Obserwator mediówProśba do Gursztyna

Prośba do Gursztyna

Dodano

Dawno nie czytałem tak przykrego tekstu, jak napastliwy atak Piotra Gursztyna na Sławomira Cenckiewicza opublikowany na stronie „Do Rzeczy”. Przykrego, przede wszystkim dla samego autora. Jestem bowiem pewien, że gdy opadną emocję i Gursztyn ochłonie, sam będzie go czytał z najwyższym zażenowaniem i zawstydzeniem. Taka ilość epitetów i złośliwości, podanych do tego w wyjątkowo histerycznej formie, po prostu nie przystoi. 

Gursztyn bezpardonowo zaatakował wybitnego historyka, o pokaźnym dorobku i zasługach dla Polski, tylko dlatego, że Cenckiewicz ma inne zdanie na temat Powstania Warszawskiego niż on. Niestety jest to dość typowe dla apologetów decyzji o wywołaniu tej insurekcji. Na wszelką krytykę kultywowanych przez nich mitów reagują agresją, która ma zastąpić argumenty. Tych bowiem są po prostu pozbawieni.

Sławomir Cenckiewicz miał oczywiście rację gdy napisał, że decyzja o wywołaniu powstania w Warszawie jest nie do obrony. Chłodna analiza wszystkich okoliczności, które doprowadziły do tej narodowej tragedii nie pozostawia w tej sprawie wątpliwości. To był katastrofalny błąd, o przerażających konsekwencjach. Nie zmienia to faktu, że młodzi żołnierze AK, który na ulicach Warszawy walczyli jak lwy przeciwko Niemcom, zasługują na nasz najwyższy szacunek i podziw. Ich bohaterstwa nikt nie kwestionuje.

Gursztyna najbardziej oburzyły słowa krytyki, które Cenckiewicz wysunął pod adresem Jana Ołdakowskiego. Zachowanie Gursztyna przypomina niestety furię, z jaką środowisko „Gazety Wyborczej” reaguje na słowa krytyki pod adresem swoich „świętych krów”, czyli rozmaitych — namaszczonych przez Adama Michnika — „autorytetów moralnych”. Naprawdę źle by się stało, gdyby druga strona polskiego sporu, zaczęła kopiować te wzorce.

Jan Ołdakowski kieruje instytucją państwową, bierze udział w polskim życiu publicznym, udziela się chętnie w mediach, wydając ostre sądy o ludziach. Nie ma więc nic zdrożnego w tym, że ktoś może również poddać ocenie jego. A dla każdego kto śledzi medialną aktywność Ołdakowskiego, stwierdzenie Cenckiewicza, że dyrektor Muzeum Powstania Warszawskiego nie bardzo zna się na Powstaniu, nie jest przecież zaskoczeniem.

Doprawdy, olbrzymiego zacietrzewienia potrzeba aby napisać na poważnie, że Sławomir Cenckiewicz chciałby, aby w Muzeum Powstania Warszawskiego Reinefarth został ukazany jako „postać tragiczna – człowiek, który przez nierozwagę szajki spiskowców był zmuszony zastosować środki przymusu wobec ludności dzielnicy Wola”. Nie mogę pojąć jak coś takiego mogło przejść Gurszytnowi przez klawiaturę. Podobnie jak obelżywe słowa o postaci dla mnie i dla wielu polskich prawicowców świętej — wielkim Polaku Władysławie Studnickim.

 Piotr Gurszytyn w swoim tekście przypuścił frontalny atak na „krąg miłośników tzw. real-politik”. Zakładam, że ma na myśli nie tylko Cenckiewicza, ale również mnie. Otóż Gursztyn oskarżył nas o nihilizm, dekonstrukcję polskiej tożsamości i brak wskazywania alternatywy. Mamy, według niego, „mieszać w głowie” i do tego „łżeć”. Są to oskarżenia niezwykle mocne i krzywdzące, odsłaniające olbrzymią frustrację ich autora.

„Miłośnicy real-politik” mają bowiem Polakom coś do zaproponowania. Patriotyzm rozważny, który mierzy siły na zamiary. Politykę prowadzoną nie zgodnie z zasadą, „jakoś to będzie”, ale w oparciu o chłodny namysł oraz rachunek zysków i strat. Postulujemy aby Polska wreszcie kierowała się własną racją stanu i realizowała własne interesy. Przekonujemy, że musimy liczyć tylko na siebie, a nie na pomoc odległych sojuszników. 

Tak, obdzieramy Polaków z historycznych złudzeń i mitów. Nie robimy tego jednak po to aby ich pognębić. Robimy to po to aby uczynić ich silniejszymi. Marzymy bowiem o Polsce, która zwycięża, a nie jest wiecznym przegranym.

Dwa obozy, które reprezentujemy — a więc obóz realistów i obóz romantyków — ścierają się w naszej historii od wieków. I będą się ścierały jeszcze długo. Teraz również nikt tu nikogo nie przekona, pozostaniemy na swoich stanowiskach. Polemizujmy więc, ścierajmy się i dyskutujmy. Ale — to moja prośba do Piotra Gursztyna — nie obrażajmy się nawzajem. Szanujmy przeciwnika.

Czytaj także: Piotr Gursztyn "Nędza Real-historii"

 0

Czytaj także