Obserwator mediówKarpie podrygi Seremeta

Karpie podrygi Seremeta

Karpie podrygi Seremeta
Karpie podrygi Seremeta
Dodano
Mit niezależności prokuratury przegrywa z politycznymi realiami. Można odnieść wrażenie, że prokurator generalny stał się kukiełką, którą potrząsa ręka władzy.

Opowieść o rzekomej niezależności prokuratury od polityków to jeden z mitów założycielskich III RP. Opinia publiczna bardzo szybko się przekonała, że w tej bajce prawdy nie ma zbyt wiele: wystarczyły dwie kadencje rządów SLD. Rozdzielenie prokuratury od Ministerstwa Sprawiedliwości – pomysł głupi – dało jednak wielu nadzieję, że prokuratura w politycznych bojach brać udziału nie będzie. Seremet długi czas próbował ten mit niezależności reanimować, racząc media opowieściami o naprawianiu prokuratury, nieuleganiu politycznej presji etc. Niestety, dziś jak na dłoni widać, jak niewiele warte były te bajania prokuratora generalnego.

Oto trapiony radykalnym spadkiem zaufania rząd ustami ministra spraw wewnętrznych Bartłomieja Sienkiewicza zapowiada wojnę z kibicami. Rząd sugeruje, że będzie „wpływał na prokuraturę”. I co robi prokurator generalny tydzień później? Otóż dzisiaj na łamach „Gazety Wyborczej”- widać, że taką nowatorską formę komunikacji między śledczymi a ich zwierzchnikami przyjęto w Prokuraturze Generalnej.- Seremet apeluje do prokuratorów o to, by żądali kar bezwzględnego więzienia dla „stadionowych bandytów” i „nie zgadzali się na kary w zawieszeniu”.

To, że przestępczość trzeba ścigać, nie ulega wątpliwości. Począwszy od tej ulicznej, grafficiarskiej, kieszonkowej, przez chuliganerkę stadionową, osiedlową, przestępczość gospodarczą, a skończywszy na takiej, która na cmentarzach i stacjach benzynowych załatwia sobie korzystne zapisy w ustawie.

Można – a nawet trzeba – natomiast polemizować, czy kary więzienia dla chłopaczków za odpalenie rac na stadionie, transparent w rodzaju „Legia k…” czy stanie w „przejściach ewakuacyjnych” (tak, proszę państwa, do tego sprowadzają się dziś w znacznej mierze postępowania wobec kibiców) odniosą jakikolwiek skutek resocjalizacyjny.

Bardziej niepokoją kulisy niedawnych, zbieżnych z oczekiwaniami rządu wystąpień Seremeta. To bowiem on wybierał się wspólnie z Sienkiewiczem po owych mitycznych faszystów z Białegostoku, a na początku lipca w rozmowie z Radiem TOK FM zapowiedział, że prokuratorzy powinni ścigać osoby wznoszące okrzyki: „Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę”, czyli hasło mające swoje historyczne i emocjonalne uzasadnienie.

Dziwnym, ale chyba nieprzypadkowym trafem działania Seremeta wychodzące naprzeciw oczekiwaniom i PR-owym zagrywkom grupy trzymającej władzę zbiegają się w czasie z dwiema rzeczami. Primo – fatalną oceną pracy kierowanej przez Seremeta prokuratury (przypomnę, że niedawno minister Marek Biernacki z PO krytycznie ocenił złożone przez Seremeta sprawozdanie z działalności prokuratury); secundo – z przygotowywaną już nowelizacją ustawy o prokuraturze, która jeżeli zostanie przyjęta, to doprowadzi do dość mocnej ingerencji w dzisiejsze imperium Seremeta.

Pytanie, co z realizacją zadań, których wypełnienie deklarował Seremet przed Krajową Radą Sądownictwa, starając się o stanowisko. Jedną z najważniejszych deklaracji, jaką wówczas złożył, było oczyszczenie prokuratury z kiepskich, nieodpowiedzialnych, nadużywających prawa prokuratorów. Jak to wygląda w praktyce? Nijak. Kilka przykładów: prok. Roman Pietrzak, który na dwa lata wpakował do aresztu niewinnego przedsiębiorcę Krzysztofa Stańkę (wielokrotnie wnioskował o przedłużenie aresztu w czasie, w którym nawet go nie przesłuchał), ma się świetnie. „ W ocenie Prokuratury Generalnej nie ma podstaw do podejmowania kroków dyscyplinarnych” – uznał Seremet. Równie dobrze ma się wrocławski prok. Robert Mielczarek, który doprowadził do bezpodstawnego aresztowania na siedem miesięcy właścicieli Bestcomu i w efekcie zniszczenia firmy.

Takie przypadki można wyliczać jeszcze bardzo długo. Budowę państwa prawa, państwa, w którym organa ścigania cieszą się zaufaniem i szacunkiem obywateli, należy zacząć od oczyszczenia prokuratury z tych, którzy przez lata w roli śledczych się nie sprawdzili. To właśnie miał zrobić Seremet. Nie zrobił tego i nie robi nadal. Zamiast tego zajmuje się demonstrantami, którzy wznoszą hasła o sierpie, młocie i czerwonej hołocie, „faszystami”, kibolami… I karpiami. Bo nie można zapomnieć o legendarnym piśmie, które w 2011 r. wysłał do prokuratorów, instruującym, jak humanitarnie zabijać karpie.

Dzisiaj coraz bardziej więc można odnieść wrażenie, że postawiony pod ścianą, poddany pewnej (być może nawet niewypowiedzianej) presji prokurator generalny zamiast zajmować się tym, co deklarował niegdyś przed Krajową Radą Sądownictwa, stał się elementem politycznej kampanii rządu. A niezależność prokuratury? Ot, takie karpie podrygi.

foto: wiki

Czytaj także

 0

Czytaj także