Nasi w mediachDziennikarz na placu boju nie może być sam

Dziennikarz na placu boju nie może być sam

Dodano

Dziennikarz w sytuacji konfliktowej nie może zostawać sam na placu boju. Musi mieć za plecami wydawcę, który bierze współodpowiedzialność za teksty, publikowane w swojej gazecie. W tym celu niezbędne są zmiany w prawie prasowym i wpisanie do niego obowiązku ochrony prawnej dla dziennikarza ze strony wydawcy. O takich zmianach dyskutowali Paweł Lisicki, redaktor naczelny „Do Rzeczy”, Piotr Legutko, wiceprezes SDP i mecenas Artur Wdowczyk, adwokat, broniący dziennikarzy, w ramach debaty, zorganizowanej przez Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP. Debatę prowadził Marek Palczewski z SDP.

Przyczynkiem do pomysłu zmian w prawie była decyzja Gremi Media, wydawcy m.in. „Rzeczpospolitej” by cofnąć pomoc prawną swoim byłym już pracownikom: Pawłowi Lisickiemu, Tomaszowi Wróblewskiemu (kolejno pełnili funkcje redaktora naczelnego „Rz”) i dziennikarzowi śledczemu Cezaremu Gmyzowi. Branża uznała zachowanie Grzegorza Hajdarowicza, właściciela Gremi Media za niebezpieczny precedens.

Zwłaszcza, co podkreślano na debacie SDP, że tego typu praktyki mogą prowadzić do „efektu mrożącego”, czyli zniechęcenia dziennikarzy do podejmowania trudnych i ryzykownych procesowo tematów. - Teksty na łamach gazety nie są prywatnymi tekstami dziennikarzy, powstają w ramach świadczenia przez nich pracy – mówił Paweł Lisicki. - Zostaliśmy postawieni w sytuacji, w której musimy się bronić jako osoby prywatne za czynności, które wykonywaliśmy w ramach świadczenia pracy – dodał nawiązując do decyzji Grzegorza Hajdarowicza.

Paweł Lisicki zwrócił uwagę, że coraz częściej pozwy, wezwania przedsądowe dotyczą nie tylko tekstów śledczych, lecz także informacyjnych. - Sytuacja w której dziennikarze mogą w każdej chwili zostać pozbawieni ochrony prawnej i ci, o których piszą o tym wiedzą, sprawia, że pozywanie ich może stać się stałą praktyką – mówił. - Poza tym wydawca mając swobodę decydowania kiedy i komu cofnąć taką ochronę, może używać jej jako środka nacisku. To niebezpieczny instrument – podkreślał.

Mecenas Artur Wdowczyk zaznaczył, że aby zmiany w prawie były skuteczne muszą zawierać skrócenie okresu roszczenia np. do 1 roku oraz precyzować wysokość zadośćuczynienia. - Za naruszenie dóbr księżna brytyjska, której zrobiono zdjęcia topless w ciąży dostała 2 tysiące euro zadośćuczynienia. W Polsce o tak niskich kwotach w przypadku pozywania mediów nie słyszałem – mówił, wskazując że w naszym kraju sędziowie z dużą łatwością zasądzają wysokie zadośćuczynienia w związku z publikacjami prasowymi. Mówił też, że bardzo łatwo jest dziś pozwać gazetę. - Za łatwo – podkreślał.

Dodał jednak, że zmiany będą trudne do przeprowadzenia, bo nie leżą w interesie ani ani polityków, którzy nie lubią dziennikarzy ani wydawców.

Rzeczywiście, w stanowisku Izby Wydawców Prasy, przesłanym do SDP czytamy, że „Izba zawsze stała na stanowisku, że kwestie dotyczące postępowania wydawców i dziennikarzy powinny być ujmowane przede wszystkim w środowiskowej samoregulacji i rozpatrywane przez właściwe organa samorządu środowiskowego”.

A co jeśli, na co od razu zwrócili uwagę dyskutanci, środowiskowe zapisy nie działają jak trzeba?

- Kodeks Dobrych Praktyk i inne wewnętrzne regulacje są wystarczające tak długo jak środowisko potrafi je egzekwować. Gdzie konsekwencje i dalsze działania w sprawie wydawców, którzy je łamią? Nie ma ich i tu jest problem - stwierdził obecny na sali Tomasz Wróblewski.

Zwrócił także uwagę na to, że coraz więcej dziennikarzy pracuje nie na umowę o pracę, lecz umowy o dzieło, zlecenia bądź prowadząc własną działalność gospodarczą i bez względu na to, jaką umowę podpisuje powinien być przez wydawcę chroniony. - Trzeba uczulać dziennikarzy, by także sami pilnowali tych zapisów podczas podpisywania umów – mówił.

Piotr Legutko podkreślił, że walka o obowiązek ochrony prawnej dziennikarzy będzie jednym z priorytetów zarządu SDP. - Wyobraźmy sobie sytuację, gdy pijany mężczyzna napada kobietę, ale obezwładnia go policjant. Następnie ów człowiek pozywa policjanta za napaść. Trudno wyobrazić sobie, by komenda stwierdziła, że co prawda policjant był w mundurze i wykonywał swoją pracę, ale z jakichś powodów ma w sądzie bronić się jako osoba prywatna. Tymczasem z takimi sytuacjami coraz częściej mamy do czynienia w mediach – mówił. Dodał, że do absurdalnych i niebezpiecznych dla dziennikarzy sytuacji nie dochodziłoby, gdyby każdy wiedział, iż zadzierając z dziennikarzem automatycznie zadziera z wydawcą.

Czytaj także

 0

Czytaj także