Obserwator mediówKomu holiday, a komu Alleluja

Komu holiday, a komu Alleluja

Dodano

Zdarzyło nam się kiedyś podczas bodaj drugiej podróży do Egiptu zagościć na dłużej w lokalnej księgarni, w której zaciekawił nas obfity wybór anglojęzycznych publikacji historycznych i archeologicznych (w większości firmowanych przez Uniwersytet Kairski oraz Muzeum w Kairze). Buszowaliśmy wśród opasłych tomów długo i radośnie, sporo uwagi poświęcając także publikacjom o historii kościoła koptyjskiego.

Młody chłopak – sprzedawca – który przyglądał się nam uważnie wyczekał do chwili, kiedy byliśmy jedynymi klientami w sklepie. Wtedy podszedł i zapytał półgłosem, rozglądając się przy tym ostrożnie: „Czy jesteście chrześcijanami?”. Rozmowy, która potem nastąpiła nie zapomnę do końca życia. Poczucie osamotnienia, opuszczenia, lęk przed tym, co czeka Egipt i co czeka egipskich chrześcijan – wszystko to bardzo mocno przebijało z opowieści młodego księgarza – członka Kościoła Katolickiego obrządku koptyjskiego. Nadzieja kontrastowała z rezygnacją; nasz rozmówca dodawał sobie (i nam) otuchy, mówiąc że nie jest jeszcze tak źle (i oby nie było gorzej). Rozmowa miała miejsce jeszcze za czasów rządów Hosniego Mubaraka. Jego reżim prześladował chrześcijan, ale po upadku dyktatury sytuacja nie zmieniła się na lepszą – wręcz przeciwnie. Chrześcijanie giną w zamachach bombowych, w starciach z policją (jak w październiku 2011 roku), padają ofiara skrytobójczych morderstw. Mam tylko nadzieję, że nasz rozmówca sprzed lat żyje.

Przypomniałem sobie tę historię czytając dzisiejszy front „Gazety Polskiej Codziennie” – Gabriel Kayzer przypomina w nim, że za wiarę w Jezusa ginie co roku na świecie ponad 100 tysięcy wyznawców. Piszę te słowa w Wielki Piątek, kiedy wspomnienie tej ofiary krwi przemawia do wyobraźni szczególnie. „Czym jest kościół” pytają często współczesne media, „Jaki powinien być prawdziwy kościół” dopytują, suflując idiotyczne podpowiedzi: że progejowski, proaborterski, prounijny i w ogóle postępowy. Szukacie prawdziwego Kościoła? Szukacie prawdy? Prawdziwego świadectwa? Spójrzcie panowie i panie na tę codzienną ofiarę. I niż zbywajcie tych informacji słowami „nie, to przecież nie może dziać się naprawdę”.

Z tej perspektywy nie chce mi się już przeglądać brudnej piany wzniecanej przez gazetę na literę „G”, niech sobie zostanie tam gdzie jest, w przedpieklu własnych kompleksów, frustracji, uraz i lęków. Szkoda czasu na ich rozważania na temat tego, czy kardynał Bergoglio został papieżem po to, by okiełznać ojca Rydzyka, czy może tylko po to, by zmienić arcybiskupa Głódzia w abstynenta. Szkoda czasu na ich faryzejskie nauki o tym, jakiż to Kościół powinien być otwarty – najlepiej tak otwarty, żeby nikt już nie został w środku.

W „Naszym Dzienniku” wstrząsający tekst dr. Jarosława Szarka, historyka IPN, o śmierci ks. Konstantego Budkiewicza, zamordowanego strzałem w tył głowy 90 lat temu w podziemiach Łubianki – w Wielką Sobota, 31 marca. Jak przypomina Szarek „Rosja bolszewicka od pierwszych dni swoich rządów rozpoczęła walkę z religią. Przeciwko temu bezprawiu protestowała kościelna hierarchia na czele z ks. abp. Janem Cieplakiem, administratorem archidiecezji mohylewskiej, obejmującej całą Rosję, i najstarszym rangą na jej terenie przedstawicielem Kościoła katolickiego.” Jednym z bliskich współpracowników abp. Cieplaka był właśnie ks. Budkiewicz. W 1923 roku wraz z innymi duchownymi zostali aresztowani i oskarżeni o stworzenie „kontrrewolucyjnej organizacji katolickiej”.

Czytajmy dalej: procesowi towarzyszyła propagandowa nagonka. W działalność tę aktywnie włączyli się polscy komuniści, m.in.: Julian Marchlewski, Julian Leszczyński, Tomasz Dąbal. „Wyrażamy naszą głęboką pogardę arcybiskupowi Cieplakowi i jego towarzyszom i domagamy się surowej kary. (...) Partii komunistycznej wyrażamy uznanie za jej walkę z armią kapłanów, mamiącą proletariat (...) aby była usłyszana przez polskie masy robotnicze” – żądali zebrani na wiecu „polskiej, bezpartyjnej ludności” w Moskwie.

Warto pamiętać, jakich to „bohaterów” walki – i o jaką Polskę – wciąż czcimy nazwami ulic, placów czy skwerów. Julian Leszczyński straszy dziś na szczęście już tylko w białoruskim Mińsku (ma ulice zresztą nieopodal… Jerzego Giedroycia). O dokonania Juliana Marchlewskiego w walce z „armią kapłanów” warto za to pytać władze polskich miast: Starachowic, Dąbrowy Górniczej, Oświęcimia i wielu innych.

Zaglądam do „Super Expressu”, w którym najnowsze wieści z Belgii – dzieci uczęszczające do tamtejszych szkół muszą wymazać ze słownika słowo „wielkanocny” i mówić o „feriach wiosennych” (to samo tyczy Bożego Narodzenia, które już zmieniło się w „przerwę zimową”). Bohaterscy bojownicy o postęp i politpoprawność niosą nam kaganiec oświaty w nowym styl – gorszym nawet od skorumpowanego Ministerstwa Magii z powieści J.K. Rowling o Harrym Potterze. Ciekawa rzecz – pani Rowling nawet przy konstruowaniu alternatywnej rzeczywistości czarodziejów i czarownic zabrakło odwagi, by całkowicie zdechrystianizować swój świat. Wszak dzieciaki z Hogwartu wyjeżdżają zimą do domu na Christmas (sprawdźcie w oryginale). Jak rozumiem, zdaniem belgijskich postępowców, powinny raczej wyjeżdżać na winter holiday do Winterfell, a najlepiej po prostu do jakiegoś ośrodka gejowsko-lesbijsko-ateistycznego na kurs płynnej zmiany płci.

Zimową przerwę zróbmy sobie zimą, wiosenną – wiosną, a letnią – latem. Kiedy? Niech każdy sam sobie dopasowuje urlop do kalendarza. W sprawie Bożego Narodzenia oraz Wielkiej Nocy pozostańmy jednak kontrrewolucyjną organizacją katolicką – zatem: błogosławionych Świąt Wielkiej Nocy, Szanowni Czytelnicy! Wesołego Alleluja!

Czytaj także

 0

Czytaj także