nie liczą z interesem państwa jako całości. "Wydrzeć" ile się da od państwa, bez żadnej odpowiedzialności za to państwo.
                Ot, cała filozofia związkowców.

                Tak "padało" mnóstwo polskich przedsiębiorstw państwowych. Niech padną ale podwyżki i przywileje muszą być.

                Korea Płd nie miała silnych związków zawodowych, ale miała za to silne państwo i mądrych ministrów. Efekty widoczne na całym świecie, to samo Chiny.

                Bzdurą jest też przypisywanie związkom pozytywnej roli w państwie. 8 lat duda siedział cicho jak hasał tusk z PSLem.

                Gdyby nie PIS, Tusk z PSLem rządziliby do dzisiaj.

                Zarządzanie dudy polega na głupim chłopskim rozumowaniu "jak mi nie dacie to ja wam pokażę"
                Dodaj odpowiedź 33 3
                  Odpowiedzi: 0
                • strun IP
                  Trudno się z Panem nie zgodzić.
                  Dodaj odpowiedź 10 10
                    Odpowiedzi: 0
                  • Hahah IP
                    Skuteczny to nie jest żaden komplement ani pozytywny atrybut tylko zwykły przymiotnik. Może być skuteczny w szkodzeniu jak to czyni teraz.
                    Dodaj odpowiedź 22 1
                      Odpowiedzi: 0
                    • Lechi IP
                      Do roboty nieroby związkowcy ,
                      do czego wy jesteście potrzebni?
                      Związkowcy którzy siedzą w biurze ,to zwykłe sekretarki to nie związkowiec
                      W teren nieroby
                      Dodaj odpowiedź 29 5
                        Odpowiedzi: 0
                      • suweren IP
                        Jakoś skuteczność tego Pana w sprawie możliwości przejścia na emeryturę po 40 latach składkowych jest zerowa, po kilkukrotnych obietnicach sprawa ucichła. Taka jest skuteczność i wiarygodność tego Pana i całej te formacji, ciemnemu narodowi obiecuje się złote góry gdy potrzeba głosów a potem rzuca się ochłap i zapomina do następnych wyborów .
                        Dodaj odpowiedź 26 2
                          Odpowiedzi: 0
                        • Qazqaz IP
                          Pan Krzysztopa jest rysownikiem, i powinien nim pozostać. Choć jego rysunki są również rysowane wazeliną.

                          Ale wazelinować Bujarze, oszolomoiw i populiście? To juz przesada.
                          Dodaj odpowiedź 11 4
                            Odpowiedzi: 0
                          • Wojciech Jabłoński IP
                            PiS-KOMUNA I KOŚCIÓŁ.
                            ANTYPOLSKI SOJUSZ PRZECIWKO DEMOKRACJI.

                            "Rządy" partii o mylącej nazwie Prawo i Sprawiedliwość opierają się na cudzych, polskich pieniądzach. Podatnik polski płaci, bo płacić musi. Jak na każdą inną władzę w tym kraju, tylko drożej. Ale - musi. "Rządy" piskomunistyczne zawarły sojusz z inną, nie polską organizacją, na którą polski podatnik też płacić musi. Jak za KAŻDEJ innej władzy (SLD, PO, AWS, PSL, któż tam jeszcze?...) w tym kraju. Choć polski podatnik - tym razem - wcale jakby nie ma takiego obowiązku, bo to nie jest władza w jego państwie. Kościół katolicki nie jest gospodarzem Polski. To my, obywatele, nimi jesteśmy. Przynajmniej na papierze. Ale od lat płacimy miliardy złotych na tego "gościa" na naszej ziemi. Gdzie tkwi haczyk? O pltym w dzisiejszym tekście.

                            Na początek - didaskalia. Nie jesteśmy bowiem, wbrew pozorom, "antyklerykałami". Brzydzi nas jedynie złodziejstwo. Zwłaszcza na majątku naszego kraju.

                            To nie jest wpis o charakterze antyreligijnym. Religia nas całkowicie nie interesuje. W wolnym kraju każdy wybiera, w co chce wierzyć lub nie. Wiara lub niewiara w coś może być powodem do dumy lub wstydu. My np. ze swojej niewiary jesteśmy bardzo dumni. Ale to w tej chwili nie ma żadnego znaczenia. Liczy się kondycja państwa. Finansowa i moralna. A z tą - pod "kuratelą" kościoła - nie jest najlepiej. Słowem, emocje nas nie interesują. Chodzi nam o to, ile musimy za nie my, Polacy, płacić. I co konkretnie dają te emocje, skoro są tak drogie. I komu one coś - jeśli w ogóle - dają, skoro są tak kosztowne w utrzymaniu.

                            Zatem - qui bono, moi DRODZY?

                            Tylko fakty!

                            Czytajcie uważnie, bo w Czechach, Holandii, Niemczech, Szwecji itd. - TEGO NIE MA. A rzecz dzieje się w sercu Europy. W Polsce:

                            - kościół katolicki nie płaci CIT;

                            - kościół katolicki nie płaci VAT (taca, "usługi" religijne);

                            - kościół katolicki praktycznie nie płaci za inną działalność o charakterze gospodarczym (produkcja dewocjonaliów, lokalnej żywności, napitków, wynajem nieruchomości itp.);

                            - kościół katolicki praktycznie nie płaci ZUS (80% składki księdza, zakonnika i zakonnicy pokrywa polski podatnik);

                            - kościół katolicki może przejąć w Polsce dowolną nieruchomość - na mocy "wyroków" dziwnej Komisji Majątkowej lub uchwałą władz lokalnych: za darmo lub 1% wartości WAŻNE! Za pierwszej PiS-komuny, w 2006 r., Ziobro poszedł na rękę kościołowi na tyle, iż podważył dla dziwnej Komisji Majątkowej, rozdającej polski majątek narodowy panom z Watykanu, orzeczenie Sądu Najwyższego, czyniąc hierarchów "spadkobiercami" kościoła niemieckiego na ziemiach zachodnich i północnych - w ten sposób szaber mienia państwowego poszedł pełną parą i na terenach nie będących częścią Polski przed 1945 r.;

                            - interesy gospodarcze kościoła katolickiego mają pierwszeństwo, będąc hojnie sponsorowane przez państwo polskie (Rydzyk i reszta) oraz zyskują lewe ulgi w kwestii darowizn i braku opodatkowania dowolnych przedmiotów służących rzekomo kultowi religijnemu (samochody, kościoły, pałace biskupie, pomniki itd.);

                            - praktycznie TYLKO kościół katolicki ma w Polsce prawo do obrotu ziemią rolną;

                            - kościół katolicki korzysta z polskiego, podatkowego "sposoringu" własnych, ideologicznych szkół;

                            - interesy polityczne kościoła katolickiego mają pierwszeństwo, będąc uwzględniane w pierwsze kolejności przez polskiego ustawodawcę (tzw. konkordat: roczne koszty RP szacuje się na 10 - 17 MILIARDÓW ZŁOTYCH! - to jakieś pierwotne 500+ dla bezdzietnych; opłacana z budżetu - 1,2 MILIARDA ZŁOTYCH - "nauka" religii w szkołach publicznych; wpływ na kształt ustaw, w tym tych dotyczących "edukacji" - o czym pisaliśmy w poprzednim tekście);

                            - "pielgrzymki" kolejnych papieży i zwoływane przez nich w Polsce imprezy o charakterze religijno-komercyjnym (np. tzw. Światowe Dni Młodzieży) pokrywa swoją pracą polski podatnik;

                            - pod wpływem ww. imprez dochodzi nawet do stopniowego ograniczania praw obywatelskich (np. przy okazji tzw. ŚDM zaostrzono przepisy dotyczące rejestracji telefonów na kartę prepaid, polski kodeks karny utrzymuje wysokie kary za bliżej nieokreśloną "obrazę uczuć religijnych");

                            - kościół katolicki dba - ze wsparciem państwa polskiego - o trwałe umocowanie swoich ludzi w strukturach państwa (szereg "kapelanów" utrzymywanych przez polskiego podatnika, emerytury generalskie dla ludzi, którzy nie wąchali prochu, a błyskawicznie awansowali na stanowiska wyższych - polskich! - oficerów, np. Głódź).

                            Amen po raz pierwszy.

                            Co ma z tego Polska?

                            NIC. Ma Polska opinię kraju, w którym nie respektuje się konstytucyjnego rozdziału państwa i kościoła. Ma Polska armię obcych (Watykan to podmiot prawa międzynarodowego od czasów Traktatów Laterańskich Mussoliniego, ma własne, "kanoniczne", prawo) urzędników na utrzymaniu.

                            Najlepsze, że POLSKA NIE JEST NIC KOŚCIOŁOWI KATOLICKIEMU WINNA. NIC MU NIE ZAWDZIĘCZA. Targowica? Zabory? Uznanie niemieckiej administracji w Polsce jesienią 1939? Precz z mitologią postsolidarnościową. Polska nie jest kościołowi, globalnej Firmie z własnymi interesami (których tu nie kwestionujemy - to polityka), winna własnej, ciężko i krwawo zdobytej niepodległości (kościół kolaborował z KAŻDYM reżimem, jaki podbijał ten kraj), wolności, demokracji - bo to jest instytucja antyliberalna i antydemokratyczna ex definitione. OK. Niech taką pozostanie, jeśli polityka tego wymaga. Ale POLSCE FINANSOWO NIC DO TEGO.

                            Co ma z tego PiS-komuna?

                            SPORO. PiS-komuna zyskuje bowiem to, na co liczyły - za cudze pieniądze, jak obecnie - wszystkie poprzedzające ją polskie rządy po roku 1989:

                            - polityczne wsparcie (z ambon, ze studiów TV i radia itd.);

                            - brak reakcji kościoła katolickiego na otwarcie antydemokratyczną działalność obecnego reżimu - demontaż instytucji konstytucyjnych w rodzaju Trybunału Konstytucyjnego czy ograniczanie praw obywatelskich wspomnianych wyżej (słusznie pisał o tym niedawno pastor Bem: kościół jest formalnie antykomunistyczny, ale faktycznie: antydemokratyczny);

                            - kształtowanie ("formacja" czyli indoktrynacja) nowego typu "obywatela" - posłusznego, niedouczonego i przeciwnego standardom europejskim (o tym wspominaliśmy w poprzednim tekście dotyczącym piskomunistycznej "edukacji" w szkołach publicznych. Tu cele PiS-komuny i kościoła wyraźnie się zazębiają).

                            Amen po raz drugi.

                            Antypolski, czarno-czerwony sojusz

                            Tym właśnie jest spółka PiS-komuny i kościoła katolickiego w Polsce. Podobne cele, podobny styl działania, dążność do bycia utrzymywanym przez podatnika, któremu pieprzy się w mózgu przymusowo, za jego pieniądze.

                            Podoba się Wam?

                            Bo mnie, to jakby nie bardzo.

                            Zrobimy z tym coś, jeśli tylko zechcecie.

                            A jeśli nie chcecie, jeśli Wam to pasuje - nie zapomnijcie o dzisiejszej tacy.

                            W końcu - niedziela.

                            Amen po raz trzeci.

                            Wojciech Jabłoński
                            Dodaj odpowiedź 11 4
                              Odpowiedzi: 1
                            • Leming IP
                              Jeśli dla pana Krysztopy różnica pomiędzy 12 tys a 15 tys jest niewielka, to o czym tu mówić ?
                              Jeśli dla pana Krysztopy statystyki które jasno pokazują spadek obrotów w małych sklepach i wzrost w sieciach i na stacjach benzynowych nie istnieją, po zaprzyjaźniony z Solidarnością działacz powiedział że jest odwrotnie, to o czym tu dyskutować ?
                              Ta polemika jest napisana z pozycji ideologicznych, a nie merytorycznych.
                              Dodaj odpowiedź 12 2
                                Odpowiedzi: 0
                              • pamiętliwy IP
                                Piotr Duda zbrojnie wspierał reżim Jaruzelskiego w stanie wojennym. Nic takiej hańby nie zmyje. 1981 roku KAŻDY Polak wiedział co to jest PZPR i co to jest Solidarność. Duda też. I wybrał.
                                Dodaj odpowiedź 10 2
                                  Odpowiedzi: 0

                                Czytaj także