Obserwator mediówIm bardziej Puchatek zaglądał do Polski...

Im bardziej Puchatek zaglądał do Polski...

Im bardziej Puchatek zaglądał do Polski...
Im bardziej Puchatek zaglądał do Polski...
Dodano

Produkcja przemysłowa siadła. W lipcu urosła o ponad 6 proc., w sierpniu zaledwie o 2,2 proc. Według analityków to może być tylko chwilowe spowolnienie. A może nie.

Marek Magierowski

W rankingu Wolności Gospodarczej Świata, przedstawionym wczoraj przez Centrum im. Adama Smitha, Polska spadła aż o 11 miejsc - z 48 na 59. Główne powody? Ciągle te same - nadmierna biurokracja i niewydolny wymiar sprawiedliwości. W tegorocznym zestawieniu wyprzedziła nas m.in. Botswana.

Steve Forbes, słynny biznesmen, jeden z najbogatszych Amerykanów, zgromił w swoim felietonie plany rządu Tuska wobec OFE. Nazwał je wprost "socjalistycznymi" i "głupimi", dodając: "Duchy Stalina i Lenina pewnie się teraz uśmiechają".

A jedna z moich znajomych właśnie wybiera się z całą rodziną do Wielkiej Brytanii. "Co najmniej na rok" - mówi. I nie będą to wakacje...

Z końcem kryzysu, obwieszczonym triumfalnie w Krynicy przez premiera Tuska, jest trochę jak z Puchatkiem szukającym Prosiaczka w chatce: im bardziej zaglądamy do środka, tym bardziej go tam nie ma.

Owszem, coś drgnęło tu i tam, coś się ruszyło, Europa ma się nieco lepiej, co natychmiast wpływa na nasz eksport i poprawia optymizm przedsiębiorców. Należałoby jednak powiedzieć, że staramy się raczej mozolnie wygramolić z kryzysu, że minie jeszcze trochę czasu, zanim otrzepiemy się z kurzu i staniemy na prostych nogach. W dodatku rząd Tuska, rozmontowując system emerytalny, manipulując przy progach budżetowych, utrzymując podwyższony VAT, uruchomił za jednym zamachem kilka bomb z opóźnionym zapłonem. Nawet jeśli kiedyś rzeczywiście kryzys się skończy, w przyszłości będziemy po stokroć bardziej narażeni na kolejny. Dzięki Donaldowi Tuskowi i Jackowi Rostowskiemu.

Im bardziej zaglądamy do środka, tym wyraźniej widać, że pseudorzeczywistość premiera nie ma się nijak do faktów. Im głośniej premier mówi o końcu kryzysu, tym częściej znajdujemy w zachodniej prasie krytyczne teksty o kondycji polskiej gospodarki. Tusk, magik z "zielonej wyspy", stał się zwykłym śmiertelnikiem. Rostowski już nie jest chwalony jako świetny menedżer i "jeden z najlepszych ministrów finansów w Europie". To, o czym od dłuższego pisali i mówili niektórzy ekonomiści oraz komentatorzy w Polsce, dotarło w końcu do publicystów "Financial Timesa" i "The Economista", a nawet do zakochanych w Tusku dziennikarzy zza Odry (choć trochę to trwało). Znamienne, iż liczba linków do zagranicznych publikacji o Polsce, zamieszczanych na Twitterze i Facebooku przez ministrów, ich rzeczników czy sprzyjających rządowi żurnaliatów, w ostatnich miesiącach gwałtownie zmalała.

Wbrew pozorom dla obecnego rządu ma to dość duże znaczenie. Wszak i Tusk, i Rostowski wielokrotnie powoływali się w przeszłości na entuzjastyczne opinie na temat stanu polskiej gospodarki, płynące z Londynu czy Berlina. Sugerowali, iż są to głosy "prawdziwych ekspertów", a wszyscy nadwiślańscy krytycy rządu PO-PSL albo nie znają się na ekonomii, albo są nieuleczalnymi malkontentami, albo chodzą na pasku PiS. Wyborcy Platformy mogli się poczuć intelektualnie dopieszczeni: skoro "The Economist" myśli o Tusku i naszej gospodarce to samo, co ja, to znaczy, że jestem równie mądry i "zachodni" co "The Economist". Teraz jednak "The Economist" myśli zupełnie inaczej.

Trochę głupio, nieprawdaż?

 0

Czytaj także