Obserwator mediówLOT przychyla nieba temu, komu trzeba

LOT przychyla nieba temu, komu trzeba

LOT przychyla nieba temu, komu trzeba
LOT przychyla nieba temu, komu trzeba
Dodano

Poranna lektura "Gazety Wyborczej" podnosi ciśnienie szybciej i skuteczniej niż najmocniejsza kawa.

Oto na drugiej stronie "GW" znajdujemy dwa komentarze agorowej, publicystycznej szpicy: Katarzyny Wiśniewskiej i Pawła Wrońskiego. Jeden bardziej intrygujący od drugiego.

Wroński pochyla się nad kontrowersyjnym zaproszeniem dla Jana Tomasza Grossa, który weźmie udział w dyskusji z okazji 70. rocznicy powstania w warszawskim getcie w Centrum Edukacyjnym IPN imienia Jana Kurtyki. Wcześniej o sprawie pisał portal wPolityce.pl, przypominając, że Kurtyka wyrażał się bardzo krytycznie na temat pseudohistorycznej twórczości Grossa. Wroński pisze: "Intryguje sama konstrukcja myślowa zaprezentowana przez >>oburzonych<<, zgodnie z którą sama obecność osoby w budynku imienia ofiary katastrofy smoleńskiej miałaby być obrazą dla zmarłego". Autor obraca wszystko w żart: "Czy ulicą Lecha Kaczyńskiego będą mogli chodzić Polacy, którym nie podobała się jego prezydentura? I co powinien uczynić zwolennik Dmowskiego, który studiuje na Akademii Wychowania Fizycznego im. Józefa Piłsudskiego?".

Sprowadzanie ideologicznych sporów do absurdu to stara, wypróbowana metoda "Wyborczej". Porównania przytoczone przez Wrońskiego są może i malownicze, tylko nie bardzo wiadomo, jaki mają związek z zaproszeniem Grossa do debaty w IPN. Nikt nie odmawia Wrońskiemu spaceru po ulicy Lecha Kaczyńskiego (rozumiem, że miał na myśli aleję w Tbilisi), ani Grossowi prawa do odwiedzin w Centrum im. Janusza Kurtyki. Czym innym jest jednak publiczny występ w takim miejscu kogoś, kto przez ostatnie lata zajmował się głównie budowaniem w Stanach Zjednoczonych i Europie Zachodniej wizerunku Polaków jako nieuleczalnych, zezwierzęconych antysemitów. A przecież Janusz Kurtyka m.in. z takim właśnie wizerunkiem walczył. Organizatorom debaty zabrakło taktu i wyobraźni. Nie wiem, jak zareagowałby Wroński, gdyby Centrum im. Bronisława Geremka zaprosiło do jakiejś dyskusji np. Jerzego Roberta Nowaka. Czy również obsypałby nas perlistymi żartami o Dmowskim i Piłsudskim?

***

Czas na Katarzynę Wiśniewską. W felietonie "Kościelne dzwony uczczą Żydów" autorka chwali warszawskiego metropolitę za pomysł uczczenia ofiar powstania w getcie. "Kardynał Kazimierz Nycz chce, aby 19 kwietnia, w 70. rocznicę powstania w getcie warszawskim, we wszystkich kościołach archidiecezji warszawskiej rozległy się dzwony. To nawet nie sugestia, ale oficjalne zarządzenie wywieszone na stronie kurii warszawskiej (...). To symboliczna decyzja, nie tylko kurtuazyjny gest. Świątynne dzwony biją jedynie z okazji ważnych kościelnych, rzadziej państwowych wydarzeń. Uruchamiano je, gdy umarł papież. Kard. Nycz daje więc do zrozumienia, że powstanie w getcie jest na tyle znaczące, że jego rocznica powinna być uczczona także przez Kościół".

Wiśniewska, z zaciśniętymi zębami, wytrzymała do końca drugiego akapitu. Drugą połowę tekstu (dokładnie połowę - proszę sprawdzić!) poświęciła... antysemityzmowi w Kościele. Bo jak wiadomo, dzień bez oskarżenia katolickich duchownych o antysemityzm (pedofilię, chciwość, nienawiść do dzieci z in vitro - niepotrzebne skreślić) jest dniem straconym. "Decyzja kard. Nycza to wyzwanie rzucone tym duchownym, którzy w figurze Żyda ciągle widzą uosobienie tego, co dla Kościoła i polskiego państwa jest wrogie" - komentuje Wiśniewska i zwraca uwagę, że "w słynnym liście do nuncjusza apostolskiego o. Ludwik Wiśniewski pisał, że według jego obserwacji ponad 50 proc. duchowieństwa jest >>zarażone<< ksenofobią, nacjonalizmem i wstydliwie skrywanym antysemityzmem”.

Hmm, to bardzo ciekawe dane. Tym ciekawsze, iż powołuje się na nie publicystka, która tydzień temu wyśmiewała ks. Oko za podawanie statystyk dotyczących "nadreprezentacji" homoseksualistów wśród pedofili. "Pedofilia w żadnym stopniu nie zależy od orientacji seksualnej. Wszelkie statystyki, które wskazują na przewagę gejów wśród pedofilów, są po prostu zmanipulowane" - pisała wtedy Wiśniewska. Za to badania ojca Ludwika, przeprowadzone metodą "Według-Moich-Obserwacji" spełniają oczywiście wszystkie naukowe standardy i są stuprocentowo wiarygodne.

Jeszcze jeden ciekawy tekst z "GW", tym razem na stronach zagranicznych, opisujący uroczystości pogrzebowe Margaret Thatcher. Tomasz Bielecki odpytał ludzi stojących wzdłuż trasy konduktu co sądzą o dziedzictwie byłej pani premier. I natrafił na najróżniejsze opinie, choć głównie krytyczne. Tytuł tekstu: "Thatcher dzieli po śmierci". Nie mogę się oprzeć się wrażeniu, że zawsze, gdy umiera jakiś ważny polityk prawicy, "Wyborcza" pisze, że "dzielił naród". Gdy umiera jakiś krwawy marksistowski dyktator, jakaś zdegenerowana lewicowa szuja - że "budzi spory historyków". Ale może to tylko takie wrażenie...

***

W "Gazecie Polskiej Codziennie" następny odcinek serialu pt. "Jak wspaniale układa się współpraca z Rosją w sprawie katastrofy smoleńskiej". Katarzyna Pawlak pisze, iż Rosjanie prawdopodobnie popełnili pomyłkę w identyfikacji kolejnych ofiar. "Po analizie próbek genetycznych, wiele miesięcy po katastrofie, Rosjanie przyznają w oficjalnych protokołach, że mają problem z identyfikacją jednej z osób, a próbki przypisane do dwóch innych się nie zgadzają". Niewykluczone, zauważa autorka, że dla rodzin "to nie koniec koszmaru związanego z ekshumacją szczątków najbliższych".

Kilka stron dalej o "państwie, które zdało egzamin", pisze Paweł Burdzy. Tyle że tym państwem są Stany Zjednoczone. "Zamach terrorystyczny, do którego doszło w poniedziałek w Bostonie, to ludzka tragedia i paroksyzm. Ale jednocześnie jest on doskonałym przykładem tego, jak władza i obywatele powinni się zachować w obliczu wielkiej tragedii" -podkreśla Burdzy. Pisze o profesjonalnym podejściu polityków, policjantów i strażaków, ale też o wyrazach oddania i solidarności ze strony zwykłych obywateli: "Chyba najmocniejszy dla mnie obraz z tragedii, to kiedy jeden z wolontariuszy pracujących przy maratonie zaciska skrwawionymi dłońmi opaskę na kikutach nóg jednej z ofiar (...) Sami mieszkańcy Bostonu, jak przystało na potomków ojców założycieli, twardych Irlandczyków, nie popadli w odrętwienie. Spontanicznie zajęli się ludźmi na ulicach, którzy ze względu na zamieszanie nie mogli się wydostać z Bostonu. Od razu pojawiły się oferty pomocy: darmowego noclegu, czy choćby jedzenia".

Amerykańskie państwo nie zawsze "zdaje egzamin". Wystarczy przypomnieć sobie całą serię wpadek i zaniedbań różnych służb przed zamachami z 11 września 2001 r., czy fatalną akcję ratunkową po przejściu huraganu Katrina w 2005 r. Należy jednak przyznać, że Amerykanie przynajmniej uczą się na swoich porażkach, a osoby odpowiedzialne za błędy zazwyczaj tracą stanowiska. W Polsce - dostają kopa w górę i medal od prezydenta.

***

Na koniec "Dziennik Gazeta Prawna". Przeczytamy tutaj m.in. o fantastycznej ofercie LOT dla pracowników Ministerstwa Finansów, którzy mogą kupić bilety na podróże prywatne z 10-proc. zniżką.

"To jest wysoce niezręczne i na pewno może postawić w dwuznacznej sytuacji urzędników MF, gdy będą musieli podjąć decyzją nadzorczą w prawie LOT. Lepiej byłoby, gdyby pracownicy ministerstwa unikali takich sytuacji" - mówi w "DGP" Grażyna Kopińska z Fundacji im. Stefana Batorego. Z kolei Irena Ożóg z kancelarii Ożóg i Wspólnicy twierdzi, że taka praktyka może rodzić wiele niejasności, bo PLL LOT jest podatnikiem, a minister finansów jest organem podejmującym decyzje podatkowe także w sprawach przewoźnika.

Mam nadzieję, że do akcji wkroczą w tej sytuacji urzędy skarbowe. Przecież taka 10-procentowa zniżka to dochód dla klienta, a zatem powinien od tej sumy zostać odprowadzony stosowny podatek. Czekam na oficjalne stanowiska w tej sprawie ministra Jacka "Rąsia rąsię" Rostowskiego.

foto: Esbe2510 / Wikimedia Commons / CC-BY-SA-3.0

Czytaj także

 0

Czytaj także