Nasi w mediachPapież kontra dziennikarze

Papież kontra dziennikarze

Dodano

Cezary Gmyz dla "Gazeta Polska Codziennie":

Z rozbawieniem, ale też smutkiem obserwuję, jak dziennikarze głównych mediów toczą nierówną walkę z problematyką religijną. A wszystko to przy okazji abdykacji papieża Benedykta XVI.

Ze zdumieniem dowiedziałem się o pewnych niewyobrażalnych dla mnie wcześniej mocach ustępującego Biskupa Rzymu. O dogmacie o nieomylności papieża w kwestiach wiary, kiedy kwestie te ogłaszane są ex cathedra, wiedziałem. Kiedy jednak usłyszałem z ust blond dziennikarki o tym, że „Benedykt w ostatnią niedzielę odprawił Anioła Pańskiego", nie posiadałem się z podziwu. Zastanawiałem się, jak wyglądała ta odprawa? Czy Jego Świątobliwość pokrzykiwał na Anioła Pańskiego: Sio!, czy też miało to bardziej cywilizowaną formę? Jednak mimo wszystko ucieszyłem się, że w umiejętność odprawiania Anioła Pańskiego nie była wyposażona Maryja Panna. Jak bowiem potoczyłaby się historia Zbawienia, gdyby Ancilla Domini Anioła Pańskiego odprawiła?

Wrogowie jako eksperci

Czego jednak wymagać od dziennikarek, skoro nawet profesora Magadalena Środa, było nie było profesora filozofii, uznała, że Ratzinger „rewitalizował tomizm, oddalając Kościół od postanowień II Soboru Watykańskiego". Jedno zdanie, dwie bzdury w ustach filozofki. Jak słusznie zauważył Tomasz Terlikowski, Benedyktowi znacznie bliżej do myśli augustiańskiej niż do Akwinaty. A już zupełnym „mistrzostwem" było uznanie, że papież oddalił się od Vaticanum II. Joseph Ratzinger nie był wprawdzie ojcem soborowym, lecz niewątpliwie był podczas obrad osobą bardzo wpływową. Owszem zdarzało się mu potem zabierać głos krytycznie wobec niektórych liberalnych interpretatorów Soboru. Nigdy jednak nie kwestionował samego Vaticanum, choć oczywiście deklarację „Dominus Iesus" można uznać jako pewnego rodzaju polemikę z dekretem o ekumenizmie „Unitatis redintegratio" czy deklaracją „Nostra Aetate". Benedykt XVI jako papież mógł w tej materii zmienić nauczanie Kościoła katolickiego. Nigdy jednak tego nie zrobił.

Ulubioną zagrywką wiodących mediów stało się zapraszanie do komentowania abdykacji Benedykta XVI ludzi, którym z Kościołem katolickim przestało być po drodze. Doszło nawet do absurdalnej sytuacji, w której za Benedyktem XVI w starciu Tadeuszem Bartosiem, zbiegłym z zakonu dominikaninem, ujął się mój współwyznawca, luteranin Dariusz Bruncz, redaktor portalu Ekumenizm.pl.

Jedno przykazanie zamiast dziesięciu

Obserwując debatę na temat abdykacji papieża, można było odnieść wrażenie, że sednem chrześcijaństwa jest seks. A dekalog składa się nie z dziesięciu, jakby wskazywała na to nazwa, przykazań, lecz z jednego. Szóstego. Że właściwie całe chrześcijaństwo kręci się nie wokół Krzyża, lecz za przeproszeniem dupy. Homoseksualizm, pedofilia księży, konkubinaty, lesbijki, idiotki z Femen profanujące Notre Dame, mafia pederastów rządząca Watykanem to główne tematy rozpalające wyobraźnię dziennikarzy przy okazji rezygnacji Biskupa Rzymu.

Jednak żadnemu z dziennikarzy nie przyszło do głowy, by przy tej okazji oddać głos samemu papieżowi. Na przykład cytując pierwszą encyklikę Benedykta XVI „Deus Caritas Est": „Sposób gloryfikacji ciała, jakiego dzisiaj jesteśmy świadkami, jest zwodniczy. Eros sprowadzony jedynie do seksu staje się towarem, zwykłą rzeczą, którą można kupić i sprzedać, co więcej sam człowiek staje się towarem. W rzeczywistości to nie jest wielkie tak człowieka dla swojego ciała. Przeciwnie, człowiek uważa teraz ciało i seksualność jedynie jako materialną część samego siebie, którą można używać i można wykorzystywać w sposób wyrachowany" – pisał Benedykt XVI.

Znalezienie tego cytatu nie jest takie trudne. Zauważyłem go nawet w ulubionym źródle wiedzy Bronisława Komorowskiego, czyli w Wikipedii. Nic zatem prostszego, by użyć ulubionej metody dziennikarstwa, które nazywam kontrolowanym – ctrl C, ctrl V.

Medialna trywializacja

Niestety pontyfikat Benedykta XVI zostaje sprowadzony do pedofilii wśród księży. No może jeszcze do kontrowersji, jakie wywołał wykład ratyzboński. Wykład sprowadzono do jednego cytatu i to nie Benedykta XVI, lecz krytycznego wobec islamu cytatu z Manuela II Paleologa, którego użył papież.

Wykład ratyzboński w moim przekonaniu to jedno z największych wystąpień w dziejach humanistki XXI w. Nie dlatego, że się z nim zgadzam. Wręcz przeciwnie. Są w nim liczne fragmenty, z którymi mógłbym polemizować. Protestanci, w tym Luter, a zwłaszcza Adolf von Harnack, zostali w nim potraktowani równie brutalnie, jeśli nie brutalnej niż islam. I to nie w formie cytatu, ale dosłownych wypowiedzi samego Biskupa Rzymu. Nie mogę jednak nie dostrzec, że za tymi wypowiedziami kryje się gigantyczna wiedza teologiczna. A przede wszystkim głęboka lektura i znajomość teologii protestanckiej w jej najlepszym wydaniu. Jako protestanta nie obowiązują mnie katolickie dogmaty, zwłaszcza ten już wzmiankowany o nieomylności. Wprawdzie wykład w Ratyzbonie był wygłaszany ex cathedra i na szczęście była to katedra uniwersytecka, nie zaś Biskupa Rzymu i nie tylko katolicy, ale nawet kacerze tacy jak ja mogą z nim polemizować.

Nawiasem mówiąc, wbrew temu, co twierdzą ostatnio dziennikarze wiodących mediów, katedrą Biskupa Rzymu nie jest Bazylika św. Piotra, lecz św. Jana na Lateranie.

Wracając do wykładu ratyzbońskiego, muszę stwierdzić, że ujęło mnie w nim poczucie humoru papieża, do którego przylgnął niesłusznie przymiotnik – pancerny. Benedykt XVI, wspominając Uniwersytet w Bonn, pozwolił sobie na zacytowanie pewnego przedniego zresztą dowcipu zaraz na początku wykładu. Komentował w ten sposób współistnienie w niewielkim Bonn aż dwóch wydziałów teologicznych na jednej uczelni. „Uniwersytet był także dumny ze swych dwóch wydziałów teologicznych. Było jasne, że dociekając racjonalności wiary, wykonywały one także pracę, która z konieczności jest częścią »całości« universitas scientiarum, nawet jeśli nie każdy mógł mieć udział w wierze, którą teologowie starali się skorelować z rozumem jako całość. To głębokie poczucie spójności wewnątrz świata rozumu nie było zakłócone, nawet gdy kiedyś doniesiono, że jeden z kolegów powiedział coś dziwnego o naszym uniwersytecie: że ma dwa wydziały poświęcone czemuś, co nie istnieje: Bogu. To, że nawet wobec tak radykalnego sceptycyzmu nadal konieczne jest i rozsądne podnoszenie kwestii Boga poprzez posługiwanie się rozumem i czynienie tego w kontekście tradycji wiary chrześcijańskiej: wewnątrz uniwersytetu jako całości, było akceptowane bez pytania" – mówił papież.

Niestety, jak widać, niemiecki papież doświadczył tego samego co nasz rodak, którego pontyfikat w medialnym odbiorze sprowadzono do zupełnie drugorzędnych elementów. W wypadku Jana Pawła II były to wadowickie kremówki i słowa z pierwszej pielgrzymki: „Niech zstąpi Duch Twój".

A rzeczywistość jest o wiele bogatsza niż medialny przekaz. Amen.

źródło: www.niezalezna.pl

 0

Czytaj także