Obserwator mediówUśmiech stalinowca przy porannej kawie

Uśmiech stalinowca przy porannej kawie

Dodano
Nawet media, które piętnują komunistycznych bandytów w obawie przed ich wpływami i możliwościami boją się zachwiać dobrym samopoczuciem funkcjonariuszy czerwonego terroru.

Przy okazji sprawy prof. Zygmunta Baumana, byłego kabewudzisty okresu stalinowskiego i zakłócenia jego wykładu we Wrocławiu najpierw przez narodowców i kibiców Śląska, następnie protestu Wszechpolaków w Poznaniu opinia publiczna mogła się przekonać, jak mocno w naszym kraju, nie wiedzieć czemu zwanym III RP - choć w rzeczywistości jest to co najwyżej PRL 2.0 - trzymają się aparatczycy słusznie minionej komunistycznej władzy.

W najciekawszym artykule dzisiejszych gazet „Nasz Dziennik” informuje, że „Stalinowiec tryska humorem”. Chodzi tu o Mariana R., byłego naczelnego prokuratora wojskowego (56-68), którego IPN oskarża o bezprawne przedłużanie aresztów kilkunastu więźniom politycznym, członkom organizacji niepodległościowych. Jak informuje Zenon Baranowski choć w procesie komunistycznego aparatczyka rozpoczęło się właśnie przesłuchiwanie świadków, Marian R. na rozprawie tryskał dobrym humorem i opowiadał rosyjskie dowcipy. Nic dziwnego skoro o dobre samopoczucie peerelowskiego prokuratora wojskowego zadbali lekarze i warszawski Sąd Okręgowy, który zadecydował, że rozprawa Mariana R.- zgodnie z orzeczeniami medyków- może trwać tylko trzy godziny dziennie i to z przerwami. Sędzia Robert Gmyz tłumaczy to chorobą Mariana R.

Jak widać w naszym PRL 2.0 ważniejsze jest dobre samopoczucie funkcjonariusza terroru niż jego ofiar, które narażone są kolejny raz na długotrwałą zwłokę w dochodzeniu do sprawiedliwości, na przeżywanie nowych katuszy związanych z powrotem do wydarzeń sprzed lat.

To zresztą nie dziwi. Niedawno w innym procesie - kata Podkarpacia pułkownika Stanisława Supruniuka, zwanego też „Pułkownikiem Czerwona Śmierć”, szefa UB w Nisku koło Stalowej Woli, Krośnie, a później w Gdyni, odpowiedzialnego za brutalne tortury żołnierzy AK i NSZ i oskarżonego o zbrodnie na narodzie polskim, sąd zdecydował, że proces musi zostać przerwany, kiedy tylko Supruniuk źle się poczuje. Z czego zresztą były ubek korzystał nader skwapliwie, przerywając rozprawy po kilkunastu minutach od ich rozpoczęcia. W efekcie sprawiedliwość poległa - proces po blisko dziesięciu latach został zakończony bez wyroku z powodu śmierci Supruniuka (zmarł w 2011 r).

Polska państwem prawa? Trudno tu nie zacytować Orwella „Kto rządzi przeszłością” - głosił jeden ze sloganów Partii - „w tego rękach jest przyszłość; kto rządzi teraźniejszością, w tego rękach jest przeszłość.”

W „Gazecie Wyborczej” - co notabene mnie nie dziwi - o bezkarności czerwonych zbrodniarzy, o pardon, „ludzi honoru” ani słowa. Trwa za to walka z faszyzmem. Tym razem chodzi o odwołanie prokuratora Wojciecha Zalesko, szefa Prokuratury Białystok-Północ. Jak informuje „GW” Prokuratura Okręgowa w Białymstoku - kierowana przez Zalesko instytucja osiem razy popełniła błąd, odmawiając wszczęcia lub umarzając postępowanie w sprawie propagowania faszyzmu. Cóż, mam wrażenie, że gdyby ludzie Seremeta równie chętni byli do odwoływania z funkcji prokuratorów tych śledczych, którzy odmawiali prowadzenia postępowania w sprawie propagowania komunizmu to w pilnym trybie trzeba byłoby wprowadzać ułatwienia w naborze na aplikacje prokuratorską celem zastąpienia odwołanych. Tak się jednak nie dzieje.

I dalej o bezkarności czerwonych. Dziennik „Fakt” ujawnia dokumenty katowickiej prokuratury, z których wynika, że były prezydent Aleksander Kwaśniewski ukrył, skąd wziął 400 tysięcy złotych. Jak informuje „Fakt” były prezydent ponadto zaniżył przychód o 7246, 20 zł. To, że zapomniał nie dziwi - tajemnicą poliszynela jest, iż pomroczność jasna to jeden z objawów grypy filipińskiej. Nie dziwi też, że prokuratura odpuściła Olkowi, nie wszczynając postępowania. Wszak to nie samotna matka dwójki dzieci, którą można posłać do aresztu za 2 tys. złotych długu. Ot państwo prawa.

 0

Czytaj także