Obserwator mediówRozpirzyć OFE i uratować własną skórę

Rozpirzyć OFE i uratować własną skórę

Rozpirzyć OFE i uratować własną skórę
Rozpirzyć OFE i uratować własną skórę
Dodano

Publicyści jakoś nie zachwycili się pomysłami premiera Tuska na reformę emerytur.

Witold Gadomski w "Gazecie Wyborczej" pisze m.in. o fikcji dobrowolności wyboru systemu. "Rząd Tuska wzorem rządu Orbána operacji nacjonalizacji funduszy emerytalnych zamierza dokonać w rękawiczkach, posługując się hasłem "dobrowolności". Jeden z wariantów przewiduje, że obecni członkowie OFE będą musieli ponownie zadeklarować, czy chcą do nich należeć, czy nie. Brak deklaracji będzie automatycznie oznaczać, że pieniądze zgromadzone dotychczas przez przyszłego emeryta zostaną przejęte przez ZUS. To znany chwyt marketingowy. Wiadomo, jak wiele osób - mimo kampanii informacyjnej i możliwych kar za zwłokę - nie wypełniło na czas deklaracji śmieciowych. Obawiam się, że przed decyzją - zostać w OFE czy pozwolić państwu, by zabrało nasze oszczędności - nie będzie kampanii informacyjnej, tylko seanse nienawiści w stosunku do OFE".

Ależ ten seans trwa już od dłuższego czasu! W najbliższych miesiącach intensywność oskarżeń może się już tylko zwiększyć. Dowiemy się zapewne, że Otwarte Fundusze Emerytalne odpowiadają za bezrobocie, słabszy wzrost PKB i kiepską pogodę. A potem usłyszymy, że kilku prezesów OFE, w czarnych koszulach i swastykami wytatuowanymi w intymnych miejscach, spotykało się potajemnie, by przygotować zamach bombowy przeciwko konstytucyjnym władzom RP.

Gadomski nie kreśli wprawdzie tak mrocznego scenariusza, ale i tak jest bezlistosny: "Kolejny wariant jest jeszcze bardziej kuriozalny - można będzie pozostać w OFE, pod warunkiem że będzie się wpłacało część pieniędzy z własnej kieszeni, a składkę i tak przejmie ZUS. W dodatku rząd nie da w tym wypadku gwarancji pełnej emerytury minimalnej. Ile osób się na ten wariant zdecyduje? Zero. Wariant zabrania OFE obligacji rządowych wydaje się najprostszy, ale jest jednocześnie najbardziej niebezpieczny. Na całym świecie fundusze emerytalne inwestują dużą część środków w obligacje, by odpowiednio rozłożyć ryzyko. Na naszym rynku nie ma wystarczająco dużo obligacji emitowanych przez spółki. Rząd, zabierając funduszom obligacje skarbowe, świadomie zakłóci ich funkcjonowanie, a po kilku latach powie: No proszę, nie mówiliśmy, że OFE są złe?".

Oczywiście, że powie. Aż dziw bierze, że rząd nie nakaże OFE inwestowania wyłącznie w papiery skarbowe Grecji, Cypru czy Zimbabwe. Oraz w obligacje spółek produkujących kasety VHS - jak wiadomo, mają one wielką przyszłość. Wtedy wszystko poszłoby dużo szybciej i sprawniej - OFE spokojnie by sobie upadły, a Jan Wincenty dostałby co najmniej Nobla z ekonomii za "wyjątkowo trafne prognozy gospodarcze".

"Rzeczywistą przyczyną rządowych propozycji nie jest troska o los przyszłych emerytów, lecz bardzo trudna sytuacja finansów państwa" - pisze Gadomski, zwracając się do tych lemingów, którzy jeszcze wierzą w bajki premiera i ministra finansów. "Tegoroczny budżet został błędnie zaprojektowany. Nawet po uwzględnieniu wolniejszego od prognozowanego wzrostu gospodarczego dochody budżetu nie powinny być tak niskie. Tymczasem zabraknie kilkudziesięciu miliardów złotych i rząd może wpaść na minę, jaką byłoby przekroczenie długu państwowego ponad poziom zapisany w ustawie o finansach publicznych. (...) Z dużym prawdopodobieństwem można przewidzieć dwa skutki "reformy emerytalnej" rządu Tuska. Po pierwsze, doraźnie poprawi się (w sposób księgowy) stan finansów państwa, co pozwoli rządowi na większą hojność w przyszłorocznym budżecie. Środki przyszłych emerytów sfinansują poparcie dla rządu".

Krótko mówiąc: wszyscy złożymy się na ratowanie skóry Platformie Obywatelskiej w 2014 r. (wybory do Parlamentu Europejskiego) i w 2015 r. (wybory do Sejmu i Senatu oraz prezydenckie).

Paweł Jabłoński w "Rzeczpospolitej" także nie ma wątpliwości co do rzeczywistych intencji rządu: "Rząd zdecydował, że nie będzie zadzierać z rolnikami, górnikami i innymi świętymi krowami finansowanymi z pieniędzy podatników. Zamiast tego postanowił złupić nasze pieniądze trzymane w funduszach emerytalnych (...). Widać, że rząd nisko ocenia społeczeństwo, a zwłaszcza możliwości jego mobilizacji. Niby proponujemy wielką społeczną debatę, ale jednocześnie liczymy, że znacznej części narodu po prostu nie będzie się chciało podjąć żadnej decyzji, dzięki czemu automatycznie pieniądze na emerytury trafią do dziury budżetowej".

Jabłoński sugeruje, że sprawa jest przegrana także z tego powodu, że żadna poważna siła polityczna nie broni OFE. "Jeżeli sami nie odłożymy na starość, to będzie ona tak nędzna, jak obecna polska klasa polityczna. Gdy więc znów pójdziemy do urn, to warto myśleć też o swoich przyszłych emeryturach" - kończy komentator "Rz".

Na koniec tekst z blogu znanego analityka Rafała Hirscha. Porównuje on osiągnięcia jednej z największych firm inwestycyjnych świata - funduszu Blackrock - z wynikami polskich OFE. Hirsch zamieszcza stosowny wykres, obrazujący ostatnie 15 lat i pisze: "Fundusz Blackrocka zawierający i akcje z USA, i akcje z zagranicznych rynków rozwiniętych, i z emerging markets, i obligacje państwowe, i korporacyjne, w tym także nawet trochę śmieciowych (...) doszedł z 10000 do nieco ponad 30000. Czyli potroił wartość jednostki uczestnictwa".

Kolejny wykres pokazuje wyniki ING OFE - mniej więcej w tym samym okresie. "Na początku mamy 10, dzisiaj mamy ponad 36" - objaśnia Hirsch. "Czyli Blackrock po 15 latach ma wartość początkową razy 3, a ING OFE po niecałych 14 latach ma wartość początkową razy 3,6. Blackrock ma 60% w akcjach na całym świecie i 40% w obligacjach na całym świecie. ING OFE ma mniej więcej 40% w akcjach tylko w Polsce i około 60% w obligacjach tylko w Polsce. A i tak jest lepszy. Bo polska gospodarka od lat rozwija się szybciej niż średnia światowa i ma to przełożenie także na wyceny aktywów, także na polskim rynku finansowym.

Ograniczać OFE, które działają właśnie na tym rynku to kolosalny błąd strategiczny. Zwłaszcza, że są moim zdaniem świetnie zarządzane. Najstarsze w Polsce fundusze inwestycyjne stabilnego wzrostu (podobny profil ryzyka jak OFE) Pioneera, czy Arki od 1999 pomnożyły kapitał słabiej (Arka - 2,7 razy, Pioneer tylko ok. 55%). Okej, fundusze inwestycyjne muszą liczyć się z odpływem kapitału i umorzeniami jednostek, a w OFE to ryzyko nie występuje, ale czy to robi aż tak dużą różnicę w codziennej pracy zarządzających z TFI i OFE? Chyba jednak nie. A jeśli tak, to mimo to - duży szacunek dla zarządzających z OFE z mojej strony".

Szacunek szacunkiem, ale skoro można coś spektakularnie rozpirzyć, to Tusk z Rostowskim takiej okazji na pewno nie przepuszczą.

 0

Czytaj także