KrajMarcin Bajko. Urzędnik do zadań specjalnych?

Marcin Bajko. Urzędnik do zadań specjalnych?

Warszawa
Dodano
Przez lata pracy w samorządzie wielokrotnie miałem sygnały o nieprawidłowościach dotyczących gospodarowania nieruchomościami i w większości tych spraw występował osobiście pan dyrektor Marcin Bajko, więc wiele razy zastanawiałem się nad tajemnicą jego wpływów i tego, że mimo różnych wątpliwości wokół jego nazwiska ciągle piastował tak znaczące stanowisko w warszawskim samorządzie – mówi w rozmowie z DoRzeczy.pl były warszawski radny Maciej Maciejowski.

Marcin Bajko, wieloletni pracownik stołecznego ratusza, szef Biura Gospodarki Nieruchomościami stał się jednym z głównych antybohaterów afery reprywatyzacyjnej w Warszawie. To między innymi jego nazwisko wskazała prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz mówiąc o winnych błędów przy zwrocie Chmielnej 70, zapowiadając jego dyscyplinarne zwolnienie.  Za wypowiedź sugerującą powiązanie z aferą, Bajko zapowiedział wystąpienie przeciwko wiceprzewodniczącej PO na drogę sądową, aby – jak to ujął w jednym z wywiadów – wszystko „odszczekała”. W wywiadzie dla Wirtualnej Polski stwierdził z kolei, że przez wszystkie lata pracy w urzędzie trzy razy oświadczał pani prezydent, że chętnie zrezygnuje, jeśli jego osoba jest problemem, bo jest kojarzony z reprywatyzacją. Jak dodał, „pani prezydent nigdy nie chciała przyjąć rezygnacji”. Bajko stwierdził także, że jeszcze w kwietniu był zapewniany zarówno przez Gronkiewicz-Waltz, jak i jej zastępcę Jarosława Jóźwiaka, że nie ma powodu, aby odchodził, ponieważ wszystkie decyzje ws. reprywatyzacji były wydawane prawidłowo.

Tajemnica wpływów dyrektora BGN

Jak to się stało, że dopiero przyparcie do muru Hanny Gronkiewicz-Waltz w czasie apogeum afery reprywatyzacyjnej, doprowadziło do decyzji o zwolnieniu szefa BGN, skoro informacje o nieprawidłowościach pojawiały się dużo wcześniej? Jak to możliwe, że tak ważny urzędnik przez lata swojej pracy nie był zobowiązany do składania oświadczeń majątkowych? I wreszcie – skąd taka pewność siebie u dyrektora Bajko?

W ocenie byłego radnego Warszawy Macieja Maciejowskiego, Bajko pełnił w stołecznym ratuszu rolę człowieka do zadań specjalnych, głównie ze względu na swoje kontakty z prominentnymi politykami Platformy Obywatelskiej. – Przez te lata pracy w samorządzie wielokrotnie miałem sygnały o nieprawidłowościach dotyczących gospodarowania nieruchomościami i w większości tych spraw występował osobiście pan dyrektor Marcin Bajko, więc wiele razy zastanawiałem się nad tajemnicą jego wpływów i tego, że mimo różnych wątpliwości wokół jego nazwiska ciągle piastował takie znaczące stanowisko w warszawskim samorządzie – przyznaje w rozmowie z DoRzeczy.pl były radny. Maciejowski tłumaczy, że sprawa zaczęła mu się rozjaśniać, kiedy wszedł w posiadanie dokumentów dotyczących m.in. sławnego już strychu Julii Pitery na warszawskim Mokotowie oraz dotyczących spraw, w których ta sama posłanka PO interweniowała na rzecz handlarzy roszczeniami w warszawskim samorządzie. – Zorientowałem się wówczas, że pan dyrektor Bajko wyświadczał przysługi politykom Platformy i tu domniemywam, jest tajemnica jego wpływów – tłumaczy Maciejowski.

Przyjacielska przysługa?

Przypomnijmy, że we wspomnianej przez Maciejowskiego sprawie strychu Julii Pitery, która przed laty stała się powodem konfliktu w PO,  swoją rolę odegrał dyrektor Bajko. To właśnie on, jako ówczesny zastępca dyrektora Biura Gospodarki Nieruchomościami, Geodezji i Katastru zlecił  wykonanie inwentaryzacji lokalu, którego wykupem zainteresowani byli Julia i Paweł Piterowie. Pierwotnie inwentaryzacja miała być potwierdzona i sfinansowana ze środków Biura, jednak nie stało się tak wskutek wycofania kontrasygnaty Skarbnika Miasta. Za ekspertyzę z własnej kieszeni miał zapłacić nie kto inny, jak Marcin Bajko. Jak twierdzi Maciejowski, ekspertyzę tę przedstawioną jako firmowaną przez Urząd Miasta, Pitera miała przedstawić jako dowód w procesie cywilnym ze stołecznym ratuszem dotyczącym metrażu poddasza.

Handlarz roszczeniami

Druga poruszona przez byłego radnego sprawa to interwencje Pitery w sprawie  Elżbiety Marcinkowskiej-Berckmuller i Macieja Marcinkowskiego, reprezentowanych przez ich prawnika.– Do pani poseł Pitery przychodzi adwokat. Dla mnie to jest nie do pomyślenia. W tej chwili sam kieruję biurem poselskim i wiem że poseł podejmuje interwencje na wniosek obywateli. Jeśli jednak poseł podejmuje interwencje na wniosek adwokata , który reprezentuje handlarza roszczeniami, to nie działa jak poseł tylko jak lobbysta – wskazuje Maciejowski. Tu należy zaznaczyć, że posłanka PO zwracała się w niniejszej sprawie m.in. do Hanny Gronkiewicz-Waltz i właśnie  Marcina Bajko.  Maciejowski dodaje, że sprawa zakończyła się pomyślnie dla Marcinkowskich i jest to kolejny przykład, że wpływy polityczne działały i że nie można było z dnia na dzień pozbyć się Bajko.  – Te sprawy to jednak zapewne tylko odprysk tego, co działo się w rzeczywistości – kwituje nasz rozmówca.

fot. pixabay.com/kruszyzna0/Public Domain
 
 

 0

Czytaj także