Obserwator mediówDzień dobry, zastałem Davida?

Dzień dobry, zastałem Davida?

Dodano

Na Downing Street rozdzwoniły się telefony. Najpierw z Davidem Cameronem rozmawiał przywódca polskiej opozycji, niedługo potem zaś sam premier RP. Ostatnim szefem rządu Wielkiej Brytanii, który z taką częstotliwością gawędził z politykami znad Wisły, był chyba Winston Churchill.

Marek Magierowski

Sprawa jest poważna, bo Cameron nie tylko upiera się przy zmianie zasad wypłacania świadczeń socjalnych imigrantom (co w największej mierze uderzyłoby w naszych rodaków pracujących na Wyspach), ale też w dość arogancki i nieprzyjemny sposób atakuje Polaków, przy wtórze wielu partyjnych kolegów i wsparciu tabloidów.

Zrozumiała jest dbałość Camerona o uszczelnienie systemu świadczeń, tak samo jak jego starania o utrzymanie przy torysach tych wyborców, którzy w ostatnim czasie zaczęli z sympatią zerkać w stronę Partii Niepodległości Zjednoczonego Królestwa (UKIP), pod wodzą Nigela Farage'a, zdecydowanie radykalniejszej w antyimigranckiej retoryce. Lecz antypolskie wypowiedzi premiera Wlk. Brytanii były co najmniej niedyplomatyczne i słusznie doczekały się reakcji dwóch najważniejszych polskich polityków.

Z drugiej strony było w tych telefonach oczywiście dużo cynizmu i czystego marketingu politycznego. Powstało nawet wrażenie, że Tuskowi i Kaczyńskiemu zależało bardziej na tym, by ich interwencja została odpowiednia nagłośniona w mediach, niż na przekonaniu Camerona do swoich racji. Szczególnie "błysnęli" spindoktorzy PiS, którzy wrzucili do Internetu zdjęcie prezesa ze słuchawką przy uchu, opatrzone logotypem partii i stosownym podpisem ("Jarosław Kaczyński podczas rozmowy z Davidem Cameronem"), co z miejsca stało się obiektem kpin.

Cameron oczywiście zdania nie zmieni, mimo iż do krytyki przyłączył się minister Radosław Sikorski, w którego słowa brytyjskie media wsłuchują się bodaj z większą uwagą niż w żale Tuska, o opiniach Kaczyńskiego nie wspominając. Sikorski zauważył na Twitterze - trafnie - iż skoro polscy imigranci odprowadzają podatki do brytyjskiego fiskusa, to powinni też mieć pełną możliwość korzystania z wszelkich przywilejów, gwarantowanych przez brytyjskie państwo. Inna sprawa, że akurat unijne prawo zakazuje w tym względzie jakiejkolwiek dyskryminacji: Cameron wiele swoim wyborcom obiecuje, jednak dopóki Wielka Brytania pozostaje w UE i dopóki premier Wlk. Brytanii nie wywalczy w Brukseli odpowiednich zmian, jego legislacyjne pole manewru nie jest zbyt duże.

Sikorski jednak, jak to mu się już często zdarzało w przeszłości, nie wytrzymał i po celnym komentarzu wymierzonym w propozycje Camerona musiał także uderzyć w PiS i Kaczyńskiego. Zaapelował mianowicie, by główna polska partia opozycyjna, tworząca w Strasburgu wraz z torysami frakcję Europejcy Konserwatyści i Reformatorzy, opuściła na znak protestu EKiR i przyłączyła się do Europejskiej Partiej Ludowej (w której są i Platforma Obywatelska, i PSL), aby "nie obniżać znaczenia Polski w UE i nie przyczyniać się do "rozbijania Unii".

Postulat zdumiewający, zważywszy, iż padł z ust człowieka uchodzącego za euroentuzjastę i często krytykującego PiS za to, że traktuje politykę unijną jedynie jako sferę "obrony narodowych interesów". Jeżeli według Sikorskiego PiS "obniża znaczenie Polski", nie przyłączając się do innych polskich ugrupowań w PE, to znaczy, że odnosi się to także do eurodeputowanych Sojuszu Lewicy Demokratycznej, którzy - przypomnijmy - uparcie "obniżają znaczenie Polski", zasiadając we frakcji europejskich socjalistów. Nie przypominam sobie jednak, by Radosław Sikorski wystosował kiedykolwiek podobny apel do Leszka Millera. Być może szef polskiej dyplomacji chciałby zlikwidować w Parlamencie Europejskim frakcje "ideologiczne", zastępując je "narodowymi". Wątpię jednak, by miał odwagę zgłosić taką propozycję na forum unijnym, bo - ujmując rzecz delikatnie - po prostu by się wygłupił.

Poza tym Sikorski jest niekonsekwentny. Gdyby przyjrzeć się wypowiedziom niektórych polityków bawarskiej CSU na temat konieczności ograniczenia przywilejów dla imigrantów (m.in. szefa partii Horsta Seehofera), doszlibyśmy do wniosku, że nie różnią się one znacząco od deklaracji Camerona. Gdyby przyjrzeć się wypowiedziom niektórych polityków francuskiej UMP z ostatnich kilku lat - m.in. o "polskim hydrauliku" - byłoby podobnie. A przecież i CSU, i UMP są razem z Platformą w tej samej Europejskiej Partii Ludowej. Warto też przypomnieć, że przez kilka ładnych lat Polacy mogli swobodnie pracować w Wielkiej Brytanii, podczas gdy na rynku niemieckim wymagane były specjalne zezwolenia. Ale Platformie jakoś nie przeszkadzał alians z niemiecką chadecją, która w 2009 roku (współrządząc z SPD) przedłużyła okres przejściowy do 2011 roku, maksymalnie wykorzystując regulacje UE.

Moje pytanie do ministra Sikorskiego brzmi: dlaczego wówczas Platforma nie uderzyła pięścią w stół i nie wyszła z Europejskiej Partii Ludowej, skoro jej sojusznik potraktował polskich pracowników w tak paskudny sposób? Tym bardziej, że Angela Merkel wprowadziła w życie konkretne prawo, a Cameron na razie tylko nas straszy.

Jak rozumiem, głównym powodem był fakt, iż Sikorski nie miał wtedy jeszcze konta na Twitterze.

 0

Czytaj także