Łodzią po Wiśle

Dodano
Z Piotrem Sadurskim, archeologiem rozmawia Anna Piotrowska

(…) W 2011 r. namówiłem kolegę dziennikarza z jednej z redakcji na rejs motorówką do Berlina. Wisłą do Brdy, przez Kanał Notecki do Warty, Odry i dalej – do stolicy Niemiec. Dopłynęliśmy do Zakroczymia, położyliśmy się spać na świeżym powietrzu, ale strasznie nas komary gryzły, więc wstaliśmy o godz. 5 rano i ruszyliśmy dalej. Na wysokości Czerwińska wyspa, drewniana łódka, facet w apaszce, marynarce, pijący wino. A była godz. 7. Podpłynęliśmy i rzuciliśmy: „Cześć, fajną masz łódkę…”. „Wy też” – i tak od słowa do słowa się okazało, że to jest operator filmowy
Marcin Figurski, który kupił tam działkę i zauważył, że miejscowi używają drewnianych płaskodennych łódek.

Po powrocie z tej wyprawy spotkałem w kinie kolegę ze studiów – Ryśka Romanowskiego, którego zaraziłem ideą pływania tymi płaskodennymi
łodziami po Wiśle, wymyśliliśmy biznes polegający na organizowaniu rejsów po rzece. Na razie nic z tego nie wyszło, ale w ramach fundacji ProBono.pl z grantu przyznanego przez miasto Warszawa zbudowaliśmy tradycyjną łódkę – półlejta.

Okładka tygodnika Do Rzeczy: 40/2014
Cały artykuł dostępny jest w 40/2014 wydaniu tygodnika „Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
/ atr

Czytaj także

 0

Czytaj także