Obserwator mediówMazowiecki - człowiek z innej epoki

Mazowiecki - człowiek z innej epoki

Mazowiecki - człowiek z innej epoki
Mazowiecki - człowiek z innej epoki
Dodano
Tadeusz Mazowiecki to człowiek pokolenia 1927. Pokolenia zbyt młodego w stosunku do tzw. pokolenia Kolumbów, aby włączyć się w walkę zbrojną AK, a jednocześnie na tyle dorosłego, by po wojnie stać się świadkiem triumfu komunistycznej władzy narzuconej przez Stalina.

Ktoś taki jak Mazowiecki, wychowany w katolickiej rodzinie miał przed sobą trzy drogi: albo opuścić kraj, albo włączyć się w młodzieżową konspirację, albo próbować znaleźć swoje miejsce wśród tych, którzy próbowali pogodzić socjalizm z wiarą katolicką. Mazowiecki wybrał jedyną wówczas legalną oazę aktywności katolików świeckich: Stowarzyszenie PAX. Tym różnił się od na przykład Wiesława Chrzanowskiego, który jako narodowiec teoretycznie powinien znacznie chętniej zwrócić się ku PAX-owi. Ten okres lat 1951-1955 rzuci się cieniem na życiorys Mazowieckiego. Negatywnym symbolem tego okresu będą jego teksty atakujące podziemie niepodległościowe Żołnierzy Wyklętych i biskupa kieleckiego Czesława Kaczmarka.

Mazowiecki potrafił zrozumieć, że droga PAX-u to droga donikąd i wycofał się z tego środowiska w 1955 r. Okres po październiku 1956, czyli tzw. „październikowa odwilż” to czas, gdy Mazowiecki ulega fascynacji francuskimi myślicielami, którzy próbowali szukać punktów zbieżnych między katolicyzmem a marksizmem. Tak narodził się eksperyment myślowy w postaci tekstów Tadeusza Mazowieckiego w tygodniku „Więź”, które próbowały wcielać w życie ideały znad Sekwany nad Wisłą.

W politycznej praktyce Mazowiecki wcielał swoje wyobrażenia o możliwości współżycia katolickich intelektualistów z PRL, w postaci koła „Znak” w Sejmie. Ten okres naznaczył go z jednej strony głęboką refleksją chrześcijańską, choć stojącą często w opozycji wobec prymasa Stefana Wyszyńskiego, a z drugiej strony pozwolił środowisku „Więzi" poszerzać obszary niezależności w PRL. Ale ten polityczny pozytywizm naznaczony pamięcią o potworności stalinizmu rozminął się z nastrojami kolejnej generacji. Generacja marca'68 otwarcie krzyczała o tym, co Mazowiecki nadmieniał ściszonym głosem. 

Trzeba przyznać, że Mazowiecki wyciągnął wnioski z niepowodzenia z działalności koła „Znak” w Sejmie i od połowy lat 70. coraz bardziej zbliżał się do opozycji. Symbolem tego politycznego zwrotu był udział Mazowieckiego w głodówce w kościele w Podkowie Leśnej w 1977 roku. Ale zachowywał dystans wobec szalonego opozycyjnego życia KSS KOR czy ROPCiO. Zachowywał pozycję człowieka dystansującego się wobec władzy, coraz bardziej zbliżającego się do prymasa Wyszyńskiego, ale i środowiska „Tygodnika Powszechnego”. Status człowieka niezależnego, ale nieaktywnego opozycjonisty zaprowadził go do Stoczni Gdańskiej w sierpniu 1980 r. Tu rozpoczęła się jego dziesięcioletnia kariera doradcy Lecha Wałęsy.

U boku lidera „Solidarności” był głosem zalecającym rozwagę, pamięć o sile komunistycznego imperium i lansującym wolne i smutne poszerzanie przestrzeni wolności. W tej roli Mazowiecki doczekał przełomu roku 1989. Mało kto pamięta, że wzburzony zdominowaniem Komitetu Obywatelskiego „Solidarności” przez Bronisława Geremka demonstracyjnie odmówił wówczas startu w wyborach do Sejmu. W takich momentach widać było jak bardzo Mazowiecki różnił się od środowiska laickiej inteligencji mającej przeszłość w PZPR.

Co charakterystyczne, kiedy Adam Michnik rzucił hasło: wasz prezydent, nasz premier, Mazowiecki odpowiedział na to tekstem odradzającym branie przez „Solidarność” kierownictwa rządu pod tytułem „Śpiesz się powoli”. Paradoks polegał na tym, że to właśnie Mazowiecki został wybrany przez Wałęsę na pierwszego solidarnościowego premiera. Okres jego rządów w latach 1989-1990 był z jednej strony heroicznym okresem budowania III RP z drugiej strony okresem zastoju i tolerowania wielu patologii, za którymi stali ludzie komunistycznej władzy. Bezkarnie palono archiwa esbeckie, trwała w najlepsze działalność cenzury, a wszelakie postulaty poszerzania przestrzeni wolności były odrzucane przez Mazowieckiego jako zbytnie zagrożenie dla wprowadzania reform Balcerowicza.

Mazowiecki nie rozumiał wówczas, że polityka nabrała tempa. Nie miał szans na wygraną rywalizację o prezydenturę z Lechem Wałęsą. Przez kolejne cztery lata pełnił dosyć dziwaczną rolę „spinacza” między lewym i prawym skrzydłem swojej partii Unii Demokratycznej. W końcu w 1995 roku partyjna lewica w sojuszu gdańskimi liberałami, którzy w między czasie zasilili partię Mazowieckiego – odsunęli „Pana Tadeusza” od władzy. Dla Mazowieckiego nie było zbyt dużego pola do aktywności, aż do przełomu lat 1996/97 kiedy zaangażował się w tworzenie nowej konstytucji. Tutaj odezwały się jego głębokie chrześcijańskie poglądy – bo dzięki niemu w preambule konstytucji znalazło się odniesienie do chrześcijaństwa. Zresztą niekiedy potrafił zaskakiwać nawet konserwatystów katolickich, np. stając w obronie filmu “Pasja” Mela Gibsona.

Ostatnie 10 lat życia to rola ojca założyciela III RP. Z tej pozycji Mazowiecki krytykował projekt IV RP, a po 2007 roku stał się symbolicznym patronem rządu Donalda Tuska, a potem patronem prezydentury Bronisława Komorowskiego. Na tle wielu innych polityków z tego obozu, jak np. Waldemar Kuczyński, czy Stefan Niesiołowski Mazowiecki wyróżniał się dbałością o spokojny język I unikanie uczestnictwa w politycznych histeriach.

Odszedł polityk, który w znacznie większym stopniu wpłynął na styl i język politycznej debaty, niż osiągnął sukcesy w realnej polityce po dziewięćdziesiątym roku. Dziś na tle coraz bardziej agresywnego antyklerykalizmu wyraźna staje się jego wiara, że można i należy doprowadzić, by rozdział państwa i Kościoła miał charakter przyjazny. W pamięci zostanie też jako polityk, któremu obca była chęć osobistego wzbogacenia się z racji zajmowania najwyższych urzędów.

 0

Czytaj także